![]() |
6 lutego 2006Posted on 2-6-2006 at 09:25 - 5 Comments - Post Comment - LinkOj, oj. Cały czas jeszcze boli mnie głowa po sobotnim spotkaniu klasowym. Spotkaliśmy się z całą klasą z ogólniaka. Ale się ludzie pozmieniali. Żonaci, mężatki, łysiejący, grubsi. Inni. Sporo popiliśmy. Mówiąc szczerze, to dawno nie byłem tak skuty, chyba ze trzy tygodnie. W niedzielę w południe myślałem, że nawet trafi mi się jakaś duża sprawa bo jeden kolega zaginął. Chciałem się już zabierać do pracy, ale odnalazł się w izbie wytrzeźwień. No cóż, tak to się widzicie w życiu składa. Nie jest różowo... 2 lutego 2006Posted on 2-2-2006 at 09:31 - 1 Comments - Post Comment - LinkSpotkałem się dzisiaj z dawno nie widzianym kumplem. Pogadaliśmy o starych dziejach, itd. Pod koniec, naopowiadał mi jakichś pierdół o finansach, bankowości. Jak dobrze zainwestować pieniądze, jak zarobić krocie. Dowiedziałem się, że warto ponoć nawet wziąć kredyt, żeby założyć lokatę. Jakieś takie pierdoły gadał. Potem słupki mi pokazywał, dowiedziałem się o liborach, wiborach, marżach, procentach, punktach bazowych, wigu i upfroncie. Potem padło jeszcze wiele innych niezrozumiałych dla mnie słów, a na koniec facet podsunął mi jakieś papiery do podpisania. Okazało się, że sam pracuje w banku i chce zostać moim specjalistą od finansów. Tu przegiął, bo osobiście gardzę całą finansową zgrają, miał szczęście, że byłem po obiedzie i nie chciało mi się robić zbyt gwałtownych ruchów. Rzygać mi się chce, jak pomyślę jak bym sam wyglądał gdybym został bankowcem. To praca dla debili, ludzi bez wyobraźni i dystansu do własnej osoby. No cóż, straciłem kolejnego kumpla. Kto wie czy nie jednego z ostatnich... 1 lutego 2006Posted on 2-1-2006 at 09:06 - 1 Comments - Post Comment - LinkZaczyna się kolejny, nowy miesiąc. Tyle spraw do załatwienia. Niezałatwionych. Tyle rzeczy do zrobienia. Niezrobionych. Tyle piw do wypicia. Niewypitych. Chyba się dzisiaj znietrzeźwię. Czy wy też nie macie czasem takiego dziwnego poczucia, że coś wam przecieka przez palce? O, cho...era! Zaciąłem się w dłoń przy otwieraniu puszki. Ale może to i dobrze, że tylko krew mi cieknie przez palce... 31 stycznia 2006Posted on 1-31-2006 at 10:55 - 0 Comments - Post Comment - LinkŻycie prywatnego detektywa wcale nie jest różowe, tak jak mogłoby sie co komu wydawać. Dzisiaj dostałem kolejne zlecenie. Ludzie! Skąd wy macie takie problemy? Mam znaleźć dowody na to, że pies sąsiadów mojej klientki poużywał sobie na jej suczce! Jak ja mam to, do jasnej cho...ery udowodnić? Przecież o czym my tu mówimy? Nie wiem, chyba tego nie przyjmę, to bzdury jakieś. Gdy zakładałem agencję, wydawało mi sie, że to moze być naprawdę ciekawa praca. Morderstwa, rozboje, itp. Tak jak w tym programie na TVN. Tymczasem w ciągu 9 lat pracy zawodowej ani razu nie dostałem prawdziwie kryminalnego zlecenia! Czasem mam naprawdę dosyć. A teraz z zupełnie innej beczki. Mam dość spania na fotelu, kupiłem sobie do biura łóżko polowe. Mam nadzieję, że dzisiaj wreszcie się porządnie wyśpię... 27 stycznia 2006Posted on 1-27-2006 at 11:35 - 580 Comments - Post Comment - LinkDzisiaj udało mi się sprzedać dom. Kupiec trochę marudził, że syf i tak dalej. Tłumaczyłem, że było włamanie, itp., ale i tak musiałem zejść z ceną. W sumie dostałem niewiele mniej niż sie spodziewałem. Od razu kupiłem małe mieszkanko w centrum. Problem polega na tym, że będę mógł się wprowadzić dopiero za jakieś trzy tygodnie. Trudno, przez ten czas będę spał w biurze. Okazało się, że hotel kosztuje mnie więcej niż myślałem. W jakim ja świecie żyję?Dobrze chociaż, że Małysz skoczył przyzwoicie na treningu i ma duże szanse w jutrzejszym konkursie. 25 stycznia 2005Posted on 1-25-2006 at 09:29 - 0 Comments - Post Comment - LinkW biurze byłem wczoraj. Kilka zleceń, w większości nieciekawych, ale przynajmniej za rozsądną kasę. Najbardziej rozbawił mnie klient, który chce odnaleźć w starych księgach metrykalnych dowody swojego szlachectwa. Nie sądziłem, że ludzie czymś takim się jeszcze interesują. Ale facet jest chyba bogatym pasjonatem. Zarobię 5 tys. jeśli znajdę potwierdzenie jego szlacheckiego pochodzenia. W tym celu będzie trzeba trochę poszperać po księgach. Nawet jeśli tam nic nie ma, to ja znajdę mu to potwierdzenie. Za taką kasę, mógłbym nawet udowodnić, że jest w prostej linii potomkiem Kazimierza Wielkiego. W kwestii sprzedaży domu, nadal nic. Może chcę za dużo? Jutro obniżę cenę. Taka wielka chata i tak nie jest mi do niczego potrzebna. Samotnemu facetowi bardziej przyda się małe, przytulne mieszkanko w centrum, a za różnicę w cenach, będę sobie mógł nawet w końcu kupić porządne auto... 23 stycznia 2006Posted on 1-23-2006 at 11:17 - 0 Comments - Post Comment - LinkWreszcie. Tyle się musiałem naodpisywać na zapytania w sprawie domu, że nauczyłem się wpisywać polskie czcionki (czy też fonty jak mawiają moi młodsi koledzy z policji). Dzisiaj wynająłem biuro obrotu nieruchomosciami do tego, żeby sprzedali mi chatę. Czytałem, że jest ruch na rynku, może jeszcze dzięki całej tej sprawie zarobię na sprzedaży? Od dawna uważałem, że nie jest mi potrzebne aż tak duże lokum. Na chwilę obecną w chacie nie idzie wytrzymać. Dzisiaj wprowadziłem się do hotelu. Przed chwilą dzwoniła moja asystentka i uświadomiła mi, że w styczniu jeszcze ani razu nie byłem w biurze. Ponoć nawet czeka na mnie tam kilka drobnych zleceń. Jutro podejdę, trzeba zarobić na ten hotel... 22 stycznia 2006Posted on 1-22-2006 at 10:22 - 1 Comments - Post Comment - LinkNie wiedzialem, do licha, ze tak ciezko jest sprzedac dom. Dalem ogloszenie w Internecie, ale nikt nie dzwoni. Ciekawe jaka cene powinienem podawac, gdy juz pojawia sie chetni. Dom stoi pod miastem, ma dogodne polaczenia z centrum, powierzchnia ok. 180 metrow, dzialka 1200 m., ladnie zagospodarowana (iglaki, itp.). Garaz na dwa samochody. Podpiwniczony. Nie napisalem, ze smierdzi... 20 stycznia 2006Posted on 1-20-2006 at 11:55 - 0 Comments - Post Comment - LinkWczorajszy dzien spedzilem w areszcie. Strasznie glupia historia. Pare dni temu przyjechala do mnie ekipa deratyzacyjna. Gowno sprzatneli, to znaczy nic nie sprzatneli i gowno zostalo. Natomiast syf w lazience przybral zatrwazajaco duze rozmiary i durni "fachowcy" doniesli na policje, ze kogos zabilem i trzymam trupa w lazience. Zanim cala historia sie wyjasnila, minelo troche czasu. Nadal dochodze do siebie. Temperatura minela, czuje sie juz lepiej, ale musze caly czas palic, zeby nie czuc smrodu. Poza tym, siedze we wlasnym domu w kurtce i w butach, bo na dworze mroz, a bez otwartych drzwi i okien nie da sie wytrzymac. Chyba sprzedam te chalupe, przeciez w tych warunkach nie moze byc mowy o zadnej pracy, a kto mi to teraz posprzata? 17 stycznia 2006Posted on 1-17-2006 at 08:18 - 0 Comments - Post Comment - LinkZmogla mnie choroba. Angina, albo co. Taka beznadziejna pogoda na zewnatrz. Zyc sie nie chce. A moze to nie pogoda, tylko to cholerne picie z zeszlego tygodnia. Zycie prywatnego detektywa nie jest latwe. Z drugiej strony mam pretekst zeby nie wchodzic do lazienki. Srac mi sie nie chce, bo od trzech dni praktycznie nie jem. Sikam do butelek po piwie. Nie myje sie bo i po co. I tak co noc sie poce. Oj, w takich chwilach ciesze sie, ze mieszkam sam. Cos jednak trzeba bedzie z ta lazienka zrobic. Smrod wprawdzie coraz mniej mi dokucza, bo mam katar, no i troche juz sie przyzwyczailem. To co mnie jednak niepokoi to fakt, ze dzisiaj od strony lazienki zaczelo dochodzic jakies dziwne szuranie i piski. Jutro chyba wezwe ekipe deratyzacyjna. Moze przy okazji posprzataja... 14 stycznia 2006Posted on 1-15-2006 at 12:32 - 1 Comments - Post Comment - LinkSobotni wieczor to piekny czas. Choinka stoi jeszcze w kacie pokoju, smrod z lazienki nie jest juz taki dotkliwy. Kanapa grzeje w pupe, a papieros rozpelza sie cieplem w plucach. Na biurku lezy notes, dlugopis i kalkulator. Wlaczylem komputer i zastanawiam sie czy pisac tradycyjnie czy elektronicznie. Prawie caly dzien przespalem, teraz czas w koncu skupic sie na sprawie zabojstwa. Wprawdzie niby nikt mi tego oficjalnie nie zlecil, z drugiej strony jednak nikt tez nie mowil, ze nie wolno mi sie zajmowac ta sprawa. A sprawa nie nalezy do latwych. Jest to sprawa wielce zreszta tajemnicza... 13 stycznia 2006Posted on 1-13-2006 at 09:19 - 1 Comments - Post Comment - LinkNic mi nie mowcie o pechu. Piatek 13? Nie wierze w takie rzeczy. To, ze dzisiejszy dzien jest parszywy nie wynika z numerologii czy przesadow, ale z mojego kretynskiego zachowania. Tak sie wczoraj ucieszylem ze zlecenia, ze sie schlalem z radosci. Najpierw mialy byc tylko dwa, moze trzy piwka w pubie. No, ale ja dawno nie bylem w pubie. Zapomnialem jak moze wciagnac testowanie nowych trunkow, drinkow i zawieranie nowych znajomosci. Gdzies miedzy szostym piwem, a duza whiskey z lodem zdalem sobie sprawe z tego, ze przeginam. Zwlaszcza, ze poza piwami mialem juz na koncie dwa drinki i trzy kieliszki czystej wodki. Do ostatecznego upodlenia doprowadzila mnie barmanka serwujac "na dobranoc" maly gin z tonikiem. Dawno nie zdarzylo mi sie abym padl na ryj. Dzisiaj w nocy padlem. Gdy wrocilem (nie wiem jak) do domu (brak portfela odkrylem dopiero nad ranem), chcialem polozyc sie spac, ale kolysanie otaczajacego mnie (nie wiem skad sie wzial) oceanu i warkot silnikow lecacego nad wzburzona woda samolotu zapedzily mnie z lozka do lazienki. Czulem sie strasznie zle. Mowiac szczerze nie wiedzialem czy mam srac czy rzygac. Gdy jednak wreszcie pochyliwszy sie nad zlewem zdecydowalem sie na rzyganie, to sie zesralem i zrzygalem jednoczesnie, co przynajmniej odpedzilo nieprzyjemne dylematy. Teraz jest piatek wieczor, jestem glodny bo caly dzien nic nie jadlem, siedze nad klawiatura kompa i sie wywnetrzam (juz tylko emocjonalnie), wciaz boli mnie glowa i zastanawiam sie kiedy smrod dochodzacy z lazienki stanie sie na tyle nieznosny, ze zmusi mnie do posprzatania tego syfu, ktory tam po mnie zostal. Chyba zapale papierosa i sprobuje oszukac zmysly dymem... 12 stycznia 2006Posted on 1-12-2006 at 11:07 - 1 Comments - Post Comment - LinkWczoraj dostalem zlecenie. To dobrze, moze karnawal jednak nie bedzie taki szary i ponury. W koncu praca stawia na nogi i dodaje skrzydel. Dawno juz nic nie robilem. Nie, zebym nie mial klientow, po prostu nie kazde zlecenie mozna przyjac. Co to, na przyklad, za zadanie dla detektywa, zeby znalezc zagubionego kota starszej pani? Albo jakie ekscytujace moze byc robienie z ukrycia zdjec platonicznej milosci glupiego licealisty? Ja powaznie podchodze do swojego zawodu i nie pozwole sobie na psucie reputacji takimi pierdolami. Tym razem, jednak, to chyba naprawde cos wielkiego. Zabojstwo. I to z premedytacja. Bez poszlak. Bez dowodow. Bez trupa. Oto powazne wyzwanie dla tegiego umyslu. Dla mojego umyslu... 11 stycznia 2006Posted on 1-11-2006 at 09:57 - 1 Comments - Post Comment - LinkNo to czas sie chyba otworzyc... Zaczne od tego, ze juz wybor szablonu do tego bloga sprawil mi ogromny klopot. Chcialem najpierw wybrac soap, bo to w koncu ma byc soap opera, potem przerzucilem sie na midnight cos tam, bo to chyba bardziej tajemnicze. Przejrzalem wszystkie inne wzorce (tak na wszelki wypadek) i wreszcie zdecydowalem sie na snorkel. Wydawalo mi sie dotad, ze znam angielski, w koncu piec lat studiow na malo znanym uniwersytecie we wschodniej Anglii powinno cos znaczyc, jednak snorkel polozyl mnie na lopatki. Za cholere nie wiem co znaczy snorkel, moze to nie po angielsku? Licze na to, ze chociaz ta zagadka wyjasni sie w najblizszym czasie w moim zyciu. A musze wam powiedziec, ze zycie prywatnego detektywa w naszym kraju nie jest latwe. Nawet nie wiem jak wrzucic polskie fonty (czytaj: czcionki) na klawiaturze swego kompa... |
![]() |