[ Giełda Gwiazd ! ]
Doda Feel Adam Małysz Szymon Majewski Lech Kaczyński
Graj gwiazdami, kupuj, sprzedawaj, zarabiaj
Coś o nas dla mas... Początek | Profil | Archiwum | Przyjaciele
To jest coś innego... Żartobliwe, może i sprośne a na pewno niecenzuralne... Bajki raczej nie dla dzieci:)

EWANGELIA WEDŁUG ŚW. EZOPA 33(KTÓRY POSZEDŁ DO KLOPA).2010-07-20

a,to było tak...

Gdy wszyscy zebrali się tłumnie,bo im się nudziło,wszedł wtenczas Jezus na kozę,ale spadł.Nie poddał się jednak i uparcie szukał miejsca,z którego mógłby widzieć wszystkich i samemu bedąc widzianym.Wtedy,dostrzegł Maryję,która schylała się ku ziemii,zbierając dzdżownice na wieczorne łowy.Wspiął się ,więc Jezus na jej plecy i pyta:

-czy,Wy wiecie kim ja jestem?

Nikt,jednak nie zareagował,więc powtórzył pytanie:

-czy,Wy wiecie kim ja jestem?

-wiemy,wiemy.Ty jesteś ten hydraulik,zdaje się?!-odparł Barabasz

Podirytowany Jezus powtórzył pytanie:

-czy Wy wiecie.kim ja jestem?

-Jasne,Tyś jest Cieślik,syn starego Cieśli!-odparł Paweł,syn Jakuba

-jam jest Jezus!-przyznał się w końcu

-a,faktycznie!To co,zamienisz nam tu wodę w wino,bo suszy?-spytał Piotr,zwany Kalfaszem

-tak,chcemy wina!Chcemy wina!-podchwycił temat Łazarz,zwany też Łajzą

-nie po to do Was przybywam...-odparł Jezus

-to,po cholerę żeś tu przylazł?!-spytał Piotr,dla zmylenia zwany Mateuszem

-przybywam do Was,aby opowiedzieć Wam o moim ojcu,który jest w niebie!

-to,nie będzie winka?-próbował upewnić się Barabasz

-dzisiaj moi bracia,chcę Wam przekaząć,jak można trafić do królestwa bożego!

-czyli,nie będzie winka!-zdenerwował się Barabasz

-do dupy z taką robotą!-krzyknął Mateusz,zwany Pawłem

Nagle,wszyscy odwrócili się i poszli w stronę baru.

-moi bracia,co Wy robicie!-denerwował się Jezus,ale nikt go już nie słuchał...

           Oto słowo Puka...

 

O czym mówi nam dzisiejsza ewangelia?

Otóż ewangelia ta mówi nam,jak krótkie i nieprzewidywalne jest ludzkie życie.Jednego dnia beztrosko grzebiemy sobie w śmietniku,a następnego już nie grzebiemy.

Tak,człowiek nie potrafi docenić tego co najważniejsze i wydaje mu się,że suszona marchewka,to coś,co w życiu go uszczęśliwia.Nie wie,że życie samo w sobie jest wartością.

Wymyśla,więc bomby,które nie tylko zabijają człowieka,ale rzucone w las łamią drzewa i powalają grzyby.Nie bądżmy obojętni,nie pozwólmy,aby Australijczycy mówili nam,jak mówi się w Australi.Nie dajmy się mamić i wykorzystywać!

 

Puk zapłać wszystkim,za datki na nasz kościółek...

0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

KOMAR I LEW2010-07-19

Dawno,dawno temu,pewien mały natrętny komar latał sobie wkurwiając lwa..

-spierdalaj stąd łajzo,idż sobie żonę bzykać,nie mi pod nosem!-krzyknął lew

-okres ma,więc Ciebie powkurzam!-odparł komar

Komar spełnił obietnicę,jaką złożył niegdyś umierającemu karpiowi i faktycznie uczepił się lwa.

-jak ci zaraz przypierdolę,to ci beret spadnie!-straszył lew

Komar,nic sobie z tego nie robiąc,wciąż bzykał nerwusowi przed nosem,nucąc sobie starą,zapomnianą melodię:: tę pszczółke,którą tu widzicie zowią Mają,Maję wszyscy znają i bzykają...

Wyprowadzony z równowagi lew,zaczął wynmachiwać

lapami.Najpierw :lewa,lewa,prosta.Następnie:lewa,lewa,hak.Na nic się to zdało.Wszystkie ciosy lądowały na jego własnym ryju.Nie poddawał się jednak,bo to twardy zawodnik był.Kiedyś występował na olimpiadzie zimowej,gdzie służył za krążek hokejowy.W jednej chwili zaserwował komarowi kolejna kombinację:lewa prosta i prawy sierpowy.Lew zalał się krwią.Wyglądał,jak Gołota po walce z Adamkiem.Dobrze,że nie walczył z Andrzejem Najmanem,bo ten wbiłby go w ziemię.Mimo strat własnych i chwilowej utraty przytomnośc,lew poczuł chwilę chwały.Chwilę,ghdyż komar stracił się na moment.Akurat przypomniało mu się,że ma niezpłacony rachumek za prąd i skoczył sobie na pocztę.Najszybciej,jak mógł powrócił,coby podenerwować lwa.To już taka natura komarów,podobnie,jak u Fok...

-i co,podobno twardy jesteś,hłehłe!zasmiał się komar

Lew ponownie zaczął się miotać,wyzywając przy tym komara od kutasów złomanych,ale na nic się to zdało.Jego ryk stawał się bardziej donośniejszy,nawet szyszki z drzewa pospadały,ale i tak komar,wciąż udowadniał,że ma to gdzieś.

-no i co,pokonałem cię,ty królu dżungli od siedmiu boleści.Powiedz,więc teraz wszystkim,że ja tu rządzę.Na początek,możesz jako mój sługa wyczyścić mi buty-zaczał cwaniakować komar.

Wówczas lew,doprowadzony do furii,wyciągnął z kieszeni Raid  w sprayu i fuknął nim komarowi prosto w oczy.Ten chwycił się za nie,kompletnie tracąc kurs w locie.Nadomiar złego,była mgła,która całkowicie ograniczyła mu widoczność.Zahaczył więc najpierw skrzydłem o szczyt drzewa,rozbijając się następnie o paproć leśną.Nie było wybuchu.Komar wpadł w pajęczynę,co zamortyzowało nieco uderzenie.Teraz,już wiedział,że to ruskie podały mu nieprawidłowe współrzędne,a ataki na prezydenta,tylko zaostrzyły klimat.W tym momencie,nie miało to jednak wiekszego znaczenia.W jednej chwili bowiem pojawił się przed nim pająk,na plecach miał krzyż.

-o ja pierdolę,przyszedł mnie nawracać!-załamał się komar

-nie stary,za to,że walczyleś z krzyżem stojcym pod pałacem prezydenckim zostaniesz stracony i strawiony!

-no co ty,dlaczego,przecież to barbarzyństwo!-spanikował komar

-barbarzyństwo,to było,jak się z moherowych berecików śmiałeś gnido!

Pająk zeżarł komara,a że był głodny,to i lwa...

                                                                                    konec

Morał bajki jest taki,że lepszy wróbel w garści,niż kaczor premierem...

0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

FOCZKA-CZASY WSPÓLCZESNE...2010-06-28

A,to było tak...

Gdy tylko Foczka poznała naiwnego Sławka,natychmiast zaczęła go nagabywać co do konieczności zawarcia związku małżeńskiego.Sławek migał się,jak mógł,bo wstyd było żenić się z kobietą,która zrabiała na życie,tańcząc z odkurzaczem w nocnym klubie.W końcu Foczka zagrozila,że jak za nią nie wyjdzie,to zje jego młodszego brata.To był argument,ktory przekonał przyszłego pana młodego.

Weselisko było huczne,że hey!Najpierw tato pana młodego wystrzelił z dubeltówki w żonę,a póżniej sobie w łeb.Tym samym zmył częściowo hańbę,jaką okryła ich rodzinę synowa.Rozwścieczona Foczka zeżarła cały tort urodzinowy i wraz z nim wszystkich weselników.

Obecnie,Foczka waży 6 ton i przy jej dożywianiu zatrudniontych jest 120 pracowników.Sławek dowozi jej każdego dnia kapustę,a ona wciąż obrasta tłuszczem.

Czasami jej brzuch służy reżyserom za plan filmowy.Sam,również w jednym z nich wystąpiła,jako nowa planeta układu słonecznego.

Każdego roku organizowany jest wyczerpujący bieg maratoński,gdzie zawodnicy muszą okrążyć Foczkę.

 

A,teraz przeprowadżmy krótką rozmowę z wybitnym seksuologiem Lwem Starowiczem.

-dzień dobry panie...Lwie!

-dzień dobry !

-rozmawiamy dzisiaj na temat fenomenu,jakim jest tłuścioch,zwany Foczką,czy mógłbym w związku z nią zadać kilka pytań panie,,,Lwie?!

-tak proszę...

-no więc,kto nadał panu takie głupie imię?

-rodzice.

-pijani byli?

-Nie wiem,nie pamiętam...

-czy zwracali się do pana poprzez "Lwiątko'?!

-przepraszam,ale mieliśmy rozmawiać o Foczce,zdaje się?!

-ano tak.Proszę mi więc powiedzieć,czy nieposkromione łakomstwo Madzi,może mieć związek z jej nieodwzajemnionym pociągiem do mężczyzn?

-Zdecydowanie tak.Przypomnijmy sobie,iż Madzia ma za sobą wiele nieudanych związków.które zawsze kończyły się odrzuceniem jej przez partnerów.

Najpierw skrzywdziła proboszcza w swojej parafii,doprowadzając go do ciężkiej depresji.Po tym incydencie nastąpił dwumiesięczny romans z wożnym Leonem.

-przypomnijmy,iż wożny Leon,był alkoholikiem!

-tak,to prawda.W dodatku,podczas gdy zawierali znajomość,właśnie rozpoczynał tak zwane manewry.Po dwóch miesiącach przerwał je,gdyż wątroba odmówiła posłuszeństwa i wtedy po raz pierwszy zobaczył Madzię będąc trzeżwym.Nie był przygotowany na taki wstrząs i tylko cudem przeżył to rozczarowanie.Od tamtej pory definitywnie przestał pić.Założył nawet fundację na rzecz poszkodowanych przez Foczkę.

-czyli,że to frustracje na tle seksualnym doprowadziły do tego,że Madzia obecnie wcina wszystko,co nie ucieka.

-niewątpliwie tak!

-czy mógłby pan jakoś jej pomóc?

-niestety,ale jestem bezradny...

-no tak,nawet szczyt osmiu najbogatszych krajów świata,nie przyniósł rozwiazania tej kwestii.

-dokladnie,to bardzo trudny orzech do rozgryzienia.Osobiście,dla dobra ludzkości,skłaniałbym się ku utylizacji Foczki.Najlepiej zrobić to,jak najszybciej,coby ukrócić jej szkodliwą działalność.

-No cóż,nie trudno się z panem zgodzić...

A,naszym gościem był Lew Starowicz.Podziękujmy mu brawami...

0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

NOC WALENTYNKOWA2010-06-12

Dawno,dawno temu...Ups!To nie tak miało być...

Zacznijmy jeszcze raz:

Dawno,dawno temu żyłem sobie ja (no i odrazu lepiej brzmi!).Od dwóch już tygodni czekałem z niecierpliwośćią na dzień świętego Walentego.Nie,żebym darzył ten dzień jakimś sentymentem,bo co mnie tam jakiś Walnięty obchodzi,no ale,tak się składalo,że moja dziewczyna miała bzika na punkcie Nestlika i tego właśnie święta.No coz normalna nie była,ale i tak najlepsza partia we wsi.

Moich ciągłych nalegań nie było końca.Prosiłem,błagałem,piekłem pączki.Dwoiłem się i troiłem,wszystko na nic.Twarda sztuka była trzeba przyznać,no ale moja wina,że zachciało mi się Foczki.Ona,wciąż nie pękała i za żadne skarby,a prponowałem nawet oddać jej nowy dzwonek od rowera,nie chciała mi oddać swojej niewinności.Skandal,ale co zrobić?!

Nie miałem zamiaru się poddawać i postanowiłem walczyc o swoje i,gdy tak kolejny raz przystępowałem do ataku,ona w znany mi już sposób,po raz kolejny odrzuciła moje zaloty.Rozpłakałem się więc,bo metody "na litość",jeszcze wcześniej nie próbowałem.No i chyba poskutkowało,dlatego postanowiłem,że teraz zawsze będę płakał w towarzystwie dziewczyn.Gdy,tak wykręcałem szóstą już chusteczkę z łez,ona oznajmiła mi: nie rycz mały nie rycz,ja znam te Wasze numery.Twoje łzy lecą mi na koszulę z napisem:"zgadzam się,ale za dwa tygodnie".Rozpłakałem się jeszcze bardziej,bo nie wiedziałem dlaczego dopiero za dwa tygodnie.Zabełkotałem więc z żalem w głosie:"ale dlaczego dopiero za dwa tygodnie,przecież lepiej byłoby dzisiaj,no a za dwa tygodnie możemy powtórzyć,no i kilka razy w między czasie.Zresztą,za dwa tygodnie,to Ty już możesz zmienić nazwisko z Fotzka i wyjechać do Niemiec..."

-nic się nie martw,nie zmieniam nazwiska!-zapewniała

-taa,jasne!Sam widziałem,jak ten Komenda za Tobą gały wytrzeszczał.Coś mi się zdaje,że będę mu musiał michę obić?!

-sam się klupnij w łeb,a ja zdania nie zmienię.Jak będziesz grzeczny,to 14 lutego dostaniesz,to o co prosisz i prosisz i prosisz...

-no już skończ,zrozumiałem,co mi chcesz powiedzieć.Tylko,że niedawno mówiłaś,że za dwa tygodnie,a do 14-stego mamy 15 dni!To są więcej niż dwa tygodnie,ktoto widział tak długo czekać!

-jejku,jakoś wytrzymasz!

-a,nie lepiej dzisiaj?Wiesz ,akurat mi stoi,a przez te dwa tygodnie,to może zdążyć opaść?!

Kuffa,znowu grochem o ścianę,kolejny mądry argument przepadł.

-no,ale dlaczego akurat 14 lutego.przecież 1 luty ładniej brzmi?-spytałem

-bo 14 lutego,jest dzień zakochanych!

-ale,ja Cię dzisiaj też kocham,a poza tym,kto wymyślił taką durną datę?!Pierwsz,drugi luty,to jeszcze rozumiem,ale żeby czternasty?Przecież,to masakra jakaś!

Po raz kolejny nie udało mi się jej przekonać.Dobrze,że chociaż ten 14 luty pozostał w mocy.

Czekałem i czekałem.Te dwa tygodnie zdały się być wiecznością.Bałem się już momentami,że nie dociągnę do tej odległej daty.Bądż co bądż dwudziestka na karku,serce już po sześciu zawałach...właściwie,wszystko zdarzyć się może...

Próbowałem w tym czasie brać sprawy w "swoją rękę",ale ile można jeżdzić na ręcznym?!

W pewnym momencie,to nawet "Kubuś",jakby się na mnie obraził.Nie wiem,może go za bardzo szarpałem.Dopiero opowieściami,co się stanie 14 lutego udało mi się go obłaskawić.Znowu się rozpromienił i nbrał ochoty do życia.Wspolnie uznaliśmy,że należy przed tym czternastym dużo poćwiczyć.Po kilku dniach uzbierało się bnam tyle nasienia,że mogliśmy śmiało zabrać się za tapetowania pokoi.Nie to,jednak było naszym celem.Stawka była wyższą,musieliśmy w dwa tygodnie przygotować perfekcyjną formę.Nadal więc ciężko pracowaliśmy,nieoszczędzając się ani przez moment.Po 12 dniach mieliśmy materiału tyle,że starczyłoby na wytapetowanie kilku domów.Cel został osiągnięty,byliśmy przygotowani na każde wyzwanie.

W końcu zawitał 14 luty-dzień zwycięstwa!Poranek przywitał nas lekkim zachmurzeniem z tendencją do poprawy,no i c*** z tym.kogo to w ogóle by obchodziło.Dzisiaj najważniejsze było to,że przyjdzie do mnie moja dziewczyna i będę mógl ją rozfoczyć.Byłem już zwarty i gotowy,nikt i nic nie mogło mi tego odebrać.Tak,to był mój dzień...

Zgodnie z umową,przedzwoniłem do niej w puknt17-sta:

-po co dzwonisz,nie tak się umawialiśmy!-odrzekła

Mocno ściskając słuchawkę,w pełnym podnieceniu,drównującym jedynie moheroej głupocie odparłem:

-eeeeheee,aleee chatę mam już wolną  i możesz już przyjść...-wyjąkałem

Odpowiedziała,że przyjdzie za godzinkę,jak tylko przejrzy czarną skrzynkę.Kazała mi się przygotować,obiecując jednocześnie,że przestanie rymować.I dobrze,bo zaczeł mnie to już denerwować...

Poszedłem wziąć sobie zimny prysznic,bo już mocno rozgrzany byłem.Przy okazji stoczyłem męską rozmowę z kubusiem,coby mnie nie zawiódł i nie wywinął mi jakiego numeru.Trochę go postraszyłem i kilka niemiłych słów padło,ale wolałbym o tym nie mówić.Szybko się pogodziliśmy,w końcu zmierzaliśmy do tego samego celu.

Nadeszla wiekopomna chwila,zadzwonił dzwonek u drzwi.Dziwne,to trochu było,bo nie mam dzwonka,no ale mało ważne...Otworzyłem wrota mego domu,a przede mną staneła ONA...

Wyglądała wyjątkowo interesująco i zmysłowo.Obcisła sukienka ukazywała jej zgrabną sylwetkę.Jej doskonale opalone nogi,idealnie kontrastowały z bladością na mojej twarzy.Spojrzałem w jej oczy,te żarzące się kurwiki prześladują mnie po dzień dzisiejszy.Ciarki mnie przeszły po plecach,więc na wszelki wypdek zmieniłem punkt zaczepienia i skierowałem swój wzrok na usta.

- o kuffa!-szepnąłem

Cóz to były za usta,wargi wręcz stworzone do pieszczot.Nie miałem wątpliwość,że właśnie stoi przede mną bogini orgazmu.Jej usta rozchyliły się delikatnie tworząc jakąś informację werbalną.Nie wiem jaką,bo właśnie straciłem przytomność...

Ocknąłem się leżąc na własnym łóżku:

-więc,to tylko sen?!-pomyślałem

Jednak,to nie był sen,gdyż zobaczyłem krzątającą się po pokoju Foczunię.Zauważyła,że się pozbierałem:

-trochu osłabłeś,więc Cię tu przyciągłam,no i trochu się rozgościłam...

-ale,nie jesteśmu już "po"?!-zapytałem zaniepokojony

-wręcz przeciwnie,dopiero wszystko przed nami...

-uff-odetchnałem z ulgą

Rozejrzałem się do okoła,zupełnie,jak w moim mieszkaniu?!Ano tak,to było przecież moje mieszkanie...Pokój rozświetlała jedna lampka stojąca na stoliku.Wydobywała z siebie zielone światło.Obok lampki nocnej,stał jakiś jabol,bądż inne markowe wino.Nie było już pełne,ale to dlatego,że rozlane już częściowo zostało do dwóch szklaneczek.Zmierzyłem wzrokowo,czy ilość rozlanego winka zgadza się z ilością brakującego.Podejrzewałem,że Foczka mogła już coś wypić,gdyż powszechnia znana była jej słabość do mocnych trunków.Wyglądało,jednkak na to,że niczego nie upiła tym razem.Oprócz wymienionych rzeczy na stole jeszcze coś stało,ale nie zdążyłem zauważyć co.Wtedy ona podeszła do mnie i rozpaliła zapałkę:

-o kuffa,sado-maso,będzie mi wypalać włosy z nosa!-wystraszyłem się.

Niepotrzebnie jednak,bo chciała rozpalić świece,które stały za szklaneczkami z winem.Następnym ruchem wyłączyła światło bijące z lampki,teraz oświetlał nas tylko blask księżyca.

-ale masz c***owe świeczki,znowu zgasły...rzekła.

Po raz kolejny powtórzyła manewr z zapałką.Tym razem,wszystko skończyło się szczęśliwie:

-amerykańskie,hehe-zażartowałem lekko zawstydzony.

-to,może teraz mnie rozpalisz?-zażartowałem po raz kolejny,równie nieudanie.

Po,tych dwóch nieudanych probach konwersacji,postanowiłem przez najbliższych chwil nic nie robić,a tylko obserwować.No i to był dobry pomysł,bo wyrażnie,to ona chciała być tą stroną dominującą.

Usiadła na mnie,opierając swoje pośladki na moich udach.Wszystko to rozgrywało sie w pobliżu zamieszkiwania mojego Kubusia.Nic więc dziwnego,że nie przeszło to niezauważalne przez jego osobę.Natychmiast poczułem jego poruszenie.Chłopak wyrażnie się pobudził próbując przebić się przez moje spodnie i jej figi.Wysiłek okazał się być daremny,choć stale ponawiał próby.Moje dłonie pochwyciły ją za bioderka,ale zostały natychmiast skarcone.Foczka,nie chciała,żebym ją dotykał,co nie bardzo było mi w smak.

Zabrała się za ściaganie ze mnie koszulki.Nagle pochyliła się mocno nade mną i wówczas niechcący(no dobra-chcący) zobaczyłem jej jędrne piersi.Nie założyła stanika.Mądra dziewczyna,nie tak jak ja.Wtedy,już wiedziałem,że niepotrzebnie zakładałem koszulkę,ale cóż,chociaż na sciągani stanika zaoszczędzimy czasu...

Tymczasem,ona uporała się już z koszulką zabierając się za pieszczotliwe całowanie mojego torsu.Mocno wpiła palce w mój zarost,po czym zaczęła delikatnie muskać me ciało ustami,zjeżdżając nisko ku dołowi,aż po sam pępek.Nagle uchwyciła w zęby moj guzik od spodni i sporzała mi w oczy swym kuszącym wzrokiem.Drgałem już z podniecenia,ale końca emocji nie było widać.Uchwyciła szklaneczkę z winem dlikatnie rozlewając go po moim ciele.Następne,zaczęła je zlizywać z dużą dokładnością.I dobrze,bo nie lubię marnotrastwa...

Częśc wina spłynęła w okolice gościa,co był juz i tak wyjatkowo pobudzony.Stał już w gotowości bojowej od dłuższej chwili i bałem się,że w końcu nastąpi przemęczenie materiału.Jak się pózniej okazało,jakoś sobie poradził...

W większe zanipokojenie wprawiło mnie jej zachowanie,bowiem uchwyciła drugą szklaneczkę,ponownie rozlewając powolutku jej zawartość na mnie.Bałem sie,że jak tak dalej pójdzie,to nic dla mnie nie zostanie.Ona,jakby dostrzegajac moje obawy skierowała mój wzrok pod stolik.Stała tam jeszcze jedna butelka.Ten widok podziałał na mnie uspakajająco.Wyrażnie poprawił mi się humor,widząc,że o wszystko zadbała.Teraz mofgłem w spokoju poddać się pieszczotom.

Wyprostowała się,dając mi tym samym sygnał,żebym sciagnął z niej sukienkę.Podniosłem się delikatnie,po czym zacząłem powolutku unosić ten zbędny kawałek takaniny,w górę.Robiłem,to z wielkim wyczuciem,głownie dlatego,że chciałem ją podotykać.Bądż co bądż,nie wiedziałem ,kieduy mi w końcu na to pozwoli,więc korzystałem z jej chwili nieuwagi.

Przeciągnęłem sukienkę przez głowę i wyrzuciłem w najodlegleszy zakątek pokoju,tak aby nie przyszedł jej czasem do głowy pomysł z ponownym założeniem jej.Przed moimi oczami uakazały się dwa grejfruciki.Był,to piękny widok,trudny do opisania.Miała super ukształtowane piersi,okrągłutkie i lekko spiczaste.Nie mogłem się powstrzymać.Uchwyciłem ją za pośladki i podnosząc się do góry skierowałem usta w kierunku prawego bimbałka.Byłem już blisko celu,ale wtedy ona odepchnęła mnie i znowu leżałem

-masakra!-pomyślałem.

Pozostało mi czekać,co ona tam wykombinuje.Może,bym i z oczu wyczytał,co zamierza,ale była już prawie naga,więc jej oczy mnie mało interesowały.W tym momencie ona,wciąż siedząc na moich udach,potrząsnęła głową,robiąc z wcześniej poukładanych włosów mal;ą rozpierduchę.Dziwne,to dla mnie było,bo w żadnym pornosię jeszcze tego nie widziałem,mimo to wygladała coraz bardziej podniecająco.

Nachyliła się nade mną i spojrzała mi prosto w oczy,swym wyzywającym wzrokiem.Nie wiem,kogo chciała zwyzywać,no ale takie sprawiała wrażenie...

Powolutku zaczęła zjeżdżać ku dołowi.Czyniła to w mocno zwolnionym tempie,wciąż patrząc mi w oczy i delikatnie dotykając mnie sutkami.Gdy w końcu dotarła do spodni,nie byłem już pewien,czym spowodowana wilgoć w moich gatkach.Na szczęście był to skutek polewania mnie winem.Uchwyciła mój pasek u spodni i zaczęła go odpinać.

-kuffa mać,po co zakładaem pasek!-pomyślałem,będąc wściekłym na siebie

Ona,tymczasem powolutku się z nim rozprawiała,chyba bawiło ją moje zniecierpkliwienie.W końcu sobie z nim poradziła.Gdy już był rozpiety,delikatnie musnęła języczkiem po jego końcówce.Ciarki mi przeszły po plecach i zacząłem się martwić o moje serce.Trwało to wieczność,ale w końcu zabrała się za guzik od spodni i za rozpinanie zamka.Na całe szczęście,tutaj już się tak nie ociągała,dzieki czemu już po chwili ściągała ze mnie spodnie.Dobrze,że niebyły to ciasne dżinsy,bo by do rana sobie nie poradziła,a tak poszło dość gładko.Zostały jeszcze moje szpanerskie gatki w słoniki.Zbliżyła się do nich idąc wzdłuż moich nóg w pozycji na czworaka.Jej piersi falowały i coby znowu nie zasłabnąć sięgnąłem po otwartą butelkę z winem,biorąc kilka porządnych łyków.Była już nad moimi gatkami,zatrzymując się na chwilę.Spojrzała na mnie,a ja błagalnym wzrokiem poprosiłem o więcej.W końcu mnie posłuchała,bo ściągnęła tę ostatnią rzecz ze mnie.Teraz leżałem zupełnie nagi.Ona usiadła na Kubusiu i namiętnie zaczęła pięścić dłońmi swoje piersi.Takie wydarzenie,nie mogło przejść niezauważone przez Kubusia i nic dziwnego,że natychmiast zareagował.Próbował wejść do środka,ale postawiono przed nim przeszkodę.Niestety Foczka miała na sobie jeszcze majteczki.Oczywiście na ich ściągnięcie,wciąż nie dostawałem zezwolenia.Ależ,ona się nade mną znęcała...

Pozostawało mi czekać,coż ona dalej będzie czynić.W sumie nic nowego,jeżeli chodzi o ten wieczór.Nagle,zaczęła się pochylać,zbliżając piersi do mojej twarzy.Ucieszyłem się,że w końcu przechodzimy do konkretów,ale radość okazała się zbyt wczesna.Wprawdzie udało mi się musnąć ustami,jej twardego sutka,ale trwało to krótko,bowiem sięgała ona w tym momencie po drugą butelkę wina.Spojrzałem,jak ją otwiera.Wówczas zrozumiałem,że to nie jest zwykłe wino,ale wino musujące.Przestraszyłem się więc,że zaraz dostanę korkiem w oko i będzie po zawodach.Zamknąłbym oczy,ale byłem zbyt podniecony i najchętniej,nawet bym nie mrugał.Akurat, na ironie losu,to jedno pozwalała mi czynić.Korek wystrzelił i poleciał w pizdu,chyba coś rozbił po drodze,ale c*** z nim.Patrzyłem teraz na nią i nic więcej mnie nie interesowało.Odchyliła głowę i podniosła butelkę w górę.Otworzyła usta i pochyliła butelczynę.Wino zaczęło wypełniać jej usta.Szybko się zaczęło przelewać.Teraz płynęło już strumieniami po policzkach,szyi,a nawet po piersiach.Wkrótce jej białe majteczki zrobiły się czerwone.W końcu nie wytrzymałem,miarka się przebrała.Trzeba było Foczce pokazać,kto tu nosi spodnie,a właściwie,kto je niedawno jeszcze nosił na sobie?!Byłem już tak napalony,że te gierki przestaly mnie bawić i najwyższy już czas był wziąć sprawy w swoje ręcę.

-pomożecie obywatelu?-spojrzałem porozumiewawczo w stronę Kubusia.

-pomożemy!-zdawać się krzyknął,równie zniecierpliwiony.

Uniosłem się do góry,nie bacząc na nic i znajdując się już w pozycji siedzącej powliłem ją na plecy.Nawet nie protestowała,ale może wiedział,że nie ma to większego sensu.Teraz odezwał się we mnie zwierzęcy instynkt,a wszystkie hamulce się odblokowały.Natychmiast zająłem się zlizywaniem wina z jej bimbałków.Robiłem to bardzo dokładnie,tak aby żadna kropla się nie zmarnowała.Gdy już nic na nich nie zostało,ja wciąż je pieściłem ustami,tak na wszelki wypadek?!Ona trzymała mnie za głowę,a ja pieściłem jej stwardniałe sutki.W końcu przyszła kolej na policzenie się z niższymi partiami ciała.Teraz,ja sobie powolutku zbierałem nektar z jej ciała.Moje usta,nie ominęły żadnego zakątka,docierając w końcu do samych ud.Tam już wina,nie było wiele,ale widziałem,że przebywanie w ich okolicach sprawiało jej wiele przyjemności.Wiła się w podnieceniu,a ja odbijałem sobie,to co musiałem wczesniej przechodzić będąc w bezruchu.W końcu uchwyciłem jej majteczki w zęby.Były mocno nasączone winem,ale nie o wino tu chodziło.Teraz,to tylko chciałem je rozszarpać.Nie wiem,jak to zrobiłem,ale nawet mi się to udało zrobić,nie tracac przy temu zęba.

Jej dech był coraz głębszy,z ust wychodziły lekkie pojekiwania.Czułem,jak przez jej ciał przechodzą dreszcze,jakby osiągała swój pierwszy szczyt.Jej reakcja dodała mi skrzydeł.Rozprawiłem się całkowicie z majteczkami,a moim oczom ukazała się delikatny irokersik.Położyłem się na niej i zatopiłem swe usta w jej wargach.Nasze języki wiły się między sobą,ściskając się mocniej raz po raz.No i akcja nabrała tempa.Ponieważ,zaraaz zacznie śię mecz,to szczgółów nie zdradzę.Zresztą za młodzi jesteście,żeby takie rzeczy czytać.

Na zakończenie powiem tylko,że już po wszystkim,nie byłem taki pewien,czy to był jej pierwszy raz.

-no Komenda,ja Cię zatłukę!-pomyślałem sobie

 

                                                                               konec

 Morał jest taki,że jak Ci się nie chce pisać,to wybieraj krótkie opowieści!

0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

KOŃ I WILK2010-06-11

Dawno,dawno temu pasł się na łące pewien koń.No i pasł się tak całkiem spokojnie nie podejrzewając nawet przez moment,że tuż obok mogą wylądować kosmici i go zgwałcić,tak jak,to robią z Foczkami.Może i dobrze,że się nad tym nie zastanawiał,a może na to liczył?!

W każdym bądż razie kosmici nie wylądowali,ale przyszedł wilk.Wilk był bardzo łysy,włosków on nie nosił.Całą zimę łysy chodził,ale wiosny dożył,jakby kto miał jakie wątpliwości...

Przyszła,więc ta łajza z lasu i jakaś głodna była.Wtedy to wilk zobaczył wielki zad konia,tłusty,choby od Foczki.Natychmiast mu ślinka spłynęła po nieogolonej brodzie.Niestety sam nie wiedział w tym momencie na co ma większą ochotę.Z jednej strony,nie jadł od miesiąca,bo akurat wypadł mu Ramadan,czy cóś..Z drugiej strony wilkowa też się ostatnio zbiesiła,a tyłeczek konia pięknie się prezentował w tym blasku słońca.Najlepiej byłoby najpierw konia zaliczyć,a póżniej zeżreć ciotę.Był,tylko mały problem,Koń wyglądał na kawał chłopa,a wilku od kiedy przestał brać sterydy mocno zmizernial.Do tego jeszcze te hemoroidy,o ktorych wolałby zapomieć...

No,ale od czego ma wilk łeb.Własciwie,to tego nikt nie wiedział...No,ale wymyślil w końcu fortel.Podszedł więc do konia,ni to przypadkiem wygwizdując sobie starą,zapomnianą melodię  "kiedy byłem małym chłopcem,hey".Koń spojrzal się dyskretnie na świra,ale nie zareagował.W końcu wilk udając zaniepokojenie zagadał:

-oj,biedny koniku,coś blado wyglądasz,stolec był dzisiaj?

Koń spojrzał na śmierdziela z nieukrywaną pogardą:

-Taa,zaraz na Ciebie zrobię kloca...

Wilk,jednak nie obrazil się,wciąż trzymając się swojej taktyki:

-naprawdę żle wyglądasz.Wiesz mój dziadek był ginekologiem,może zajrzłbym Ci do jajek?

Jakby nie było,to właśnie niedowład jajek jest najczęstszą przyczyną chorób serca,uszu,czy nawet zapalenia jelit.

-A,mój dziadek był misjonarzem i nawracał żółwie ninja w Północnej Bułgarii,ale go murzyni zjedli...

-a,co to ma do rzeczy?!-spytał wilk

-nie wiem,ale skoro rozmawiamy o przodkach...

Wilk zauważył,że znalazł głubszego od siebie,co nie było łatwą sprawą.Postanowił drążyć temat:

-no,a kiedy ostatnio sobie te jajka  myłeś?

-no,jakoś zeszlej wiosny...-odparł koń

-No widzisz,jak dobrze,że tu jestem.Akurat,przypadkiem mam ze sobą wiaderko z mopem.Zaraz Ci je elegancko przeszorujemy i będziesz,jak nowonarodzony!

Wilk podszedł z wiaderkiem pod zad konia i podciagnął ogon,przkonując się po zapachu,że jajca musiały faktycznie długo być nieruszane.W tym momencie koń wystraszył się,że ktoś mu tam będzie szperał i ile miał się w kopytach przypierdolił wilkowi w szczęnę.Ten,jak z procy wyfrunął w powietrze.Zrobił kilka salt,ale sędziowie nie zaliczyli mu tego do łącznej noty.Liczyła się tylko odległość,choć i ta była imponująca.W końcu wilk wyladował,choć lądowania nie ustał,czym kompletnie pogrzebał swoje szanse na medal.Wtedy koń zapytał ironicznie:

-sorki,może spróbujemy jeszcze raz?

-nie dzięki,teraz to ja już wole sobiewłasne umyć.

                                                                                                    konec

 

A,morał jest taki,że jak idziesz na spacerek,to nie zabieraj wiaderek!

1 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

PRÓŻNY JELEŃ2010-06-10

Dawno,dawno temu żył sobie jeleń,który miał wspaniałe rozłożyste rogi ,szpanerski plecak z addidasa i w ogóle to był próżny,że hoho,klękajcie narody...

Ilekroć gasił kaca w jeziorze,a dość często to robił od kiedy borsuk podwoił produkcję bimbru,zawsze podziwiał swoje odbicie w wodzie.:

-ale jestem piękny.Normalnie,choby Przemek.Wszystkie Foczki na mnie lecą!

Jak widać sodówka nieżle mu uderzyła w główkę,skoro śmiał porównywać się z Przemkiem.No,ale nie znęcajmy się nad nim.Już i tak był pokrzywdzony przez los,bo miał krzywy nos.Poza tym,nie zdawał sobie sprawy czemu,a właściwie komu zawdzięcza tak piękne poroże.Nikt go nie lubił,bo zawsze wpyychał się na krzywego ryja i przez to nikt mu nie zdradził,że do jego żony,kilka razy dziennie zakrada się zając.Właściwie,to nie tylko zając.Ruch,jak w rzymie był,można smiało powiedzieć.

Głupek,jednak o tym nie wiedział i chodził se po wsi dumny z tego co ma na głowie,choć w samej głowie pustka.Najśmieszniejsze,że rogi te stały się przyczynkiem do jego wielkiej zguby.A to było tak:bociana kopnął szpak...Cholera coś pokręciłem...To inaczej było...

To było tak:Pewnego dnia,gdy tak spacerował sobie po lesie (co robiła w tym czasie żona,to już wszyscy wiemy)zbierając maślaki na makaron,nagle doszedł go odgłos psiego ujadania.

Ponieważ zawsze był strachliwy,to natychmiast wpadł w niewobrażalną panikę.Szybko wyzbierał wszystkie maślaki i zaczął spierdalać.Niestety w uciekaniu był równie dobry,jak w lóżku,więc momentalnie za jego plecami pojawiły się wściekłe jamniki włosiaste.Jeleń resztkami sił ścisnął jeszcze pośladki i ile tylko miał sił w nogach ruszył w pizdu.No i tak biegł i biegł,az w końcu jeb!Gamoń wleciał w jakieś zarośla,poroża mu się zaplątały między gałęziami,no i skończyła się ucieczka.A miał być,jak tygrys,jak Tomy lee Jones w Ściganym,a tu dupa.Wkrótce rozegrała się krwawa scena,o której lepiej nie mówić,bo zbyt wczesna pora jest.Jeleń próbował się jeszcze bronić,straszył jamniki tym,że zna chłopaków z Pruszkowa,ale na nic się to zdało.

No i skończył się jego marny żywot.Zdradzała go żona,zdradziło go poroże i rządy Tuska...

 

                                                    konec

 

Morał bajki jest taki,że jak uciekasz w krzaki,to uważaj na robaki!

0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

WYWIAD Z HUBERTUSEM MYNARKIEM2010-05-04
0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

PEDOFILIA PO POLSKU2010-03-31

 Ksiądz Antoni W. były proboszcz parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w położonych na obrzeżach Olsztyna D. (diecezja warmińsko-mazurska), skazany na 3,5 roku wiezienia za płatny seks z 14-letnimi chłopcami.  

* ks. Zbigniew Sz. zasłynął z tego, że jako proboszcz parafii w P. (diecezja siedlecka) "wielokrotnie doprowadził pięć małoletnich uczennic klas I-III szkoły podstawowej do poddania się czynnościom seksualnym", za co został skazany na 2 lata więzienia  

* ks. Krzysztof Kiwitt był do niedawna proboszczem parafii św. Jakuba Apostoła w M. (archidiecezja gdańska). "Oddany Kościołowi i jego misji ewangelizacyjnej kapłan, żarliwy duszpasterz ofiarnie niosący Chrystusa innym. Nauczyciel, wychowawca dzieci i młodzieży, wytrwały orędownik jej formacji katolickiej poprzez sumienne katechetyczną pracę. Inicjator Oazowego Kręgu Młodzieżowego i rekolekcji dla młodzieży" - reklamował się wielebny. Mimo tych "okoliczności łagodzących" Sąd Rejonowy w  
Wejherowie skazał go na 3,5 roku więzienia za seksualne "formowanie" 14-letniej dziewczynki  

* Zakonnik Krzysztof P. z klasztoru oo. Franciszkanów w P., (archidiecezja gnieźnieńska), którego tajny proces przed Sądem Rejonowym w Inowrocławiu ani chybi zakończy się skazaniem, bo obciążających mnicha dowodów na "obcowanie płciowe z małoletnim poniżej lat 15" jest aż nadto. Ofiarą padł ministrant, który "traktuje wielebnych jak autentycznych bezpośrednich łączników z Panem Bogiem", - Tym większy więc przeżywał dramat, że jeden z nich wyładowywał na nim swoje chore chucie seksualne  

* ks: Waldemar B., zgarnięty przez policję z plebani parafii Matki Bożej Różańcowej w W. (diecezja bydgoska). Był tam wikariuszem i nauczycielem religii w miejscowym gimnazjum. Trafił za kratki, bo nocując u bogobojnej samotnej parafianki, molestował jej 9-letnicgo syna. Szans na uniknięcie wyższego wyroku może upatrywać w fakcie, że obyło się bez penetracji. "Myślał, że dzieciak twardo śpi i folgował sobie, ocierając się o jego nagie ciało. Ponadto sfilmował tę perwersje" - ujawnił mediom  
prokurator  

* ks. Roman B. zakonnik z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. Jeszcze w czerwcu 2008 r. był wikariuszem parafii św. Józefa w St.S. oraz prefektem gimnazjum katolickiego. Jego przełożeni już wiedzieli, że coś się święci i skierowali konfratra na placówkę do Anglii. Nie zdążył wyjechać. Trafił do aresztu za stosunki seksualne z 14-letnią kochanką, którą zaczął; deprawować dwa lata wcześniej. "Ksiądz młody, o bardzo dobrym kontakcie z młodzieżą, wbrew pozorom znakomicie  
odnajdujący się w temacie czystości" - reklamowali mnicha organizatorzy pielgrzymek . "Chciałbym wylizać twoje soczki" - pisał ks. Roman w SMS-ach do kochanki  

* Na osiem lat więzienia skazał Sąd Rejonowy w St.S. (Zachodniopomorskie) księdza Romana B. za utrzymywanie stosunków seksualnych z 13-latką - poinformowała rzeczniczka Sądu Okręgowego w Szczecinie sędzia Elżbieta Zywar.  
Jak dodała, sąd nie zastosował nadzwyczajnego złagodzenia kary, ponieważ nie dopatrzył się w czynie oskarżonego żadnych okoliczności łagodzących, mimo że biegli sądowi orzekli, iż duchowny ma ograniczoną poczytalność.  
Sąd wskazał na wielką krzywdę, jaką ksiądz uczynił nieletniej - podkreśliła sędzia Zywar.  

* ks. Piotr D. - były proboszcz parafii św. Ducha we wsi W. (archidiecezja warszawska) i nauczyciel religii w S. W październiku 2007 r. skazany na dwa lata wiezienia za molestowanie seksualne chłopca, którego od 9 roku życia uczył "anatomii" i przeprowadzał na nim doświadczenia mające uprzytomnić dziecku, co może zdziałać ręka w majtkach  

* ks. Stefan S. rezydent w parafii św. Wojciecha we wsi K. (diecezja radomska), trafił do aresztu decyzją Sądu Rejonowego w P. za gwałt z użyciem przemocy ."Może mieć nadzieję na uratowanie swojej "męskości", bo jego niepełnosprawna ofiara miała już ponad 15 lat.  

* ks. Krzysztofa Sz. Byłego wikariusza parafii Świętej Marii Magdaleny w Cz. (diecezja pelplińska), którego uratowało przed więzieniem niespełna półtora miesiąca. Zaledwie tyle czasu upłynęło od 15 urodzin uwiedzionej przez niego uczennicy  

* ks. Marka B., niegdysiejszego wikariusza parafii Miłosierdzia Bożego w G. (diecezja zielonogórsko-gorzowska), który upił i wykorzystał seksualnie ministranta za co zainkasował 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata  

* ks. dr. Dariusza K. z diecezji płockiej, byłego dyrektora diecezjalnego Papieskich Dzieł Misyjnych i sekretarza krajowego Papieskiej Unii Misyjnej, specjalizującego się też w molestowaniu seksualnym dorosłych już kleryków seminarium duchownego  

* ks. Wojciecha P. ze zgromadzenia zakonnego księży palotynów. "Szukam młodego chłopaka do wspólnej zabawy. Szukam kogoś, kto lubi dominować, a nawet ostrzejsze klimaty. Uwielbiam obciągać i lizać wszędzie, od stóp w górę. Nie chcę analu" - kusił uduchowiony wykładowca Wyższego Seminarium Duchownego, próbując uwieść niespełna 16-letniego dzieciaka  

* ks. Piotr T. z D. (woj. pomorskie, diecezja pelplińska). Został prawomocnie skazany na 4 lata wiezienia za molestowanie seksualne 15-letniego ministranta oraz jego dwóch kolegów, namawianie nastolatków do samobójstwa i podawanie im narkotyków. Z chłopięcego haremu księdza korzystali również kościelny Waldemar G. oraz szef ministrantów Tomasz J. Najmłodsza z ich ofiar miała 11 lat. W toku śledztwa wyszło na jaw, że przed awansem na proboszcza ksiądz T. był wikariuszem parafii św. Katarzyny  
Aleksandryjskiej w St.G., gdzie też patronował siatce pedofilskiej wykorzystującej seksualnie ministrantów.
Sąd Okręgowy w Słupsku skazał dewianta w drugim procesie na 3,5 roku więzienia za wielokrotne nakłanianie ministranta do popełnienia samobójstwa  aby nie wyszło że podawał mu narkotyki oraz systematycznie wykorzystywał seksualnie.  

* ks. Mirosław W. z archidiecezji lubelskiej, będąc wikariuszem parafii pod wezwaniem Chrystusa Króla w T., m.in. "wkładał nogę dziecka pod sutannę i onanizował się jego stopą" - czytamy w akcie oskarżenia. Ta dziewczynka miała zaledwie 10 lat. Przez wiele miesięcy nie można było wielebnemu przedstawić zarzutów, ponieważ arcybiskup Józef Życiński wysłał go na "urlop zdrowotny". Gdy zupa się wylała, hierarcha wysłał list do matki dziewczynki z przeprosinami, za "nieodpowiedzialne zachowania"  
księdza Mirosława które "stały się przyczyną cierpienia dziecka". I choć wikariusz - chcąc umknąć kompromitującego procesu - dobrowolnie poddał się karze (5 lat wiezienia

* ks. Andrzej S. jako wikariusz parafii Św. Wojciecha Biskupa Męczennika w Sz. (diecezja tarnowska) - i nauczyciel religii w miejscowym gimnazjum, "działając czynem ciągłym, doprowadzał przemocą małoletnią (...) poniżej 15 lat do obcowania płciowego oraz do wykonania innych czynności seksualnych, w tym seksu oralnego..." - orzekł sąd w Nowym Targu, wymierzając pedofilowi karę 3,5 roku więzienia. Dziewczynka miała 13 lat, gdy po lekcjach, religii ksiądz zaczął jej udzielać korepetycji z seksu.  
Matka dziecka zaalarmowała kurię biskupią, skąd odesłano ja do diabła. Strony złożyły odwołanie od wyroku.  
Wyrok zapadł. Pięć lat spędzi w więzieniu ksiądz pedofil, który przez dwa lata wykorzystywał seksualnie z trzynastolatką ze Sz.  
Ksiądz Andrzej S. pracował w Sz. jako katecheta. W 2001 roku poznał swoją ofiarę, trzynastoletnią uczennicę. Kolejne dwa lata trwał związek pedofila z dziewczynką. Rodzice nastolatki dowiedzieli się o sprawie z dużym opóźnieniem, w dodatku jeszcze rok zwlekali z powiadomieniem o sprawie organów ścigania. Zdecydowali się na ten krok dopiero, gdy córka zaczęła mówić o samobójstwie.  

W 2006 roku sprawą zajęła się prokuratura. Usakralniony pedofil zwany księdzem S. już wtedy nie pracował w Sz. Został przeniesiony do pracy w innej parafii. Kurii nie udało się ukręcić łba sprawie. Niezłomna prokuratura zakończyła śledztwo postawieniem duchownemu zarzutów: gwałcenia małoletniej oraz wielokrotnego molestowania seksualnego.  
Świętobliwy co nieco sąd pierwszej instancji uznał winę księdza i wymierzył mu karę jedynie 3,5 roku więzienia. "Wielebny knur" odwołał się od wyroku - prokurator również. Zapadło kolejne, prawomocne orzeczenie. Sąd Okręgowy zaostrzył karę bezwzględnego więzienia do 5 lat.  

* O wiele więcej szczęścia miał ks. Zbigniew P. proboszcz parafii "św. Bartłomieja w J. (diecezja opolska) skazany na rok więzienia w zawieszeniu (!) na trzy lata za to, że sprowadzał sobie na plebanię 11-13-letnich chłopców z Domu Dziecka w Ch. oraz "całował ich w usta, obmacywał po udach, pośladkach i narządach płciowych, a jednego z nich onanizował"  

* ks. proboszcz Marek K. z P. (archidiecezja wrocławska) usiłował doprowadzić 14-letniego ministranta do "poddania się innej czynności seksualnej" - jak to określiła prokuratura, a co faktycznie polegało na onanizowaniu chłopca. W komputerze plebana policja znalazła ponad 240 filmów świadczących i zdjęć pornograficznych świadczących o jego upodobaniach do seksu męsko-chłopięcego. Dostał za całokształt 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat  

* kanonik ks. mgr lic. Krzysztof Cz., sędzia Lubelskiego Sądu Metropolitalnego i - z rekomendacji abpa Życińskiego - członek Komisji Bioetycznej przy Okręgowej Radzie Lekarskiej, namierzony przez specjalną jednostkę niemieckiej policji, zajmującą się rozpracowywaniem stałych bywalców pedofilskiego portalu internetowego  

* ks. Jarosław N. (diecezja płocka), znany niegdyś organizator wakacyjnego wypoczynku dla najuboższych dzieci, ujęty przez policję na plebani parafii św. Maksymiliana Kolbego w P.

* ks. Robert Sz. (diecezja koszalińsko-kołobrzeska), do czasu aresztowania kapelan szpitala w K., zajmujący się w wolnych chwilach rozsyłaniem przez internet pornografii z udziałem najmłodszych  

* ks. Eligiusz D., alias "Pingwin", który będąc jeszcze wikariuszem parafii Świętego Mikołaja Biskupa w Ł. (woj. świętokrzyskie, diecezja sandomierska) i nauczycielem religii w tamtejszym Publicznym Zespole Szkół, kolekcjonował pornografię dziecięcą. "To jest choroba, z którą bezskutecznie zmagam się od jakiegoś czasu" - tłumaczył prokuratorowi

* ks. Andrzej F. z archidiecezji krakowskiej (ostatnio "pomoc duszpasterska bez katechezy" w parafii św. Jana Chrzciciela w Ch. wcześniej nauczyciel religii w K.), ujęty przez policję z kolekcją budzących grozę filmów oraz zdjęć

0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

NAWRACANIE W KENII2010-03-24

http://www.bestgore.com/execution/five-people-witchcraft-suspects-slowly-burned-alive-in-kenya/

Makabryczne, potworne zbrodnie dokonywane na dzieciach w których "zamieszkał diabeł" dokonywane w Afryce przez przedstawicieli kościołów chrześcijańskich: ewangelickich, katolickich, chrystusowych w Polsce jak zwykle są tematem tabu. Podczas gdy najważniejsze agencje prasowe donoszą o przerażających, bestialskich mordach na bezbronnych dzieciach, w Polsce panuje zmowa milczenia. Jak zwykle tygodnik Fakty i mity stara się zdemaskować "oblicze miłości do Boga -źle pojętej". Marek Szenborn w artykule "dzieci diabła" , Fakty i mity nr 11, str.15 przytacza doniesienia Agencji France Press, The Assiociated Press i innych.  

Tylko w Nigerii w ciągu kilku ostatnich lat chrześcijańscy duchowni oskarżyli o kontakt z diabłem 15 tyś dzieci, co najmniej 2 tysiące z nich zostało bestialsko zamordowanych. Przy każdej egzekucji jest obecny miejscowy pastor lub ksiądz. Podobnie jest w innych krajach: Ugandzie, Kongu, Angoli, Etiopii, Rwandzie, Luandzie, i wielu innych...  
Egzorcyzmy na bezbronnych dzieciach mają przebieg najokrutniejszych tortur, końcowym efektem jest zgon dziecka w potwornych, powolnych męczarniach:

- 8-letnia Abigail lubiła sypiać na dworze w słońcu; uznano, że często odwiedza piekło więc żaru nie ma się powodu bać- dziecko spalono żywcem..  

- 9-letniemu Patrykowi oskarżonemu przez ojca o konszachty z diabłem, ten przy asyście miejscowego księdza wlał dziecku pół litra kwasu solnego w gardło...  

- 12-letniej Jane katolicki ksiądz proboszcz znalazł w głowie diabła. Żeby go wypędzić przepiłował dziewczynce czaszkę... Finał wiadomy, a za uwolnienie rodziny od diabła ksiądz zainkasował od matki 60 dolarów-kwartalną pensję...  

- 7-letni Jery nosił diabła w sobie, zakopano więc go żywcem w płytkiej ziemi, po dobie dziecko żyło, wbito mu więc w głowę gwóźdź ale ten ominął mózg więc poprawiono gwoździami w łokcie i kolana, a gdy to nie pomogło, katolicki proboszcz przy asyście rodziny kazał zjeść dziecku suchy cement i popić go wodą...  

To tylko niektóre z praktyk stosowanych przez kapłanów na Czarnym Lądzie.  
Ostatnia komisja powołana przez ONZ do zbadania tego procederu miała miejsce w 1996 roku. Podczas jej dwuletnich prac ujawniono i opisano ponad 2 tysiące rytualnych m*****stw. Według opinii ekspertów: od badań w 1996roku proceder przybrał rozmiary epidemii i zwielokrotnił o setki procent....

0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

10 GRZECHÓW PAPIEŻY2010-03-21
0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

JP2 PODSUMOWANIE2010-03-04

JP2 stał się w Polsce niekwestionowanym autorytetem od wszystkiego i dla niemal wszystkich. Okazuje się nim w dziedzinie poezji, dramatu, pedagogiki, poczucia humoru, moralności, filozofii i wielu innych. Ten "John Travolta Ducha Świętego" zdobył sobie uznanie wszystkich, którzy chcą uczestniczyć w życiu publicznym. Ten, kto ośmieliłby się publicznie poddać w wątpliwość zasługi papieża Polaka musiałby liczyć się z surową reprymendą. Czy jednak rzeczywiście JP2 jest dla Polaków tak wielkim autorytetem, jak pompatyczne są ich wiernopoddańcze deklaracje? Przecież rzadko który katolik w Polsce przeczytał choćby jedno dzieło papieża, a niemal każdy deklaruje znajomość nauczania JP2.  

Religijność Polaków, jak mówił JP2, to wielka, szeroka rzeka, ale rzeka płytka, bardzo płytka. Słowa te szczególnie zyskują na swojej dosadności, jeśli rzekomego fana papieża zapyta się o niuanse jego nauk. W Polsce JP2 jest jedną z ikon kultury masowej, jego fenomen zaś da się streścić w trzech słowach: Joannes Paulus Superstar. I chyba nikt już nie zdoła zliczyć stawianych mu pomników, przyznawanych honorowych obywatelstw, ulic nazywanych jego imieniem, szlaków turystycznych wytyczonych śladami jego wędrówek, rozmaitych izb pamięci, czy pojawiających się niczym grzyby po deszczu tablic upamiętniających miejsca, w których postała jego noga. Wizerunek papieża prześladuje nas dosłownie na każdym kroku, od znaczków pocztowych począwszy, a na różnego rodzaju szczególnie kiczowatych gadżetach skończywszy. Swego czasu jeden z polskich banków detalicznych, wychodząc naprzeciw społecznemu zapotrzebowaniu, zaoferował swoim klientom kredyt i lokatę "Pielgrzym".  

Niektórzy duchowni w kraju nie czekając na werdykt B16, już się zachowują tak, jakby JP2 był już świętym, m.in. ojciec Jan Góra, który w swoim ośrodku rekolekcyjnym w Lednicy wystawia bogaty zestaw relikwii papieskich, jak choćby parkiet z rezydencji biskupów krakowskich, po którym stąpał JP2, okno papieskie (nie to, przez które Wojtyła wyglądał, ale podobne), wiosło z kajaka, czy kalosze, w których chodził Wojtyła. Góra podobno chciał odlać stopy papieża, ale było to dla Karola Wojtyły zbyt wiele i Górę pogonił, choć na co dzień Jego Świętobliwość bardzo go lubił.

Na tym wszakże to szaleństwo bynajmniej się nie kończy. Ta swoista papieżomania nie ominęła nawet swym zasięgiem przemysłu cukierniczego, gdyż swego czasu wadowicka kremówka doczekała się przypisania jej przymiotnika "papieska". Jednakże nawet najbardziej modlitewni amatorzy łakoci bardziej preferują jej klasyczne oblicze, ponieważ ów "świętobliwy" odpowiednik uchodzi w ich opinii za zbyt mdły.  

Według watykańskich statystyk aż 80 proc. światowych katolików żyje poniżej granicy ubóstwa i Kościół uzyskuje od nich tylko 2 proc. swoich dorocznych wpływów w wysokości 395 miliardów dolarów. Nic dziwnego, że JP2 postanowił zupełnie odciąć się od biedoty i uwagę stolicy apostolskiej skierować wobec majętnych grup i kategorii społecznych. Jakkolwiek taka polityka Watykanu przyniosła większe wpływy do kasy Państwa Kościelnego, ale za to z drugiej strony przyniosła bardzo niekorzystny bilans w wymiarze społecznym, na który składają się m.in. kurcząca się liczba kandydatów na księży w seminariach duchownych, wyludniające się kościoły, czy ignorowanie przez wiernych stanowiska Kościoła wobec aborcji, in vitro, homoseksualizmu, rozwodów i antykoncepcji.

Z całą pewnością ani Episkopat, ani prokatolickie media w Polsce nie przedstawiają nam obiektywnie pontyfikatu JP2, o czym wie każdy, kto swojej opinii nie kształtuje na podstawie głosu płynącego z ambony, lecz poprzez własną inicjatywę poznawczą. Poniżej przedstawiam ważniejsze fakty dotyczące pontyfikatu JP2, które w Polsce są tematem tabu.

 

Zatajanie pedofilstwa duchownych. Ochrona przestępców seksualnych w Kościele

 

Jednym z głównych zarzutów, który obciąża pontyfikat Karola Wojtyły, to zatajanie pedofilstwa duchownych. JP2 oraz długoletni szef Kongregacji Nauki i Wiary, kard. Ratzinger wymagali bezwzględnego respektowania postanowień dwóch dokumentów.    

Pierwszy z nich, to tajna instrukcja autorstwa kard. Alfreda Ottavianiego "Instructio De Modo Procedendi In Causis Sollicitationis", podpisana w 1962 roku przez papieża Jana XXIII, zakazująca ujawniania przypadków pedofilii pod groźbą klątwy dla ujawniających i nakazującą skłanianie ofiar do milczenia też pod groźbą klątwy (źródłem przecieku poza Kościół katolicki jest katolicki ksiądz Thomas Doyle, który treść opracowania wraz z wytycznymi ujawnił w 2003 roku).  

Okres pontyfikatu JP2, to seria zatajania pedofilstwa duchownych. Ten problem był jedną z głównych przyczyn tego, że społeczeństwa takich krajów jak Francja czy Irlandia wyraźnie odeszły od religii. We Francji skala zjawiska jest tak wysoka, że na pedofila mówi się zwyczajowo "proboszcz".  

Drugi dokument - "Crimen sollicitationis", także wydany w 1962 r. W myśl litery opracowania należy niezwłocznie otoczyć opieką księdza, oskarżonego o seksualne wykorzystywanie małoletniego i przenoszenie go z parafii do parafii. Skandal seksualny musi być opanowany i pójść w zapomnienie. Buntownicy i osoby,  które do  niego doprowadziły, zneutralizowani i ukarani. Skutkiem tego, zaszczuta rodzina ofiary musi opuścić miejscowość, w której mieszka, albowiem za sprawą agitacji z ambony, jest ona przedmiotem ostracyzmu ze strony wspólnoty lokalnej.  

Ze względu na to, że obowiązuje on wszystkich biskupów katolickich na całym świecie - postępowanie Kurii diecezjalnych w stosunku do wydarzeń seksualnego wykorzystywania dzieci przez księży jest podobne i to właśnie sprowokowało prowadzących śledztwa do przekonania, że muszą istnieć jakieś wspólne ustalenia dotyczące tego problemu. Dalsze dochodzenia przyniosły ujawnienie się osób które udostępniły pisaną po łacinie kopię tego dokumentu. Uważa się, że dochodzenie państwowej komisji w sprawie masowego wykorzystywania seksualnego małoletnich w Irlandii, doprowadziło do odkrycia kompromitującego Kościół tajnego dokumentu.  

W 2001 roku kardynał Ratzinger wysłał do wszystkich biskupów list, w którym upewniał ich, że sprawy pedofilii i molestowania w kościele mogę być rozpatrywane "za zamkniętymi drzwiami" i wszystkie dowody mają być tajne przez 10 lat od momentu osiągnięcia przez ofiarę pełnoletności - co powoduje przedawnienie sprawy i uniemożliwia wyciągnięcie konsekwencji finansowych wobec kościoła.  

Z tego powodu w 2005 roku prawnicy Benedykta XVI musieli prosić o wystawienie mu listu żelaznego przed jego wizytą w USA, gdyż w Teksasie był oskarżony o utrudnianie działania wymiaru sprawiedliwości. Rzeczniczka Watykanu nie chciała odnieść się do tego dokumentu. Stwierdziła tylko, że "to wewnętrzny dokument Watykanu, więc nie będziemy go komentować". Problem jest poważny. Według zamówionego i sfinansowanego przez amerykańskich biskupów raportu John Jay College na temat molestowania nieletnich w Kościele Katolickim z około 94607 księży w USA pomiędzy 1950 a 2002, o wykorzystywanie nieletnich było oskarżonych 4127, czyli mniej więcej 4,3%. Odszkodowania dla ofiar sięgnęły już 2 mld dolarów!

W 2003 roku grupa adwokatów przygotowała nawet projekt uznania Kościoła katolickiego za organizację działającą jak struktury mafijne i jego delegalizację.  

20 maja 2009 roku opinią publiczną wstrząsnął Raport Ryana, obrazujący skalę przestępstw seksualnych duchownych na nieletnich w Irlandii. Prace komisji sędziego Seana Ryana trwały dziesięć lat. W tym czasie przeanalizowano dokumenty i przesłuchano świadków na temat około 250 instytucji wychowawczych, prowadzonych przez kościół katolicki. W liczącym 2600 stron raporcie komisja, opierając się na poznanych materiałach, dotyczących 30 tysięcy dzieci, które przewinęły się przez szkoły i przytułki kościelne, zarzuca członkom tych instytucji nie tylko molestowanie i terror psychiczny, ale także zbiorowe gwałty, bicie i sadystyczne znęcanie się nad swymi podopiecznymi. Szczegóły zeznań wielu świadków są tak wstrząsające, że można by pomyśleć, iż dotyczą hitlerowskich zbrodni na Żydach. W ślad za tym skojarzeniem zresztą prasa irlandzka ukuła określenie "irlandzki holocaust". Parzenie wodą i ogniem, biczowanie i kopanie, wielokrotne gwałty, zmuszanie do niewolniczej pracy, wielogodzinne klęczenie to tylko niektóre z metod wychowawczych, stosowanych przez księży i siostry zakonne wobec wychowanków. Na archiwalnych filmach, wyświetlanych w telewizji, nie zarejestrowano oczywiście tego procederu, ale widać na nich kilkuletnie dzieci, tak przestraszone i zdyscyplinowane, że nie sposób nie zadać sobie pytania o przyczyny takiego stanu.

 

Kontrowersyjne wyświęcenia

 

O wątpliwym autorytecie Wojtyły świadczyć również mogą kontrowersyjne procesy beatyfikacyjne i kanonizacyjne, których dokonał:    

- Pius IX, który jest dla większości historyków symbolem czarnego wstecznictwa. Jako ostatni władca Państwa Kościelnego zapisał się okrucieństwem. Jako następca św. Piotra odgrodził Kościół od zmieniającego się świata, jako katolik sprzyjał przymusowemu nawracaniu Żydów. Kiedy odbił swoje ziemie po buncie ludowym i proklamowaniu republiki, srogo się zemścił na "buntownikach". Pojmanych patriotów ścinano i rozstrzeliwano. Prośby o ułaskawienie odrzucał, powtarzając osławione "nie możemy i nie chcemy". Wydał encyklikę, w której potępiał postęp, liberalizm i nowoczesną cywilizację. To on ogłosił, że papież jest nieomylny. Kiedy odprawiano mszę, na której proklamował tą bzdurę, zdarzyło się coś zastanawiającego: w Bazylikę Św. Piotra uderzył piorun!

- Alojzij Stepinac, chorwacki kardynał, hitlerowski kolaborant. Arcybiskup Stepinac przez cztery lata masakr współpracował z ustaszami. Po wojnie został skazany na 16 lat więzienia za popieranie ustaszowskiego ludobójstwa i udział w spisku antypaństwowym. Wyszedł na wolność po 5 latach. Został następnie mianowany przez papieża kardynałem. JP2, papież-antykomunista, w 20-lecie swego pontyfikatu wyświęcił kardynała-faszystę, uczynił zeń chorwackiego patriotę i męczennika komunistycznego dyktatu. Kościół zatroszczył się o to, by wybielić wizerunek Stepinaca. W Encyklopedii PWN możemy dziś przeczytać, że "protestował jednak przeciwko prowadzonej przez ustaszy polityce eksterminacji Serbów, Żydów i Cyganów oraz organizował pomoc dla prześladowanych". Na długoletnie więzienie został więc skazany ot tak, za nic, aby mógł zostać męczennikiem.    

- Jose de Anchieta (beatyfikacja 1980), jezuita, który głosił dewizę: "Miecz i żelazny pręt to najlepsi kaznodzieje". Odpowiedzialny za ludobójstwo Indian Ameryki Południowej w XVI w. JP2 wynosząc go na ołtarze, nazwał go "apostołem Brazylii, wzorem dla całej generacji misjonarzy".    

- Jan Sarkander, zasłynął przez swoją działalność kontrreformacyjną. Katolicy w Czechach, będący w mniejszości, chcąc podnieść swoją pozycję społeczną starali się o wsparcie wojsk papiesko-cesarskich. Jan Sarkander napisał w tej sprawie list do polskiego króla Zygmunta III Wazy, prosząc o zbrojne wsparcie czeskich katolików. Prośba została spełniona i do Czech wysłano lisowczyków, którzy palili i rabowali, a ostatecznie też przyczynili się do rozbicia szlachty czeskiej, w bitwie pod Białą Górą, po której wymordowano wziętych do niewoli jeńców czeskich. Papież Pius IX ogłosił Sarkandera błogosławionym w 1859. 21 maja 1995, w Ołomuńcu JP2 kanonizował go, co negatywnie odebrali Czesi, również katolicy.    

- Josemaría Escrivá de Balaguer, założyciel i pierwszy prałat Opus Dei. Escrivá był określany przez starych członków Opus Dei jako megaloman, pronazista, antysemita, zarozumialec, łatwo wpadający w gniew i kłamliwy, związany ponadto z reżimem frankistowskim. Nie było to jednak przeszkodą dla JP2, który wręcz go czcił, by pośpiesznie go beatyfikować, co było kontrowersyjne nawet dla samego Kościoła. "Droga" - książka napisana przez Escrivę mówi: "Być posłusznym to droga bezpieczna. Być ślepo posłusznym przełożonemu to droga do świętości". Zdaniem wielu byłych członków, Opus Dei cec***ą metody działania, werbowania i formacji, bardzo podobne do metod niektórych znanych  z manipulacji sekt religijnych. Samo Opus Dei miało szerzyć i narzucać poprzez politykę, doktrynę katolicką. Jak stwierdził JP2: "jedyną organizacją kościelną całkowicie mi wierną jest Opus Dei" (El Pais, 16.08.2001). JP2 beatyfikował Escrivę 19 maja 1992 roku, a 6 października 2002 roku, w 27 lat po śmierci, kanonizował.    

- Matka Teresa z Kalkuty, jej działalność została przereklamowana ona sama zaś charakteryzowała się bardziej gwiazdorstwem niż miłosierdziem. Należy zacząć od tego, że w Kalkucie są dużo skuteczniejsze instytucje charytatywne - Związek Kobiet Bengalu czy Ratownicy Kalkuty. O Matce Teresie mówiono, że była katolicką fanatyczką, która chrzciła nieświadomych nędzarzy na siłę, zanim umarli. Umierającym w cierpieniach odmawiano pomocy lekarskiej, a nawet podawania środków przeciwbólowych bowiem Matka Teresa uważała, że cierpienie jest piękne (niemiecki "Stern" z 1998 roku). Pisarka z Lipska Else Bushheuer włączyła do swojej książki "Calcutta - Eilenburg - Chinatown" swój pamiętnik, w którym pisze o przytułku Matki Teresy w którym pracowała: "Kobiety czołgają się po kamiennej podłodze jak dżdżownice, ze czterdzieści naraz, jak zwierzęta, półnagie, oblepiając się brudem, z ogolonymi głowami. "Nieważne co robimy, jeśli robimy to z miłością" - powiedziała Matka Teresa. Ale tu nie ma śladu miłości. "Gdybym miała aparat, zrobiłabym teraz zdjęcie i wysłała je do Amnesty International". Londyński lekarz Arouop Chatterjee interesujący się jej działalnością wylicza kłamstwa i manipulacje Matki Teresy. Twierdzi np., że jednym z głównych celów ośrodków, które Misjonarki Miłości prowadzą jest nawracanie ludzi na katolicyzm. Oskarża też Misjonarki Miłości o brudną działalność finansową (pieniądze mające iść na cele charytatywne idą na cele polityczne itp.). Obłudę Matki Teresy (i preferowanie bogatych) ma ukazywać fakt iż w Irlandii w 1996 roku, przed referendum agitowała przeciwko prawu dopuszczającemu rozwody, natomiast przyjaźniąc się na z księżną Dianą. poparła jej rozwód, mówiąc: "to dobrze, że już po wszystkim. I tak nikt nie był szczęśliwy" (Ladies Home Journal). Fanatycznie walczyła z aborcją. Krytykę prasy sprowadziła na nią jej reakcja w sprawie tysięcy kobiet z Bangladeszu gwałconych przez pakistańskich żołnierzy. Te, które przeżyły usłyszały od niej zamiast pocieszenia jedynie moralne treści potępiające aborcję. Christopher Hitchens (brytyjski dziennikarz) twierdzi, że część datków, ofiarowanych przez darczyńców na budowę ośrodków medycznych, Matka Teresa przeznaczała na cele misjonarskie. Od czasu filmu Hitchensa zakonnice nie rozmawiają z niekatolickimi dziennikarzami. JP2 beatyfikował ją 19 października 2003 roku.  

- W 1990 r. JP2 ogłosił Piusa XII sługą bożym i rozpoczął jego proces beatyfikacyjny. W maju 2007 r. Komisja kardynałów i biskupów Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w liczbie 13 członków jednomyślnie opowiedziała się za beatyfikacją Piusa XII. W grudniu 2007 r. papież B16 zadecydował o wstrzymaniu procesu beatyfikacyjnego Piusa XII. W tym miejscu można zapytać, dlaczego tak się stało? Biografia Piusa XII nie pozostawia złudzeń. Kard. Eugenio Pacelli, a późniejszy Pius XII przychylnie był nastawiony do narodowo-katolickich rządów gen. Francisca Franco w Hiszpanii oraz Antonia Salazara w Portugalii. Ze względów politycznych dobre stosunki utrzymywał również z dyktatorem Włoch Benito Mussolinim oraz z ks. Tiso rządzącym na Słowacji, a także z Ante Paveliciem. Był również gorącym zwolennikiem linii politycznej Hitlera. Wydatnie wspomagał wodza III Rzeszy w realizacji jego ekspansywnych planów, których kulminacją była II wojna światowa. Pius XII nigdy nie wyraził jednoznacznego potępienia wojennej agresji i ogromu nieszczęść, jakie przyniosła zwyrodniała i obłędna ideologia faszyzmu, realizowana przez Hitlera z brutalnością i wymiarem, jakiej nie znał świat. Hierarchowie rzymskiego Kościoła dawali swoje błogosławieństwo armiom hitlerowskim, ruszającym na podbój świata, niosąc zagładę milionom ludzi, w większości katolikom. Tuż przed końcem wojny i po jej zakończeniu, Watykan (kierując się prawdopodobnie "miłosierdziem") ukrywał, a następnie organizował ucieczki z Europy zbrodniarzy hitlerowskich, chroniąc ich przed odpowiedzialnością za popełnione zbrodnie na ludzkości. Lista zarzutów pod adresem Piusa XII jest znacznie szersza. Można zatem się zastanowić, jakiego aspektu świętości dopatrzył się JP2 w Piusie XII? Bez komentarza.  

 

Siewca HIV/AIDS

 

Kolejne zarzuty pod adresem JP2, to poparcie dla krwawych dyktatorów, kierowanie do kobiet napomnienia, by rodziły poczęte przez gwałt i upośledzone genetycznie dzieci lub bezwzględny zakaz stosowania prezerwatyw, również tam, gdzie epidemia AIDS przybiera zatrważające rozmiary zagrażające wyniszczeniem całych narodów (w tej kwestii wypowiedział się niegdyś kierownik Papieskiego Instytutu ds. Małżeństwa i Rodziny, mówiąc: jeśli zainfekowany wirusem HIV małżonek nie jest w stanie zachować dożywotniej pełnej wstrzemięźliwości, lepiej będzie jeśli zainfekuje swą żonę, niżby miał stosować prezerwatywy, albowiem uszanowanie wartości duchowych, takich jak sakrament małżeństwa, należy przedłożyć nad dobro życia).  

Każdego roku nauki JP2 w kwestii seksualizmu człowieka, przyczyniają się do śmierci dziesiątków, a może setek tysięcy ludzi, zakazując katolikom używania prezerwatyw. Podczas gdy miotane przez niego groźby są przez większość wiernych w pierwszym świecie uważane za kompletny nonsens i ignorowane, w krajach, w których w praktyce nie ma dostępu do alternatywnych źródeł informacji, gdzie kobiety korzystają z niewielu praw, każde papieskie potępienie stosowania środków antykoncepcyjnych skazuje tysiące ludzi na chorobę i śmierć.    

Nie ma wątpliwości, papieżowi leżał na sercu los chorych na AIDS. We Włoszech publicznie obejmował cierpiących na tę śmiertelną chorobę ludzi, a w San Francisco ucałował zarażone wirusem HIV dziecko. Na nieszczęście milionów ludzi, papież wykorzystywał tą siłę, by nieść śmierć.    

Uczenie ludzi bezpiecznych form współżycia seksualnego to zdaniem Watykanu "niebezpieczna i niemoralna polityka, mająca oparcie na błędnej teorii, w myśl której kondom może skutecznie zabezpieczać przez zarażeniem się AIDS". Wychowanie seksualne, zwłaszcza w odniesieniu do epidemii AIDS, jest zdaniem Kościoła ciężkim nadużyciem. W roku 1995, gdy jeden z francuskich biskupów wezwał nosicieli śmiertelnego wirusa, by używali prezerwatyw, papież bezzwłocznie usunął go z zajmowanego stanowiska. We wrześniu 1999 roku Watykan wykorzystał swój szczególny status w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ do zablokowania po raz kolejny programu planowania rodziny i zapobiegania AIDS.    

W Afryce żyje około 122 milionów katolików. We wszystkich krajach, które odwiedzał papież, tłumaczył wiernym, że jedyną akceptowalną formą planowania rodziny jest ścisłe przestrzeganie abstynencji seksualnej. Nigeryjczykom powiedział, że wyzyskiwanie ludzi ubogich i niewykształconych stanowi przestępstwo przeciwko "boskiemu dziełu". Tymczasem sam wykorzystywał ludzką biedę i niewiedzę, by tym skuteczniej przekonywać do rezygnacji ze stosowania prezerwatyw oraz upowszechniać wśród mas "watykańską ruletkę".    

Ponadto w okresie szalejącej epidemii AIDS wysyłał tysiące misjonarzy, głównie do Afryki, którzy zamiast rozdawać prezerwatywy, rozdawali różance i nakłaniali Murzynów do wstrzemięźliwości, co zakrawa na paranoję. Efektem jest miliony osieroconych, głodnych dzieci z wirusem HIV od urodzenia. Kilka poważnych organizacji próbowało go postawić przed Międzynarodowym Trybunałem w Hadze pod zarzutem zbrodni przeciw ludzkości, ale pozwu nie przyjęto, bo był głową państwa watykańskiego.

Wielu afrykańskich biskupów zdaje sobie sprawę z tego, że stanowisko poprzedniego jak i obecnego papieża jest absurdalne i prywatnie, bez zbędnego rozgłosu, stara się zmniejszyć wpływ Magisterium na postępowanie kobiet i mężczyzn w swoich krajach. Jednocześnie jednak biskupi ci doskonale rozumieją, że w odróżnieniu od hierarchów w wielu bogatszych krajach, są całkowicie uzależnieni od watykańskich dotacji. Wiedzą dobrze, że oni sami i ich kościoły będą mogły przetrwać tylko pod warunkiem, że będą dokładnie wykonywać papieskie polecenia. Tak więc w Zambii, Malawi, Kenii, Tanzanii i Ugandzie - w krajach, w których odnotowuje się największą w świecie liczbę zachorowań na AIDS, biskupi zakazują wiernym stosowania prezerwatyw. Najgorętsi zwolennicy papieża posuwali się wręcz do sugestii, że kondomy sprzyjają zarażeniu się AIDS, selektywnie przepuszczając wirusa przez mikrootwory w lateksowej powłoce.    

Każda publiczna wypowiedź biskupów cofa nas w czasie o kilka lat, niwecząc skutki wielu lat edukacji społecznej na temat AIDS i sposobów zapobiegania zarażeniu. Mężczyźni szukający wymówek dla swoich niebezpiecznych praktyk seksualnych chętnie powołują się na kościelne nauczanie. Ludzie, którzy używają kondomów, oficjalnie temu zaprzeczają, przez co wiedza o bezpiecznym seksie szerzy się wolniej niż epidemia.    

 

Papież szowinista, nie rozumiejący potrzeb i oczekiwań społecznych we współczesnym świecie, ślepy na problemy małżeństw

 

JP2 uwłaczał godności człowieka ingerując w intymną sferę jego życia seksualnego. Wydany za jego pontyfikatu nowy katechizm i poradnik dla spowiedników wdziera się do sypialni małżonków, piętnuje jakieś radosne gry i figle, bo seks ponoć nie służy do zabawy, lecz stanowi "misterium przekazywania życia". Następne miliony wpędzone w kompleksy, czasem powodujące rozpad małżeństwa. Odsuwał od sakramentów ludzi rozwiedzionych, praktycznie usuwając ich ze wspólnoty wiernych i opróżniając kościoły. Piętnował wszelkie formy wspomagania czy sztucznego zapłodnienia. Parom mającym trudności w prokreacji oferował zaproszenie do cierpienia "męki krzyża".      

Był zażartym przeciwnikiem aborcji. Nie można odmawiać prawa do aborcji kobiecie, której odmawia się prawa do antykoncepcji. To już tylko krok do praw obowiązujących w Sudanie czy w Etiopii, gdzie kobietę można ukamienować, jeśli np. urodzi nieślubne dziecko.  

Był przeciwnikiem badań genetycznych, które mogą wyeliminować u człowieka skłonność do chorób dziedzicznych. Widział w tym "ingerencję w plan boży". Sprzeciwiał się badaniom na komórkach macierzystych. Był także przeciwnikiem badań prenatalnych. Nie chciał przyjąć do wiadomości, że dawniej kobiety częściej roniły, bo natura sama powodowała wydalenia nieprawidłowo rozwijającego się płodu. Dziś takie ciąże sztucznie się podtrzymuje i przy braku dostępu do badań prenatalnych rodzi się tysiące dzieci ułomnych lub zroślaków.        

Interesował się nadmiernie życiem seksualnym wiernych, ale za mało życiem seksualnym kleru. W notoryczne afery molestowania nieletnich przez księży ingerował zbyt późno i zawsze próbował zatuszować `te sprawy'. Paetza z Poznania zwolnił ze stanowiska bez wyjaśnień i podania przyczyn. Arcybiskup Law z Bostonu, notoryczny pedofil, na skutek zasądzonych odszkodowań spowodował bankructwo kilku diecezji i zajęcie kościołów przez komorników. W nagrodę został "karnie" przeniesiony do Watykanu i już jako kardynał odprawił jedną z mszy żałobnych za duszę papieża, mimo protestów rodzin pokrzywdzonych.  

JP2 postrzegał rolę kobiety w Kościele katolickim i społeczeństwie w sposób tradycyjny. Uważał, że głównym miejscem jej pracy powinien być dom a głównym zajęciem opieka nad dzieckiem, ponieważ jak mawiał: "dziewictwo i macierzyństwo to dwa szczególne wymiary spełniania się kobiecej osobowości". Papież w swoim stanowisku względem pozycji społecznej kobiet, wyraźnie nawiązywał do hitlerowskiego modelu kobiety, czyli 3 x K : kinder, kuche, kirche (niem. dzieci, kuchnia, kościół).

   

Bliskie związki JP2 z Opus Dei

 

Poważnym zarzutem może być fakt, ze doprowadził do wzrostu znaczenia Opus Dei. Zresztą jego sympatie do tej organizacji wcale nie dziwią, jeśli wziąć pod uwagę to, ze został papieżem dzięki wydatnej pomocy Opus Dei oraz CIA. Wielu postronnych wprawił w osłupienie, gdy następnego dnia po konklawe położył się krzyżem przy grobie Escrivy (założyciela Opus Dei). Podczas gdy inni papieże, m.in. Jan XXIII, podchodzili do Opus Dei z ostrożnością i sceptycyzmem, uchylając się od kanonicznego dowartościowywania tego stowarzyszenia, JP2 od samego początku swojego pontyfikatu udzielał mu poparcia i wspierał jego dążenie do umocnienie swoich wpływów w Kościele. W homilii wygłoszonej w hołdzie Josemarii Escrivie, "wzorowemu kapłanowi", papież wspomniał o dobrach materialnych, których Opus Dei nie zaniedbuje, choćby dlatego, że działa wśród możnych i bogatych. Nie ma powodu, by potępiać posiadanie dóbr materialnych, "jeśli używa się ich właściwie, ku chwale Stwórcy i w służbie braciom".  

 

JP2 jako agent CIA

 

Związki JP2 z CIA nie budzą żadnych wątpliwości. Od początku pontyfikatu papież był jednym z trybów w machinie do walki z komunizmem. Doniesienia te zostały potwierdzone w filmie dokumentalnym BBC przez takie niezaprzeczalnie wiarygodne osoby jak m.in. generał Vernon Walters, były zastępca dyrektora CIA i Richard Allen, doradca ds. bezpieczeństwa prezydenta Reagana. Walters opowiedział, w jaki sposób JP2 został zwerbowany do współpracy z CIA i "Białym Domem", podczas gdy Allen chwalił współpracę pomiędzy przywódcą Kościoła katolickiego i jedynym mocarstwem światowym. Określił ją jako "najwspanialszą tajną operację naszych czasów".    

Film, o którym mowa, zatytułowany "Rywale w drodze do raju", pokazany przez BBC w serii "Everyman", nie ogranicza się wyłącznie do pontyfikatu JP2. Ukazano w nim historię powiązań Kremla z Watykanem od wybuchu rewolucji komunistycznej w Rosji aż po czasy współczesne. W filmie jest również mowa o podejrzanych transakcjach między Stolicą Apostolską a Hitlerem i Mussolinim. Porozumienie, które w swoim czasie określano jako pakt antykomunistyczny, w rzeczywistości miało gwarantować milczenie Kościoła w sprawie inwazji na Polskę i zagłady ludności żydowskiej.    

Film nie pozostawia wątpliwości. W omawianym okresie Kościół Katolicki wielokrotnie angażował się w ryzykowne gry polityczne. Już z pierwszych scen dowiadujemy się, że po rewolucji bolszewickiej papież Benedykt XV wysłał do Rosji dwóch arcybiskupów, by odbyli tajne negocjacje z Leninem. Dalej następuje szczegółowe omówienie antykomunistycznych układów z Hitlerem i Mussolinim. W ich wyniku papież Pius XII nie sprzeciwił się inwazji na Polskę, która w tamtym okresie nie była krajem komunistycznym. Jeszcze bardziej zaskakujące wydaje się ujawnienie, jak blisko JP2 współpracował z Ronaldem Reaganem, nie tylko we wspólnej walce ze światowym komunizmem, ale np. m.in. w zwalczaniu opozycji przeciwko kosztownemu programowi "wojen gwiezdnych" wśród przywódców Kościoła katolickiego.    

Rewelacje ujawnione w filmie stanowią potwierdzenie sensacyjnych doniesień zawartych w biografii papieża z roku 1996. W książce "Jego Świątobliwość Jan Paweł II i nieznana historia naszych czasów", jej autorzy, Carl Bernstein i Marco Politi, przedstawili szczegóły godnego napiętnowania przymierza pomiędzy supermocarstwem i głową Kościoła katolickiego, mającego na celu najpierw obalenie komunizmu, a potem walkę z terroryzmem w Ameryce Łacińskiej i krajach muzułmańskich.    

 

Antagonista teologii wyzwolenia  

 

Co jeszcze można o nim powiedzieć. Zwalczał teologię wyzwolenia w Ameryce Łacińskiej, czyli tzw. Kościół ubogich, który odżegnuje się od bogatych, a działa w imieniu i na rzecz ubogich. Zatrzymując się przy tym nurcie, swego czasu dość głośna była sprawa salwadorskiego duchownego Arnulfa Romero, który niedługo po wybraniu Wojtyły na papieża przybył do Watykanu prosząc o wstawiennictwo papiestwa, by uzyskać pomoc dla cywilnych ofiar toczącej się wojny domowej. Romero przedstawił papieżowi cale mnóstwo dowodów, m.in. wymowne w swojej treści zdjęcia zamordowanych oraz umierających z głodu kobiet (często uprzednio zgwałconych) i dzieci. JP2 zbył Romero prośbą, by dążył do ugody z reżimem i nie podejmował żadnych nieprzewidzianych działań. Niespełna rok później, ci sami ludzie, z którymi Wojtyła nakazał się pogodzić, zabili Romero podczas mszy.  

 

Fiskalizm Watykanu za pontyfikatu JP2

 

Wielu zarzuca Watykanowi za pontyfikatu JP2 skrajny fiskalizm. A tu lwia część dochodów płynęła (i wciąż płynie) z zysków uzyskanych ze sprzedaży środków antykoncepcyjnych, produkowanych przez Instituto Farmacologico Serono, który wypuszcza na rynek niezwykle dochodowy preparat o nazwie "luteolas". Na marginesie należy wspomnieć, ze pigułkę antykoncepcyjną wynalazł Amerykanin, Stanley Rock (nomen omen skala, opoka!), praktykujący... katolik.      

Swoją drogą trzymając się kurczowo średniowiecznych dogmatów, Kościół potrafi bez żalu pożegnać logikę, bo występując przeciw antykoncepcji sam przyczynia się do wzrostu liczby aborcji! Innym intratnym źródłem dochodów były procesy beatyfikacyjne oraz kanonizacyjne. A tych za pontyfikatu było co nie miara. Zresztą same liczby mówią same za siebie: w latach 1000-1980 kanonizowano ok. 420 osób. JP2 w czasie swojego pontyfikatu kanonizował ok. 500 osób. Naświęcił więcej niż wszyscy pozostali papieże razem wzięci. W nieco ponad dwie dekady dokonał tego czego inni nie dokonali w tysiąc lat.  

 

Pozorny ekumenizm JP2

 

Nie brakuje głosów krytyki w kwestii polityki ekumenicznej JP2. Ekumenizm papieża nie był szczery, o czym świadczy deklaracja "Dominus Jesus", której wymiernym skutkiem jest np. gwałtowne pogorszenie stosunków z hinduizmem. Deklaracja spotkała się z gwałtownym protestem przedstawicieli większości Kościołów, czemu nie można się dziwić, gdyż nie można mówić o ekumenizmie, gdy wydaje się jednocześnie akty utrzymujące, że Kościół katolicki stoi ponad wszystkimi innymi.    

Dobre stosunki z anglikanami zaprzepaściła reakcja papieża na wprowadzenie kapłaństwa kobiet w tamtejszym Kościele. Całkowitą klęskę poniósł JP2 w kontaktach z Cerkwią Prawosławną. Polityka zmierzająca do tzw. ewangelizacji ludności na terenie Rosji, Białorusi i Ukrainy prowadziła do nasilającego się konfliktu z Kościołem prawosławnym, zwiększenia nacjonalizmu i w rezultacie do szkodliwej i wzrastającej wrogości pomiędzy społeczeństwami.    

Na stosunki watykańsko-żydowskie niekorzystnie wpłynęła niedawna beatyfikacja Piusa IX, który był "aktywnym antysemitą" (np. słynny casus porwania dziecka żydowskiego, które wychował na katolickiego księdza), a Żydów nazywał "psami". Przeprosiny za antysemityzm zostały odebrane przez środowiska żydowskie na ogół jako nieszczere i dwuznaczne.    

Nawet w stosunkach z protestantami, z którymi relacje są względnie dobre, nie obywa się bez zgrzytów. JP2 wyrażał swoje potępienie kapłaństwa kobiet oraz liberalnej teologii.    

Ciekawostką można nazwać pokazowy "ekumenizm" nadwiślański w czasie pielgrzymki papieża w czerwcu 1999 r. Otóż w Drohiczynie urządzono ekumeniczną mszę, w której wzięli udział m.in. prawosławny arcybiskup Sawa i ewangelicki biskup Jan Szarek. Usadzono ich na krzesłach, podczas gdy papież siedział na olbrzymim (dwumetrowym) tronie, z którego nawoływał do jedności chrześcijan. Ekumenizm ekumenizmem, ale każdy musi znać swoje miejsce.    

Natomiast co do pielgrzymek, to w głównej mierze miały one jeden określony cel - w żargonie naukowym często określa się go mianem "prania mózgu". Papieskie tournee po niemal wszystkich krajach świata było w rzeczywistości przedsięwzięciem czysto politycznymi, mającym na celu osłabienie tkanki społeczeństw świeckich i umocnienie pozycji watykańskiej teokracji.    

Wraz ze swymi urzędnikami aktywnie włączył się w dezintegrację Jugosławii. Podczas swojej pielgrzymki w 1994 roku do Zagrzebia, wzmocnił nacjonalistów chorwackich, którzy w 1995 roku zaatakowali Serbów w Krajinie, mieszkających tam od wieków, zmuszając ich do ucieczki. Pośrednio przyczynił się więc do straszliwej życiowej tragedii całych setek tysięcy ludzi w środkowej Europie.  

Nigdy w sposób wiarygodny nie przeprosił za zbrodnie popełnione przez Kościół katolicki. W swojej homilii dotyczącej wyznania win i prośby o przebaczenie przyznał co prawda, że Kościół katolicki jest współodpowiedzialny za podział chrześcijaństwa, stosowanie przemocy, lecz jednocześnie zaznaczył, że dopuszczano się tego w służbie prawdy. Następnie, w znacznie mocniejszych słowach opisał winy popełnione przeciwko chrześcijanom. Przeprosiny były więc pozorne.  

 

JP2 niczym Ludwik XIV. Władca absolutny

 

Kolejnym poważnym zarzutem wysuwanym przeciw Wojtyle jest umocnienie absolutyzmu w Watykanie. JP2 nie tylko nie zdobył się na decentralizację władzy kościelnej, lecz zrobił wszystko, by umacniać centralizm i absolutyzm w Kościele. Ogłosił na przykład, że kościelne przepisy kanoniczne są rozkazami Boga. Częstokroć wzmacniał tradycję zrównywania papieskich decyzji z mocą samej Biblii. Tak uczynił 12 listopada 1988 r., gdy podczas kongresu na temat teologii etycznej Opus Dei, ogłosił, że poglądy etyczne zawarte w encyklice "Humanae vitae" staną się od tej chwili częścią doktryny katolickiej. Etyka encykliki została zrównana z takimi naukami Biblii jak zmartwychwstanie czy odkupieńcza śmierć Jezusa. Papież uczynił to prawdopodobnie w odpowiedzi na słaby stopień akceptacji względem niektórych rozwiązań przyjętych w encyklice.  

Aby uzmysłowić sobie, jak mizernie wypada w tej kwestii JP2, wystarczy przypomnieć jego poprzednika, Jana XXIII, który zawsze był przeciwny najwyższej mocy papieskich rozporządzeń. Papież ten mawiał, że nigdy nie będzie przemawiać "ex cathedra", chcąc w ten sposób osłabić dogmat o nieomylności papieskiej. W przeciwieństwie do Jana XXIII, JP2 wprowadził wewnętrzną cenzurę w Kościele (w "Instrukcjach dotyczących pewnych aspektów wykorzystywania społecznych środków przekazu" z 30 marca 1992 r.). Odtąd wszyscy kapłani i zakonnicy obowiązani są przedstawiać do wcześniejszego sprawdzenia specjalnej "komisji do spraw wiary" przy episkopatach krajowych książki i publikacje, które zamierzają wydać. Proponowana pozycja jest badana i jeśli uzyska zgodę na publikację, zawiera specjalną adnotację "za zgodą Kościoła". Pisarze i wydawcy katoliccy, którzy naruszą te instrukcje, narażą się oprócz upomnienia, na surowe sankcje.    

Działania centralistyczne umocniło wydanie nowego Katechizmu powszechnego. Nowy kodeks traktuje nieakceptowanie niektórych nauk papieskich jako przestępstwo (kanon 1371, nr 1). Zapis ten wprowadzony został do kodeksu w ostatniej chwili na życzenie papieża, bez żadnej konsultacji z międzynarodową komisją, która opracowała nowy kodeks.  

   

Karol Wojtyła niegodny papieskiego imienia swojego poprzednika, Jana Pawła I

 

Wielce niegodnym było przybranie przez Wojtyle imienia swojego poprzednika, Jana Pawła I. Gdyby nie przedwczesna śmierć "Uśmiechniętego papieża", dziś Kościół z dużym prawdopodobieństwem wolny byłby od wszelkiej patologii, która go powoli zżera. Jako jedyny papież wierzył w Kościół ubogi i dla ubogich, i od chwili wyboru opracowywał plany zmian organizacyjnych i personalnych. Był orędownikiem samoopodatkowania się Kościoła i przekazywania zgromadzonych funduszy na cele charytatywne. Był zwolennikiem akceptacji instytucji rozwodu i konkubinatu, a także liberalizacji stanowiska Kościoła względem sztucznych środków regulacji narodzin. O Albino Lucianim można by jeszcze wiele mówić. Niestety, ale dla wewnętrznych frakcji działających w Watykanie (m.in. loża masońska P2) oraz dla kręgu osób związanych z Bankiem Watykańskim, Jan Paweł I był bardzo niewygodny. Fakt, iż jego pontyfikat trwał tylko 33 dni jest wielce sugestywny.    

Jego następca dal się poznać jako ortodoksyjny dogmatyk, szowinista, marionetka w ręku Opus Dei, zwolennik reżimów dyktatorskich w Ameryce Południowej i Afryce, oponent teologii wyzwolenia. Wizja świata Jana Pawła II dotycząca rozwiązania problemów społeczno-politycznych i gospodarczych współczesnego świata była anachroniczna i całkowicie utopijna.  

 

JP2 - inne niechlubne fakty z pontyfikatu    

 

Wyrazem bezradności JP2 było jego odwołanie się do Miłosierdzia Bożego jako panaceum na bolączki współczesności. Ponadto żaden papież nie decyduje przecież od kiedy i w jakim zakresie ma funkcjonować Miłosierdzie Boże. Była to więc ucieczka JP2 w świat chciejstwa i ułudy.    

Twierdził stanowczo, że demokracja bez wartości przeobraża się totalitaryzm. Jednocześnie mówił, że prawdziwe są tylko wartości katolickie. Błąd już na poziomie filozofii szkoły średniej. To oczywista demagogia. Nie dziwię się, że już od początku pontyfikatu w piśmiennictwie Zachodu JP2 był uznawany za miernego filozofa i ideologa. Wykreowany obraz JP2 jako intelektualisty, erudyty i poligloty kłóci się z wizerunkiem człowieka, który sam odmawiał i innych namawiał do odmawiania różańca i rozlicznych modlitw, zamiast wnikliwej refleksji nad wiarą w swoich codziennych uczynkach. Co więcej, powołał w Watykanie specjalną kongregację do spraw egzorcyzmów, fascynował się organizacją Opus Dei, której członków mianował "jezuitami nowego tysiąclecia". Doprowadził do niemal całkowitego zamknięcia się na dialog z teologami. Był autorem wyniszczającego konfliktu z jezuitami, najpotężniejszym zakonem w Kościele, którego nie lubił i zwalczał. Także dlatego w świecie uznawano go za miernego filozofa o mentalności wiejskiego proboszcza    

Współczesną cywilizację liberalnej demokracji bezustannie nazywał cywilizacją śmierci. Tak skrajnego języka Kościół nigdy nie zastosował nawet do faszyzmu, nazizmu i bolszewizmu.  

Wyraźnie nie doceniał wagi indywidualnej wolności. Będąc instytucjonalnym konserwatystą wyraźnie ograniczał na ten temat dyskusję w Kościele i w uczelniach, w których Kościół ma wpływy. Wymagał by wszyscy podążali za nim jak za wodzem. Cechował go wyraźny autokratyzm i szalenie niebezpieczny autorytaryzm, który w Polsce nie zaowocował żywym autorytetem moralnym lecz bałwochwalczym kultem wokół jego osoby.  

Ludzie nie rozumieją, że Kościół całą moralność poświęca dla celów swojej władzy. Papież zdołał zmusić wiernych do uprawiania kultu pięknych słów, marzeń i nadziei. A jako ze miał talent aktorski oraz swadę, to umiejętnie zasiewał dogmatyzm w sercach bezkrytycznych mas.    

Kościół w XX w. miał niepowtarzalną szansę, aby odnaleźć się w globalizującym się świecie, bez uszczerbku dla swych elementarnych zasad doktrynalnych. Tą szansą był wybór Albino Lucianiego na papieża - Jana Pawła I. Jednak jego przedwczesna śmierć po zaledwie 33 dniach pontyfikatu, była jednocześnie gwoździem do trumny dla Kościoła, który powoli zmierza ku swemu upadkowi. Jako jego następcę wybrano ortodoksyjnego dogmatyka o zaletach i umiejętnościach interpersonalnych, które stanowiły idealne narzędzie dla popleczników Wojtyły, czyli Opus Dei i CIA. Dla tych pierwszych był on gwarantem uzyskania szerokich wpływów m.in. politycznych (zauważalne dziś w Polsce) i ekonomicznych. Dla tych drugich - narzędziem do walki z ZSRR podczas Zimnej Wojny oraz "pośrednikiem" intratnego handlu bronią z reżimami dyktatorskimi, z którymi JP2 trzymał sztamę.  

Zakłamanie, tak wszechobecne podczas pontyfikatu naszego papieża, towarzyszyło aż do jego ostatnich dni, albowiem prawdziwa data śmierci, to 31 marca, a nie 2 kwietnia. Ten fakt jest również wielce sugestywny.  

Jestem przekonany, że wielu Polaków, którzy śledzili w mediach doniesienia o agonii JP2 nabrało mocnych wątpliwości co do dnia zgonu papieża. Bardzo zastanawiającym było m.in. to, że 31 marca późnym wieczorem planowane było wystąpienie rzecznika watykańskiego Joaquima Navarro Vallsa, który miał podać informacje o stanie zdrowia papieża. W tym celu telewizje przerwały swoje programy, aby na żywo mieć łączność z Watykanem. Navarro Valls jednak nie wyszedł do dziennikarzy.  

Inną kwestią, która mogła wzbudzić zaskoczenie, to wydarzenia które miały miejsce w dniu 2 kwietnia. Każdy kto w telewizji śledził na żywo meldunki z Watykanu, mógł zaobserwować coś zastanawiającego. Od godzin przedpołudniowych na Plac św. Piotra kursowały pojazdy dostawcze, zwożąc sprzęt oświetleniowy. Sytuacja ta wywołała nawet konsternację wśród dziennikarzy relacjonujących wydarzenia. Jak się późnym wieczorem okazało, oświetlenie to pozwoliło operatorom śledzić reakcje i zachowania tłumu zgromadzonego na Placu św. Piotra przed i po ogłoszeniu wiadomości o śmierci papieża. Bez komentarza...

 

0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

FILM O JPII2010-02-28

http://www.youtube.com/watch?v=B_K33PBC-SY&feature=response_watch

0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

CARITAS2010-02-27

Jaka jest podstawa prawna istnienia kościelnej instytucji o nazwie Caritas? W roku 1989 rząd Rakowskiego postanowił, że Caritas będzie jedyną organizacją, która w imieniu Kościoła może prowadzić działalność charytatywną. Uznano tak w wyniku prowadzonych z Kościołem negocjacji na temat uregulowania pozycji prawnej Krk w Polsce. W tym czasie istniało jednak stowarzyszenie świeckie o podobnej nazwie - Zrzeszenie Katolików Caritas. Organizacja ta została więc czym prędzej rozwiązana przez władze, a jej likwidator złożył sprawozdanie ze swoich działań... biskupom. Cały majątek ZKC - oddany niegdyś przez państwo proPRL-owskiej instytucji - został przekazany władzom kościelnym. O jaki majątek chodzi? Otóż dokładnie nie wiadomo. Nie ma ani żadnych danych, ani nawet szacunków. My policzyliśmy, że Kościołowi przekazano w ten sposób co najmniej dwieście nieruchomości w całej Polsce wraz z przyległymi do nich terenami, z wyposażeniem, samochodami itp. plus nieznaną kwotę pieniędzy. ZKC miało 49 bardzo majętnych zarządów wojewódzkich i wszystkie one wpadły w ręce kleru. Całkowicie. Od tego bowiem czasu firma ta stała się organizacją prawa kanonicznego, niezależną w zasadzie od prawa państwowego. Zmieniono też struktury Caritasu. Nie ma już zarządów wojewódzkich, są za to zarządy diecezjalne, zakonne i czapa o nazwie Caritas Polska, powołana przez Konferencję Episkopatu Polski.  
Kto kontroluje Caritas? Państwo nie ma żadnego prawa do wtykania nosa w interesy i rozliczenia. Caritas kontroluje się sam pod nadzorem właściwego terytorialnie księdza biskupa. Rozpatrzmy to na takim przykładzie: Caritas zbiera pieniądze np. na pomoc dla rodzin ofiar tragedii w kopalni Halemba. Datki płyną od osób fizycznych (ludności) i prawnych (różnych firm, np. TVP). Zostają one zgromadzone na koncie bankowym, a później przekazywane potrzebującym. Teoretycznie... bowiem nikt ani z darczyńców, ani z obdarowanych, ani wreszcie z jakiejkolwiek kontroli skarbowej nie wie (nie ma prawa wiedzieć!), ile pieniędzy zebrano, a ile rozdano.  
O ile w ogóle rozdano...  
Jakby tego było mało, z 46 istniejących Caritasów 26 uznano za organizacje pożytku publicznego. Oznacza to, iż mogą one przyjmować od państwa zlecenia na organizowanie dożywiania dzieci (oraz kolonii i zimowisk), prowadzenie stołówek i schronisk dla bezdomnych. Na ich konto można również wysyłać 1 procent odliczenia od podatku PIT. Taka działalność wymaga jednak rozliczania się z dotacji, czyli składania odpowiednich sprawozdań finansowych. I Caritas to robi, a dokładnie... jeden oddział Caritasu! Pozostałe 25 ma gdzieś polskie prawo, którego zresztą nikt nie śmie od nich egzekwować.  
Ile pieniędzy przechodzi przez Caritas? O tym wie tylko biskup, ksiądz dyrektor i skarbnik (zazwyczaj zaufana siostra zakonna). Według szacunków dokonanych na podstawie dokumentów, do których dotarliśmy, przez średniej wielkości Caritas przechodzi rok w rok co najmniej 20 milionów złotych. To w skali kraju daje około miliarda złotych rocznie. Minimum, bo nasze wyliczenia prowadziliśmy bardzo ostrożnie.  
Jaka jest efektywność Caritasu, czyli jaki procent zebranych kwot rzeczywiście przeznacza się na pomoc ubogim? Przeciętny oddział Caritasu prowadzi około 30 zbiórek rocznie (nie licząc zbiórek ogólnopolskich i konta wskazywanego także w publicznych mediach). Dokładnie policzyć nie sposób, bo żaden Caritas nie podał nigdy, ile zbiórek prowadził i ile zebrał pieniędzy. Policzmy to jednak na przykładzie Caritasu gnieźnieńskiego, do którego dokumentów `przypadkiem' dotarliśmy. Otóż w roku 2005 przeprowadził on 40 zbiórek i zebrał 908 900 złotych (same datki lokalne). Każda inna organizacja charytatywna za punkt honoru ma generowanie jak najmniejszych kosztów własnych, aby jak najwięcej wydać na potrzebujących. Owe koszty nigdy nie powinny przekraczać 10 procent zebranej kwoty. Tymczasem koszty caritasowych zbiórek w Gnieźnie wyniosły 589 597 złotych - czyli 65 procent zebranej sumy `przepadło'.  
Z naszych informacji wynika, że jest to i tak dobry wynik, bo w innych Caritasach ów wskaźnik kosztów grubo przekracza 70 procent.  
Powiedzmy to jeszcze raz: Kowalski daje Caritasowi na szczytny cel jedną złotówkę i nie wie, że tylko (wg Krk `aż') 30 groszy dostanie potrzebujący, a resztę... Chyba tylko diabeł wie, co dzieje się z resztą. Diabeł i co nieco my, bo ustaliliśmy, że niemal każdy oddział Caritasu ma jeden lub kilka własnych superkomfortowo wyposażonych ośrodków (często są to pałace wyremontowane przez państwo lub gminy i przekazane jako darowizna) z parkami, fontannami, kortami tenisowymi, basenami itp. Wypoczywają w nich głównie biskupi, z dala od wścibskich oczu świeckiej biedoty... Utrzymanie takich ośrodków kosztuje krocie. Ponadto na same pensje dla pracowników (głównie księża i zakonnice) jeden tylko Caritas gnieźnieński wydaje milion złotych rocznie, od czego odprowadza 196 tysięcy złotych składek ZUS. A jakże to? - ktoś zapyta. Przecież normalny pracodawca musi ZUS-owi bulić około 40 procent. Cóż, Caritasowi wolno i już. Oprócz tego opisywana przez nas firma otrzymuje jeszcze wielkie (i też nieznane) dotacje państwowe z budżetu. Rocznie dziesiątki milionów złotych trafia na konta Caritasu z tytułu nawiązek po przegranych sprawach sądowych. Prowadzi również własną dochodową działalność gospodarczą, której nie wykazuje w księgach rachunkowych (bo ich też nie ma).  
Ot, choćby Caritas katowicki. Tenże prowadzi firmę o nazwie Caritas Zdrowie Sp. z o.o. Dokumentacji jakiejkolwiek nie ma, bo... nie ma!  
Nie inaczej jest w Legnicy, gdzie firemka kościelna prowadzi przychodnię zdrowia, której nie ma jednak w żadnych kwitach. Istnieje, a jakoby jej nie było. Ot, katolickie `cuda'.  
Ile osób rocznie uzyskuje pomoc z Caritasu???? Dane te nie są nigdzie publikowane. Może 100 tysięcy, może 500? Nikt nie wie. Ale my przyjrzeliśmy się diecezji kieleckiej i wyszło nam, że na liście tamtejszych obdarowanych (zwykle jednorazowo) figuruje 14 tysięcy biednych ludzi (38 osób dziennie - w tym ponad połowa to pensjonariusze Domów Opieki Społecznej, którzy oddają swoje renty i emerytury, a za ich utrzymanie płaci dodatkowo państwo).  
Caritas bierze też udział w programie Unii Europejskiej o nazwie PEAT. To rozdział darmowej żywności dla najbiedniejszych członków UE. Ile tego jest i kto jedzenie dostaje, nie wie nawet europejska wspólnota i grozi Caritasowi wstrzymaniem dostaw. Ten się jednak wcale nie przejmuje.  
Jakie jest w Polsce zapotrzebowanie na pomoc, czyli rozmiary ubóstwa? Na poziomie biologicznego minimum egzystencji (348 zł miesięcznie na osobę) żyje w Polsce 11 proc. obywateli - prawie 4 miliony. Minimum socjalne (870 złotych) uzyskuje ponad 47 proc. Polaków. To jest skala potrzeb.  
I teraz uwaga! `Czy dostaliście pomoc od instytucji i organizacji kościelnych?' - zapytali socjologowie najbiedniejszych obywateli RP. `Tak' odpowiedziało 0,8 proc. respondentów żyjących w nędzy.  
W najbiedniejszym w Polsce województwie lubuskim liczba osób, które potwierdziły, że dostają pomoc z Caritasu, wyniosła 0,0 (zero przecinek zero !!!! )  
16 proc. respondentów oświadczyło natomiast, że może liczyć na większą lub mniejszą pomoc od państwa.  
Czy Caritas ma obowiązek występować o zgodę na ogólnopolskie zbiórki charytatywne, a jeśli tak, to czy o taką zgodę występuje? Owszem, Caritas powinien na wszelkie ogólnopolskie społeczne zbiórki dostawać zgodę od ministra spraw wewnętrznych. Wystąpiliśmy więc do MSWiA z pytaniem o liczbę takich zezwoleń. Do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Z naszych informacji wynika jednak, że Caritas nie zaprząta sobie głowy podobnymi biurokratycznymi dyrdymałami.  

Reasumując: Caritas obraca w skali ogólnopolskiej gigantycznymi pieniędzmi pochodzącymi ze zbiórek społecznych, od instytucjonalnych darczyńców, z nawiązek sądowych, z budżetu państwa i z własnej działalności gospodarczej. Ekonomiści, których prosiliśmy o szacunki, mówią o kwotach łącznych od 1,5 do 2,5 miliardów złotych rocznie. Około 30 procent z tej kwoty wspomaga ubogich. Co dzieje się z resztą? Biskup raczy wiedzieć..

1 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

MIT JASNEJ GÓRY2010-02-20

CZYTAJ!!!Klasztor ufundował zdrajca Polski Władysław Opolczyk. To on również sprowadził "cudowny" obraz z Rusi. Tuż przed przybyciem Szwedów, obraz Matki Boskiej Częstochowskiej został wyjęty z ramy i wyekspediowany z klasztoru, i wiele nie brakowało, a wpadłby w ich ręce. Ikonę wywieziono w nocy z 7 na 8 listopada 1655 r. do Lublińca na Śląsku i ukryto w zamku Andrzeja Cellari'ego, a następnie w Głogówku u tamtejszych paulinów. Tak więc już początek mitu o cudownej obronie klasztoru, zawiera kłamstwo: podczas oblężenia Jasnej Góry, domniemanego sprawcy cudu, niemniej cudownego obrazu, po prostu tam nie było! Kordecki opisał przebieg oblężenia w pamiętniku Nowa Gigantomachia wydanym jakoby w roku oblężenia, czyli w 1655 (sic!). Przytacza tam m.in. treść listu z 21 listopada 1655 r. do gen. Müllera, w którym niczego szczególnego nie znajdujemy. I pozostalibyśmy po wsze czasy w błogiej niewiedzy i zarazem kłamstwie historycznym stworzonym przez Kościół, gdyby nie prawdziwy cud! Oto dyrektor królewskiego archiwum Szwecji, Theodor Westrin, odnalazł oryginał tegoż listu, i opublikował w roku 1904. Jego treść zaszokowała badaczy `potopowego" okresu... Okazało się, że przeor Augustyn Kordecki poddał klasztor królowi Karolowi X Gustawowi!  

Oto co naprawdę napisał (m.in.) Kordecki w liście do gen. Müllera 21 listopada 1655 r.: `Ponieważ całe królestwo polskie posłuszne jest Najjaśniejszemu Królowi Szwecji i uznało Go za swego Pana, przeto i my wraz ze świętym miejscem, które dotąd królowie polscy mieli we czci i poszanowaniu, pokornie poddajemy się Jego Królewskiej Mości Panu Szwecji, zgodnie z listem z dnia 28 października, nadesłanym nam przez Wielmożnego Posła Wittenberga. Nasze poddanie się ponawiamy w liście do Warszawy (do króla Karola Gustawa   przyp. B.M.), na który łaskawej obecnie czekamy odpowiedzi. Jako wierni poddani Jego Królewskiej Mości Króla Szwecji, a naszego Najmiłościwszego Pana, nie myślimy podnosić więcej oręża przeciwko wojsku Waszej Dostojności". (tj. Müllera - B.M.). `Zanosimy ustawiczne modły do Boga i Najświętszej Bogarodzicy, czczonej w tym miejscu, o zdrowie i pomyślność Najjaśniejszego Pana, Króla Szwecji, Pana i Protektora naszego Królestwa..." O polskim królu, Janie Kazimierzu, Kordecki najwyraźniej już zapomniał! Kościół budował dalej `cudowną" martyrologię obrony jasnogórskiego sanktuarium, dopuszczając się bezceremonialnie rozmaitych fałszerstw i kombinacji. I jeszcze ciekawostka-Prusacy stanęli 28 lutego 1793 roku pod murami Jasnej Góry, a już 7 marca byli w klasztorze! Tym razem nie było `cudownej" obrony! Tegoż 1793 roku na sejmie grodzieńskim spierano się z przedstawicielem Prus, Buchholtzem o zwrot jasnogórskiej ryciny, którą Prusacy bezceremonialnie zabrali ze sobą, opuszczając narodowe sanctuarium. Fakt ten jest skrzętnie skrywany przed opinią publiczną, bowiem w żadnym razie nie podnosi notowań samego obrazu, a wręcz przeciwnie: kompromituje cudowne moce, które   jak się okazało- zawiodły na całej linii! Fryderyk Wilhelm II osobiście nakazał zwrócić paulinom ich pokaźne źródło dochodów finansowych. Ci, w dowód wdzięczności za oddanie `interesu", przesłali królowi Prus wiernopoddańczy list, deklarując w nim urabiać pątników na wiernych poddanych pruskiej korony... Zobowiązali się ponadto tępić u pielgrzymów uczucie patriotyzmu i zarzewia buntu przeciwko Najjaśniejszemu Panu, ponadto `uprawiać szpiegostwo na rzecz Prus, a może i pomagać pruskim władzom w wybieraniu rekruta spośród pątników napływających na Jasną Górę, z różnych stron kraju". (Fragmenty z artykułu "Ciemne strony Jasnej Góry)  Problem polega na tym, że Polacy znają historię tylko z powieści Sienkiewicza, który czerpał inspirację z pamiętników Kordeckiego.

1 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

KOŃ-WALIKOŃ I WILK2009-12-28

Dawno,dawno temu,na pewnej łące pasł się koń.Całkiem spokojnie żarł trawę,całkowicie nie spodziewając się przylotu kosmitów.Biedak,kompletnie nie zdawał sobie sprawy z tego,iż od wileu tygodni jest obserwowany przez marsjanskich łowców betonu.

No i stalo się,nagle zza krzaków wyłonił się głodny wilk.Natycnmiast zobaczył nachylającego się konia i stracił rachubę.Nie mógł sobie ustalić na co ma większą ochotę.Tyłek konia wyglądał bardzo apetycznie i to nie tylko pod jednym względe,a że wilczyca miała migrenę od tygodnia,to i wilk był podwójnie wyposzczony.

Ssanie w żołądku jednak przeważyło.Wiedząc,że z konia jest kawał chlopa,a dodatkowo uczęszcza on na wschodnie sztuki walki bez walki,uznał,że musi wykombinować jakiś fortel.

Podszedł więc do konia,ni to przypadkiem wygwizdując sobie sarą ludową melodię "kiedy byłem małym chłopcem,hej".Gdy byl już naprawdę blisko odezwał się udając zaniepokojenie:

-o biedny koniku,coś blado wygladasz...Stolec był?

-Koń spojrzał pogardliwie na wilka,jak na ostatnią łajzę i rzekł:

-taa...Dobrze,że przyszedłeś,bo muchy mi odgoniłeś.

Wilk wyczuł,że koń próbuje go spławić,ale też nie zamierzał się poddawać:

-naprawdę zle wyglądasz.Wiesz mój dziadek był ginekologiem...może zajrzałbym Ci do jajek?Nie wiem,czy wiesz,ale to niedowład jajek jest najczęstszą przyczyna raka płuc i utraty wzroku u slepej kiszki?

-a  mój dziadek był misjonarzem w Północnej Bułgarii i go murzyni zjedli.-odparł koń

-a,co to ma do rzeczy,bo nie kumam?!-wilk poczułm,że coś nieteges...

-Nie wiem,ale skoro rozmawiamy o przodkach...

Wilk,widząc,że nie a sensu ciagnąć wątku,przerwał koniowi:

-stary,tutaj widzę poważna sprawa jest,kiedy to ostatnio sobie te jajca umyłeś?

-no,niedawno,jakoś zeszłej wiosny...-odparł koń

-oj stary,jak to dobrze,że tutaj jestem.Tak się sklada,że mam tutaj przty sobie wiaderko z mopem,to ci je zaraz przeszorujemy.Zobaczysz,że odrazu lepiej ci się dychnie,normalnie będziesz,jak nowonarodzony!

Wilk podszedł z wiaderkiem pod zad konia i podciągnął ogon.Wcu=iąż jeszcze nie zdradzał swoich prawdziwych zamiarów.Na jego nieszczęście koń,nagle wystraszył się o swoje klejnoty i z całym impetem przypierdolił kopytami wilkowi w szczękę.

Wilk wyleciał,jak z prpcy,lądując pięć metrow dalej.

-o,sorki nie chciałe.Może spróbujemy jeszcze raz?-zaproponowal koń

-nie dzięki,pójdę już.Muszę też sobie obmyć...

 

                                                                              koniec

 

 

Morał jest taki,że wilki,to mięczaki!

 

1 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

JAK LEW SZEDŁ NA WOJNĘ2009-12-23

Dawno,dawno temu pewien lew,który był królem wioski,postanowił wyruszyć na wojnę.Miał zresztą powód ku temu nie mały.Otóż,jako Żyd strasznie poczuł się oburzony zniknięciem napisu z bramy obozu w Auschwitz.W ramach zemsty,postanowił napierdalać każdego,jak popadnie.

Wezwał więc swoich ministrantów i oznajmił co następuje:

-ja król lew obwieszczam,aby wszystkie zwierzęta,oraz taborety zgłosiły się jutro do mnie.Jak bowiem sugeruje tytuł bajki wyruszamy na wojnę z Szatanem.Obecność jest zatem obowiązkowa.Jesteśmy zobowiązani wspomóc Ojca Dyrektora w walce ze złem!

 Następnego dnia,wszyscy zjawili się punktualnie między 9 rano a 16 popołudniu.Król wydał rozkazy:

-Słoniu,ty jesteś największy,najśilniejszy,dlatego będziesz niósł dekodery telewizji Trwam.Otrzymaną wzamian kasę od Moherów,przekżesz mi!

-ty zaś Małpo w czerwonym świetnie się wspinasz po drzewach i jesteś dobra od tyłu.Zanim,więc wieczorem wpadniesz do mnie,na okres bitwy masz wśliznąć się w tłum i lać dziennikarzy liberalnych mediów.Tak naprawdę masz lać wszystkich co nie wywodzą się z rodziny Radia Maryja,bo to złodzieje są i bezbożniki!

-Ty Niedżwiedziu,jesteś wprawdzie głupi i masz wszy na pępku,ale za to jesteś silny i zręczny.Zaraz,więc po mszy pojedzies na demonstrację homosksualistów i wraz z pomocą Młodzieży Wszechpolskiej będziecie napierdalać zboczeńców.Jak już się z nimi rozprawicie,pozwalam ci zamówić sobie pięć piw!Najważniejsze jednak,żeby c***e przestały grzeszyć,amen!

Nagle ministranci dostrzegli wsród zebranych osła i królika..

-drogi królu,obawiamy się,że osioł z królikiem nie będą dobrymi żołnierzami,chyba,że jako mięso armatnie!

Wtedy król spojrzał na osła:

-ty,to taki trochu strachliwy jesteś i w ogóle,to dużo ryczysz.Chę tnie bym ci wpierdolił za te orzechy,co mi z ogrodu wykradłeś,ale nie mam teraz czasu,poza tym przydasz nam się.Mam dla ciebie specjalną misję...

-miskę,po co mi miska?!-zdziwiol się osioł

-miskę ,to ci zaraz mogę obić.Powiedziałem misję!Będziesz ***** jak Tom Cruse,albo,jak Tomy Lee Jones w Ściganym!Otóż twoim zadaniem jest wejście między ludzi i pierdolenie bez sensu,tak jak to robi Macierewicz.

-nie wiem,czy potrafię,aż tak bredzić!-wystraszył się osioł

-e tam,dasz radę!Oskarżysz każdego kto nie kocha Ojca Dyrektora o to,że jest agentem KGB i takie tam,że nie kocha Polski i Boga!

-no,a co z tym wypierdkiem?-spytał jeden z ministrantów,spoglądając na królika

Król spojrzał na królika i rzekł:

-a,ty króliku,stary ciuliku,hłehłehłe...Ty jesteś szybki,po tej łące,to zapierdalasz,jak mało kto.Będziesz,więc miał za zadanie pojechać na Jasną Gorę.Jutro odbędzie się tam moherowy zlot i przyda nam się szybki żołniesz,który z tacą obleci cały tłum.Pamiętaj,aby nikogo nie ominąć.Lepiej,jak wyciągniesz kasę trzy razy od tej samej osoby,niż choć jedna miała by ci umknąc.

-ale najjaśnieszy panie,czy my sobie poradzimy?-wystraszyli się ministranci

-nie siać mi tu defetyzmu!Czyż nie rozumiecie,że nasze ukochane dzieła Ojca Dyrektora są zagrożone!Czy nie widzicie jak Ojciec Dyrektor cierpi,gdy mu się wciąż podrzuca kłody pod nogi!

-tak,widzimy królu!-krzyknęli wszyscy chórem.

-no,to alleluja i do przodu świnie!

                                                                                     konec

 

Morał jest taki,że go sami sobie musicie znależć!

1 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

LIS I WINOGRON2009-12-22

Dawno,dawno temu,w zieloniogórskim lesie,żył sobie lis..Był strasznie wkurwiający.Wszyscy unikali go,jak ognia.Nie dość,że capiło od niego kiszonymi ogórkami,to jeszcze gnój pod byle pretekstem zjadał swych przyjaciół.W zaistniałej sytuacji,lis wypuszczał się w odległe wsie,aby tam móc odnależć swoją miłość,którą mógłby zgwałcić i zjeść.Tym sposobem trafił do jednej z zagród.Spojrzał,przez dziurę w płocie i nic nie zobaczył,bo to nie była dziura w płocie,tylko tyłek krowy.Obszedł więc ją i wówczas dopiero dostrzegł spacerujące sobie,soczyste kurki..One też go zauważyły.Zatrzymały się na moment,a jedna z nich unosząc skrzydło pokazała mu swój środkowy palec.Lis,wkurzył się tym widokiem i natychmiast targnął w ich kierunku.Z wielkim impetem walnął w płot,nabijając sobie bolesnego guza.

Kury tymczasem pękały ze śmiechu,jedna nawet wybuliła na plecy i turlająć się po ziemii wciąż rechotała.

-jeszcze tu wrócę!-zagroził lis

-nie zapomnij przynieść pizzy,hłehłehłe!-krzyknęła jedna z kur na pożegnanie.

Lis wrócił do domu dla upośledzonych,bo tam od dzieciństwa mieszkał i wyciągnął kiszonego ogórka ze słoika.Był to taki jego rytuał,który pomagał mu w myśleniu.Po szóstym słoiku zaświtała mu genialna myśl,wymyślił więc,że jak zje siódmy słoik z ogórkami,to na pewno coś wymyśli.Niestey,sytuacja komplikowała się,bo już po piątym słoiku zapomniał nad czym się zastanawia.W końcu zrezygnował z myślenia i jak zwykl robić o tej porze wziął drabinę w ręce i wyszedł sobie pospacerować po okolicy.Przypadkiem dotarł pod zagrodę,w której został upokożony.Kury właśnie sidziały oparte o drzwi stodoły,gdzie korzystały z uroków lata.

-ty,popatrz,zaś ten buc tu przylazł-zauważyła pierwsza

-może olejek do opalania nam przyniósł,hłehłehłe...-zażartowała druga

Lis,tymczasem zmęczony już nieco tym noszeniem drabiny,oparł ów przyrząd na ogrodzeniu i usiadł sobie na dolnym szczebelku.

-ty,może byś się tak do roboty wziął,hłehłehłe-krzyknęła jedna z kur

-jeszcze się na was zemszczę,jak tylko się tam dostanę!-wygrażał lis

-ty,to nam możesz naskakać!odparła mu druga z kur.

Lis wstał chcąc zabrać drabinę i jak najszybciej sobie stad pójść i wtedy naszło go olśnienie.Otóż wymyślił sobie,że wejdzie po drabinie na płot,a z niego zeskoczy na podwórze.Zaczął wiec się wspinać.Ledwo przekroczył trzeci stopień,a w tem dostał czymś w łeb.Wystraszył się,że to Niemcy atakują,ale gdy spojrzał w dół zobaczył,iż to burak ćwikłowy-metalik,prawie nówka.Gdy już miał wspinać się wyżej z nieba zaczął spadać grad buraków.Były wśród nich i zielone i białe i czerwone.Normalnie lisowi zakręciło się w głowie od tych kolorów i w efekcie pierdyknął na ziemię.W tym momencie,kogut,generał Mackwak rozkazał przerwanie ostrzału.

Lis po raz kolejny zawstydzony zabrał drabinę i poszedł w las.Wtedy na drzewie zobaczył winorośl i obgryzającego jej owoc szpaka.

-co robisz?!-ni to spytał,ni to krzyknął lis

-a,c*** cię to obchodzi !-odparł grzecznie szpak.

To moje winogrona,jeszcze moja babcie posadziła je w czasie okupacji.!

-a,c*** mnie to obchodzi-odrzekł sympatyczny szpak

-zaraz zadzwonie na policję kradzieju!-zaczął wygrażać lis.

-nie strasz,nie strasz,bo się zesrasz!-szpak wyrecytował lisowi,stare słowiańskie przysłowie.

Lis wkurzony do granic możliwośći uchwycił komórkę w dłonie i wcisnął numery.Miał,jednak tego dnia pecha,bo prawie wyczerpala mu się bateria.Wkurzył się jeszcze bardziej i rzucił komórąw kierunku szpaka.Ta nieomal go trafiła.Przeszła koło samego ucha,nie robiąc szpakowi większej krzywdy,poza zniszczeniem dł8go wcześniej układanej fryzury:

-całkiem cię pojebało!-zirytował się szpak

-to zostaw mój winogron!-warknął lis

-O jejku,to nie można tak było odrazu?!

Szpak odwrócił się tyłkiem do lisa,puścił cichego bąka i odleciał.

Lis natomiast oparł drabinę o gałęż,gdzie znajdowała się największa ilość owocu i wyzbierał resztę,której mu szpak nie podpierdolił.

-przynajmniej będzie winko,co za wspaniały dzień!-rzekł

 

                                                konec

Morał jest taki,jak masz winogron,uważaj na szpaki!

1 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

WAŻNE DATY Z ZYCIA KOSCIOŁA2009-12-21

120 r. - Pierwsze wzmianki o używaniu wody święconej do "wypędzania duchów" nieczystych.

157 r. - Po raz pierwszy zastosowano formy pokuty.

II wiek - Święty Klemens z Aleksandrii pisał: "Każda kobieta powinna być przepełniona wstydem przez samo tylko myślenie, że jest kobietą".

III wiek - Aż do III wieku wyznawcy chrystianizmu nie słyszeli o wieczystym dziewictwie Maryi. Ewangelia Mateusza informuje, iż Józef "nie zbliżał się do Maryi, aż porodziła Syna". ("Zbliżenie się" oznacza w "Biblii" małżeńskie współżycie.)

200 r. - Ustanowiono "stan duchowny" przez wprowadzenie ordynacji. Chrześcijanie zostali podzieleni na duchownych i laików - przedtem wszyscy byli na równi, jednocześnie będąc braćmi i kapłanami przed Bogiem.

220 r. - Przyjęto dogmat o konieczności pewnych czynności kościelnych, niezbędnych do zbawienia.

250 r. - Wprowadzono naukę o wiecznych mękach.

312 r. - Bitwa pod mostem mulwijskim. Chrześcijaństwo staje się jedną z religii państwowych pogańskiego Rzymu. Powstanie instytucji Kościoła Katolickiego. Początek prześladowania i mordowania niechrześcijan.

321 r. - Cesarz Konstantyn nakazuje święcić niedziele zamiast dotychczasowej soboty (na pamiątkę zmartwychwstałego rzymskiego boga Mitry).

325 r. - Cesarz Konstantyn na soborze nicejskim ustanawia kanon "Pisma Świętego" i "Dwójcę Świętą" awansując Jezusa do miana Boga. Jezus z Betlejem ma zastąpić dotychczas czczonego Mitrę.

330 r. - Wprowadzenie czczenia zmarłych "świętych" i ich relikwii.

360 r. - Wprowadzenie zwyczaju czczenia aniołów.

381r. - Do obowiązującej dotychczas konstantynskiej "Dwójcy Świętej" cesarz Teodozjusz dołączył trzecią osobę tzw." Ducha Świętego". Działo się to na soborze w Konstantynopolu.

431 r. - Wyrażenie Xristo Tokos - Matka Chrystusa - zostało zastąpione na Teo Tokos - Boga Rodzica.

449 r. - Papież Leon I wprowadza prymat biskupa Rzymu.

539 r. - Ustanowiono władzę papieży oraz ofiarę mszy świętej.

VI wiek - Chrześcijański filozof Boethius, pisał: "Kobieta jest świątynią zbudowaną na bagnie". W VI wieku na soborze w Macon biskupi głosowali nad problemem, czy kobiety mają dusze, a w X wieku Odo z Cluny głosił: "Obejmować kobietę to tak, jak obejmować wór gnoju..."

593 r. - Papież Grzegorz I wprowadził wiarę w czyściec, dla uzdrowienia finansów kurii rzymskiej poprzez sprzedaż odpustów od kar czyśćcowych.

600 r. - Wprowadzenie "godzinki" do M.B. oraz łacinę do liturgii.

715 r. - Wprowadzono modlitwy do Marii Panny oraz świętych.

726 r. - W Rzymie zaczęto czcić obrazy.

783 r. - Nastał zwyczaj całowania nóg papieża.

813 r. - Ustanowiono Święto Wniebowzięcia N.M.P.

993 r. - Papież Leon III zaczął kanonizować zmarłych.

1000 r. - Ustanowiono Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny.

1015 r. - Wprowadzono przymusowy celibat dla duchownych, aby rozwiązać problem przejmowania spadków przez ich rodziny. Dotąd duchowni mieli żony i dzieci.

1077 r. - Papież Grzegorz VII ustanowił "klątwę".

1095 r. - Papież Urban II wezwał rycerzy Europy do zjednoczenia i marszu na Jerozolimę. Zainicjował w ten sposób pierwszą wyprawę krzyżową.

1099 r. - Masakra Muzułmanów i Żydów w Jerozolimie. Kronikarz Rajmund pisał: "Na ulicach leżały sterty głów, rąk i stóp. Jedni zginęli od strzał lub zrzucono ich z wież; inni torturowani przez kilka dni zostali w końcu żywcem spaleni. To był prawdziwy, zdumiewający wyrok Boga nakazujący, aby miejsce to wypełnione było krwią niewiernych".

XII wiek - Uczony i filozof, święty Tomasz z Akwinu głosił, że zwierzęta nie mają życia po śmierci ani wrodzonych praw, oraz że "przez nieodwołalny nakaz Stwórcy ich życie i śmierć należą do nas".

1116 r. - Sobór Laterański ustanowił spowiedź "na ucho".

1140 r. - Ułożono i przyjęto 7 sakramentów świętych.

1204 r. - Zaczęła działać Święta Inkwizycja. Słudzy Kościoła zamęczyli lub spalili żywcem setki tysięcy ludzi. Piece służące do palenia ludzi, takie jakie były budowane w XX w. przez nazistowskich Niemców, po raz pierwszy stosowane były przez chrześcijańską inkwizycję.

1204 r. - Papież Innocenty III wysłał armię krzyżowców do Konstantynopola. Żołnierze Chrystusa zdobyli Konstantynopol, z zaciekłością grabiąc i mordując mieszkańców. Następnie splądrowali i spalili miasto. Według relacji kronikarza Geoffrey'a Villehardeuin'a, nigdy przedtem, od stworzenia świata, nie wywieziono z miasta tylu bogactw.

1208 r. - Innocenty III zaoferował każdemu, kto chwyci za broń, oprócz prolongaty spłat i boskiego zbawienia, również ziemię i majątek heretyków oraz ich sprzymierzeńców. Rozpoczęła się Krucjata Albigeńska, której celem było wymordowanie Katarów. Szacuje się, iż Krucjata Albigezjańska pochłonęła milion istnień ludzkich, nie tylko Katarów, ale dotknęła większą część populacji południowej Francji.

1229 r. - Papież Grzegorz IX zakazał czytania "Biblii" pod sankcją kar inkwizycyjnych.

1231 r. - Nakaz papieski zalecał palenie heretyków na stosie. Pod względem technicznym pozwalało to uniknąć rozpryskiwania się krwi.

1244 r. - Na soborze w Narbonne zdecydowano, aby przy skazywaniu heretyków nikogo nie oszczędzano. Ani mężów ze względu na ich żony, ani żon ze względu na męża, ani też rodziców ze względu na dzieci. "Wyrok nie powinien być łagodzony ze względu na chorobę czy podeszły wiek . Każdy wyrok powinien obejmować biczowanie".

1263 r. - Zatwierdzono przyjmowanie komunii pod jedną postacią.

1264 r. - Ustanowiono uroczystość Bożego Ciała.

1275 r. - Pojawiły się dyskusje na temat płacenia daniny. W odpowiedzi papież ekskomunikował całe miasto - Florencję.

XIV wiek - Wybucha epidemia czarnej śmierci. Kościół wyjaśniał, że winę za ten stan rzeczy ponoszą Żydzi, zachęcając przy tym do napaści na nich.

1311 r. - Papież Klemens V jako pierwszy ukoronował się potrójną koroną władcy.

1377 r. - Robert z Genewy wynajął bandę najemników, którzy po zdobyciu Bolonii ruszyli na Cessnę. Przez trzy dni i noce, począwszy od 3 lutego 1377 roku, przy zamkniętych bramach miasta, żołnierze dokonali rzezi jego mieszkańców. W 1378 roku, Robert z Genewy został papieżem i przyjął imię Klemensa VII.

1450-1750 r. - Okres polowania na czarownice. Straszliwymi torturami zamęczono setki tysięcy kobiet posądzanych o czary.

1484 r. - Papież Innocenty VIII oficjalnie nakazał palenie na stosach kotów domowych razem z czarownicami. Zwyczaj ten był praktykowany przez trwający setki lat okres polowań na czarownice.

1492 r. - Kolumb odkrył Amerykę. Inkwizycja szybko postępuje śladami odkrywców. Tubylców, którzy nie chcieli nawrócić się na wiarę chrześcijańską, palono na stosach.

1493 r. - Bulla papieska uprawomocniła deklarację wojny przeciwko wszystkim narodom w Ameryce Południowej, które odmówiły przyjęcia chrześcijaństwa.

1563 r. - Ustalono, ze tradycja Kościoła jest ważniejszym źródłem objawienia od Słowa Bożego.

1572 r. - We Francji 24 sierpnia w masakrze znanej pod nazwą Dnia Świętego Bartłomieja zamordowano 10 000 protestantów. Papież Grzegorz XIII napisał potem do króla Francji Karola IX: "Cieszymy się razem z tobą, że z Boską pomocą uwolniłeś świat od tych podłych heretyków".

1650 r. - W Nowej Anglii prawnie zakazano noszenia ubrań z "krótkimi rękawami, gdyż mogłyby zostać odsłonięte nagie ramiona". Chrześcijanie zaczęli uważać, że wszystko, co zwraca uwagę na świat fizyczny jest bezbożne.

1852 r. - Wprowadzono nabożeństwo majowe do N. M. P.

1854 r. - Wprowadzono dogmat o tzw. Niepokalanym Poczęciu N.M.P.

1855 r. - Sprzeciw Kościoła wobec Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Kościół głosił: "Wolność to bluźnierstwo, wolność to odwodzenie innych od prawdziwego Boga. Wolność to mówienie kłamstw w imię Boga". Wcześniej, do Kongresu Stanów Zjednoczonych, Kościół wniósł projekt ustawy zabraniającej wydobywania z łona ziemi ropy naftowej, którą Bóg tam umieścił, aby czarci w piekle mieli czym pod kotłami palić.

1870 r. - Wprowadzono dogmat o nieomylności papieża.

1950 r. - W petycji do Watykanu, Katolicy proszą o dogmatyzację fizycznego wniebowzięcia Maryi. W odpowiedzi Watykan uchwala dogmat o wniebowzięciu N.M.P., choć w Ewangeliach nie ma o tym słowa.
1962 r. Papież Jan XXIII wydaje dokument
"Instructio De Modo Procendendi In Causis
Sollicitationis" zakazujący ujawniania przypadków
pedofilii wśród księży pod groźbą klątwy. Dokument
nakazuje skłanianie ofiar do milczenia, także pod
groźbą klątwy. Innymi słowy, jeżeli rodzice
zgwałconego dziecka chcą ujawnić przestępstwo,
wówczas grozi im (oraz dziecku) klątwa i wydalenie
z kościoła.  

1965 r. Dopiero w 1965 roku kościół unieważnił
potępienie Galileusza.  

1968 r. Papież Paweł VI ogłasza encyklikę "Humanae
vitae", z której skutkami rodziny katolickie
borykają się do dzisiaj. Jedynymi środkami
regulacji urodzin dopuszczonymi przez kościół pozostaje
wstrzemięźliwość płciową i metoda kalendarzyka, a
każdy stosunek płciowy ma mieć na celu poczęcie
życia. Encyklika papieska nie przeszkadza jednak
Watykanowi w posiadaniu udziałów i czerpanie
zysków z produktów firmy "Instituto Farmacologico
Serono", którą wypuszcza na rynek niezwykle
dochodowy środek antykoncepcyjny o nazwie
"luteolas".  

1971 r. FBI wpada na trop sfałszowanych przez
nowojorskich gangsterów papierów wartościowych na
sumę 14 milionów dolarów. Odbiorca okazuje się Bank Watykański. FBI ustala, ze był to zabieg próbny przed docelowa operacja na kwotę 1 miliarda dolarów.  

1977 r. Papież Pawel VI wyjaśnia, ze kobieta ma
zakazany wstęp do kapłaństwa, ponieważ "nasz Pan
był mężczyzna".  

1978 r. Papieżem zostaje Albino Luciani , człowiek
niezwykle skromny,postępowy i uwielbiany przez
masy , którego pontyfikat trwał tylko 33 dni.  
Zgadzał się na stosowanie środków
antykoncepcyjnych, dopuszczał kapłaństwo kobiet,
sprzeciwiał się celibatowi.  
Postanawia zniszczyć mafijne struktury
watykańskich finansów, a następnie oczyścić
Watykan i Kościół z oszustów i aferzystów. Sporządza listę 121 purpuratów watykańskich do natychmiastowego zdymisjonowania.
Tuz przed rozpoczęciem zaplanowanych czystek
umiera 28 września po "zjedzeniu niestrawnego
posiłku" (zostaje otruty). Nie przeprowadzono
sekcji zwłok. Jego testament ginie w tajemniczych
okolicznościach.
Cytaty:

"Kościół Rzymski nigdy nie pobłądził i po wszystkie czasy w żaden błąd nie popadnie". "Dictatus Papae" papieża Grzegorza VII (1073-1086).

"Używajmy papiestwa teraz, gdy Bóg nam go dał".

"Patrzcie, co bajka o Jezusie Chrystusie dla nas zrobiła". Papież Leon X.

"Kościół Rzymskokatolicki przelał więcej niewinnej krwi, niż jakakolwiek inna instytucja". W. E. H. Lecky

0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

ASTROLOGICZNA INTERPRETACJA BIBLII2009-11-28

http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,240825

0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

BISKUP HLOND2009-11-19

Tuż przed marszem na Wschód, generał jezuitów,
Ledóchowski
Włodzimierz, hrabia (1866-1942) [_5_] prowadził
rozmowy o współpracy
zakonu jezuitów z hitlerowskim wywiadem, które
służyły przygotowaniom
do wojny przeciwko ZSRR. O tym "czarnym papieżu"
pisał wysoki oficer
gestapo, Wilhelm Hoettl (Walter Hagen): "Już w
roku 1940 grupa
uczestników niemieckiego wywiadu podjęła
pierwszą próbę, mającą na
celu skłonienie Watykanu do pośrednictwa
pomiędzy Niemcami a
mocarstwami zachodnimi.. Pełnym zrozumienia
rzecznikiem tych planów
był generał zakonu jezuitów, hrabia
Włodzimierz Halka von
Ledóchowski."

Prymas Polski, kardynał August Hlond (1881-1948)
był jednym z
pierwszych, którzy uciekli z kraju po napaści
Hitlera [_6_]. 14
września 1939 przekroczył granicę
polsko-rumuńską, a następnie po
trzech dniach wyjechał do Rzymu. Jego dezercję
usprawiedliwia się
rzekomym zamiarem przedstawienia Piusowi XII
tragedii ludności
polskiej. Papież nie był jednak zadowolony z
wyjazdu Hlonda. Ppłk
Marian Romejko, polski attache wojskowy przy
Kwirynale, nie kryjąc
zdziwienia zachowaniem Hlonda, pisał w swoich
wspomnieniach:.
"Zazwyczaj, w najgorszych nawet sytuacjach
wojennych, duszpasterze i
lekarze pozostawali przy chorych na duchu i
ciele..." W czerwcu 1940
r. przybył do Lourdes. W lutym roku 1944
aresztowany przez gestapo
został wywieziony do Paryża. Hitlerowcy
proponowali mu współpracę,
którą rzekomo odrzucił. Ale w Paryżu
zachowanie Hlonda było odbierane
dwuznacznie. Prasa francuska ujawniła fakty
świadczące o jego
kontaktach z gestapo. [_7_] Miał otrzymywać
spore subwencje za
pośrednictwem księdza Filipiaka, wypłacane
przez gruppenführera SS,
Fischera.

0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu

Strona 1 z 7
Poprzednia | Następna
Rozrywka Dowcipy Horoskop Znaczenie imion Znaczenie snów Darmowe Blogi Tapety na pulpit Opisy na GG Gry online Cytaty Życzenia
Ogłoszenia Praca Zdrowie Nieruchomosci Edukacja
Biznes Katalog firm Oferty sprzedaży Oferty kupna