| ||
| To jest coś innego... Żartobliwe, może i sprośne a na pewno niecenzuralne... Bajki raczej nie dla dzieci:) |
| ||
a,to było tak... Gdy wszyscy zebrali się tłumnie,bo im się nudziło,wszedł wtenczas Jezus na kozę,ale spadł.Nie poddał się jednak i uparcie szukał miejsca,z którego mógłby widzieć wszystkich i samemu bedąc widzianym.Wtedy,dostrzegł Maryję,która schylała się ku ziemii,zbierając dzdżownice na wieczorne łowy.Wspiął się ,więc Jezus na jej plecy i pyta: -czy,Wy wiecie kim ja jestem? Nikt,jednak nie zareagował,więc powtórzył pytanie: -czy,Wy wiecie kim ja jestem? -wiemy,wiemy.Ty jesteś ten hydraulik,zdaje się?!-odparł Barabasz Podirytowany Jezus powtórzył pytanie: -czy Wy wiecie.kim ja jestem? -Jasne,Tyś jest Cieślik,syn starego Cieśli!-odparł Paweł,syn Jakuba -jam jest Jezus!-przyznał się w końcu -a,faktycznie!To co,zamienisz nam tu wodę w wino,bo suszy?-spytał Piotr,zwany Kalfaszem -tak,chcemy wina!Chcemy wina!-podchwycił temat Łazarz,zwany też Łajzą -nie po to do Was przybywam...-odparł Jezus -to,po cholerę żeś tu przylazł?!-spytał Piotr,dla zmylenia zwany Mateuszem -przybywam do Was,aby opowiedzieć Wam o moim ojcu,który jest w niebie! -to,nie będzie winka?-próbował upewnić się Barabasz -dzisiaj moi bracia,chcę Wam przekaząć,jak można trafić do królestwa bożego! -czyli,nie będzie winka!-zdenerwował się Barabasz -do dupy z taką robotą!-krzyknął Mateusz,zwany Pawłem Nagle,wszyscy odwrócili się i poszli w stronę baru. -moi bracia,co Wy robicie!-denerwował się Jezus,ale nikt go już nie słuchał... Oto słowo Puka...
O czym mówi nam dzisiejsza ewangelia? Otóż ewangelia ta mówi nam,jak krótkie i nieprzewidywalne jest ludzkie życie.Jednego dnia beztrosko grzebiemy sobie w śmietniku,a następnego już nie grzebiemy. Tak,człowiek nie potrafi docenić tego co najważniejsze i wydaje mu się,że suszona marchewka,to coś,co w życiu go uszczęśliwia.Nie wie,że życie samo w sobie jest wartością. Wymyśla,więc bomby,które nie tylko zabijają człowieka,ale rzucone w las łamią drzewa i powalają grzyby.Nie bądżmy obojętni,nie pozwólmy,aby Australijczycy mówili nam,jak mówi się w Australi.Nie dajmy się mamić i wykorzystywać!
Puk zapłać wszystkim,za datki na nasz kościółek... | ||
| 0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
Dawno,dawno temu,pewien mały natrętny komar latał sobie wkurwiając lwa.. -spierdalaj stąd łajzo,idż sobie żonę bzykać,nie mi pod nosem!-krzyknął lew -okres ma,więc Ciebie powkurzam!-odparł komar Komar spełnił obietnicę,jaką złożył niegdyś umierającemu karpiowi i faktycznie uczepił się lwa. -jak ci zaraz przypierdolę,to ci beret spadnie!-straszył lew Komar,nic sobie z tego nie robiąc,wciąż bzykał nerwusowi przed nosem,nucąc sobie starą,zapomnianą melodię:: tę pszczółke,którą tu widzicie zowią Mają,Maję wszyscy znają i bzykają... Wyprowadzony z równowagi lew,zaczął wynmachiwać lapami.Najpierw :lewa,lewa,prosta.Następnie:lewa,lewa,hak.Na nic się to zdało.Wszystkie ciosy lądowały na jego własnym ryju.Nie poddawał się jednak,bo to twardy zawodnik był.Kiedyś występował na olimpiadzie zimowej,gdzie służył za krążek hokejowy.W jednej chwili zaserwował komarowi kolejna kombinację:lewa prosta i prawy sierpowy.Lew zalał się krwią.Wyglądał,jak Gołota po walce z Adamkiem.Dobrze,że nie walczył z Andrzejem Najmanem,bo ten wbiłby go w ziemię.Mimo strat własnych i chwilowej utraty przytomnośc,lew poczuł chwilę chwały.Chwilę,ghdyż komar stracił się na moment.Akurat przypomniało mu się,że ma niezpłacony rachumek za prąd i skoczył sobie na pocztę.Najszybciej,jak mógł powrócił,coby podenerwować lwa.To już taka natura komarów,podobnie,jak u Fok... -i co,podobno twardy jesteś,hłehłe!zasmiał się komar Lew ponownie zaczął się miotać,wyzywając przy tym komara od kutasów złomanych,ale na nic się to zdało.Jego ryk stawał się bardziej donośniejszy,nawet szyszki z drzewa pospadały,ale i tak komar,wciąż udowadniał,że ma to gdzieś. -no i co,pokonałem cię,ty królu dżungli od siedmiu boleści.Powiedz,więc teraz wszystkim,że ja tu rządzę.Na początek,możesz jako mój sługa wyczyścić mi buty-zaczał cwaniakować komar. Wówczas lew,doprowadzony do furii,wyciągnął z kieszeni Raid w sprayu i fuknął nim komarowi prosto w oczy.Ten chwycił się za nie,kompletnie tracąc kurs w locie.Nadomiar złego,była mgła,która całkowicie ograniczyła mu widoczność.Zahaczył więc najpierw skrzydłem o szczyt drzewa,rozbijając się następnie o paproć leśną.Nie było wybuchu.Komar wpadł w pajęczynę,co zamortyzowało nieco uderzenie.Teraz,już wiedział,że to ruskie podały mu nieprawidłowe współrzędne,a ataki na prezydenta,tylko zaostrzyły klimat.W tym momencie,nie miało to jednak wiekszego znaczenia.W jednej chwili bowiem pojawił się przed nim pająk,na plecach miał krzyż. -o ja pierdolę,przyszedł mnie nawracać!-załamał się komar -nie stary,za to,że walczyleś z krzyżem stojcym pod pałacem prezydenckim zostaniesz stracony i strawiony! -no co ty,dlaczego,przecież to barbarzyństwo!-spanikował komar -barbarzyństwo,to było,jak się z moherowych berecików śmiałeś gnido! Pająk zeżarł komara,a że był głodny,to i lwa... konec Morał bajki jest taki,że lepszy wróbel w garści,niż kaczor premierem... | ||
| 0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
A,to było tak... Gdy tylko Foczka poznała naiwnego Sławka,natychmiast zaczęła go nagabywać co do konieczności zawarcia związku małżeńskiego.Sławek migał się,jak mógł,bo wstyd było żenić się z kobietą,która zrabiała na życie,tańcząc z odkurzaczem w nocnym klubie.W końcu Foczka zagrozila,że jak za nią nie wyjdzie,to zje jego młodszego brata.To był argument,ktory przekonał przyszłego pana młodego. Weselisko było huczne,że hey!Najpierw tato pana młodego wystrzelił z dubeltówki w żonę,a póżniej sobie w łeb.Tym samym zmył częściowo hańbę,jaką okryła ich rodzinę synowa.Rozwścieczona Foczka zeżarła cały tort urodzinowy i wraz z nim wszystkich weselników. Obecnie,Foczka waży 6 ton i przy jej dożywianiu zatrudniontych jest 120 pracowników.Sławek dowozi jej każdego dnia kapustę,a ona wciąż obrasta tłuszczem. Czasami jej brzuch służy reżyserom za plan filmowy.Sam,również w jednym z nich wystąpiła,jako nowa planeta układu słonecznego. Każdego roku organizowany jest wyczerpujący bieg maratoński,gdzie zawodnicy muszą okrążyć Foczkę.
A,teraz przeprowadżmy krótką rozmowę z wybitnym seksuologiem Lwem Starowiczem. -dzień dobry panie...Lwie! -dzień dobry ! -rozmawiamy dzisiaj na temat fenomenu,jakim jest tłuścioch,zwany Foczką,czy mógłbym w związku z nią zadać kilka pytań panie,,,Lwie?! -tak proszę... -no więc,kto nadał panu takie głupie imię? -rodzice. -pijani byli? -Nie wiem,nie pamiętam... -czy zwracali się do pana poprzez "Lwiątko'?! -przepraszam,ale mieliśmy rozmawiać o Foczce,zdaje się?! -ano tak.Proszę mi więc powiedzieć,czy nieposkromione łakomstwo Madzi,może mieć związek z jej nieodwzajemnionym pociągiem do mężczyzn? -Zdecydowanie tak.Przypomnijmy sobie,iż Madzia ma za sobą wiele nieudanych związków.które zawsze kończyły się odrzuceniem jej przez partnerów. Najpierw skrzywdziła proboszcza w swojej parafii,doprowadzając go do ciężkiej depresji.Po tym incydencie nastąpił dwumiesięczny romans z wożnym Leonem. -przypomnijmy,iż wożny Leon,był alkoholikiem! -tak,to prawda.W dodatku,podczas gdy zawierali znajomość,właśnie rozpoczynał tak zwane manewry.Po dwóch miesiącach przerwał je,gdyż wątroba odmówiła posłuszeństwa i wtedy po raz pierwszy zobaczył Madzię będąc trzeżwym.Nie był przygotowany na taki wstrząs i tylko cudem przeżył to rozczarowanie.Od tamtej pory definitywnie przestał pić.Założył nawet fundację na rzecz poszkodowanych przez Foczkę. -czyli,że to frustracje na tle seksualnym doprowadziły do tego,że Madzia obecnie wcina wszystko,co nie ucieka. -niewątpliwie tak! -czy mógłby pan jakoś jej pomóc? -niestety,ale jestem bezradny... -no tak,nawet szczyt osmiu najbogatszych krajów świata,nie przyniósł rozwiazania tej kwestii. -dokladnie,to bardzo trudny orzech do rozgryzienia.Osobiście,dla dobra ludzkości,skłaniałbym się ku utylizacji Foczki.Najlepiej zrobić to,jak najszybciej,coby ukrócić jej szkodliwą działalność. -No cóż,nie trudno się z panem zgodzić... A,naszym gościem był Lew Starowicz.Podziękujmy mu brawami... | ||
| 0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
Dawno,dawno temu...Ups!To nie tak miało być... Zacznijmy jeszcze raz: Dawno,dawno temu żyłem sobie ja (no i odrazu lepiej brzmi!).Od dwóch już tygodni czekałem z niecierpliwośćią na dzień świętego Walentego.Nie,żebym darzył ten dzień jakimś sentymentem,bo co mnie tam jakiś Walnięty obchodzi,no ale,tak się składalo,że moja dziewczyna miała bzika na punkcie Nestlika i tego właśnie święta.No coz normalna nie była,ale i tak najlepsza partia we wsi. Moich ciągłych nalegań nie było końca.Prosiłem,błagałem,piekłem pączki.Dwoiłem się i troiłem,wszystko na nic.Twarda sztuka była trzeba przyznać,no ale moja wina,że zachciało mi się Foczki.Ona,wciąż nie pękała i za żadne skarby,a prponowałem nawet oddać jej nowy dzwonek od rowera,nie chciała mi oddać swojej niewinności.Skandal,ale co zrobić?! Nie miałem zamiaru się poddawać i postanowiłem walczyc o swoje i,gdy tak kolejny raz przystępowałem do ataku,ona w znany mi już sposób,po raz kolejny odrzuciła moje zaloty.Rozpłakałem się więc,bo metody "na litość",jeszcze wcześniej nie próbowałem.No i chyba poskutkowało,dlatego postanowiłem,że teraz zawsze będę płakał w towarzystwie dziewczyn.Gdy,tak wykręcałem szóstą już chusteczkę z łez,ona oznajmiła mi: nie rycz mały nie rycz,ja znam te Wasze numery.Twoje łzy lecą mi na koszulę z napisem:"zgadzam się,ale za dwa tygodnie".Rozpłakałem się jeszcze bardziej,bo nie wiedziałem dlaczego dopiero za dwa tygodnie.Zabełkotałem więc z żalem w głosie:"ale dlaczego dopiero za dwa tygodnie,przecież lepiej byłoby dzisiaj,no a za dwa tygodnie możemy powtórzyć,no i kilka razy w między czasie.Zresztą,za dwa tygodnie,to Ty już możesz zmienić nazwisko z Fotzka i wyjechać do Niemiec..." -nic się nie martw,nie zmieniam nazwiska!-zapewniała -taa,jasne!Sam widziałem,jak ten Komenda za Tobą gały wytrzeszczał.Coś mi się zdaje,że będę mu musiał michę obić?! -sam się klupnij w łeb,a ja zdania nie zmienię.Jak będziesz grzeczny,to 14 lutego dostaniesz,to o co prosisz i prosisz i prosisz... -no już skończ,zrozumiałem,co mi chcesz powiedzieć.Tylko,że niedawno mówiłaś,że za dwa tygodnie,a do 14-stego mamy 15 dni!To są więcej niż dwa tygodnie,ktoto widział tak długo czekać! -jejku,jakoś wytrzymasz! -a,nie lepiej dzisiaj?Wiesz ,akurat mi stoi,a przez te dwa tygodnie,to może zdążyć opaść?! Kuffa,znowu grochem o ścianę,kolejny mądry argument przepadł. -no,ale dlaczego akurat 14 lutego.przecież 1 luty ładniej brzmi?-spytałem -bo 14 lutego,jest dzień zakochanych! -ale,ja Cię dzisiaj też kocham,a poza tym,kto wymyślił taką durną datę?!Pierwsz,drugi luty,to jeszcze rozumiem,ale żeby czternasty?Przecież,to masakra jakaś! Po raz kolejny nie udało mi się jej przekonać.Dobrze,że chociaż ten 14 luty pozostał w mocy. Czekałem i czekałem.Te dwa tygodnie zdały się być wiecznością.Bałem się już momentami,że nie dociągnę do tej odległej daty.Bądż co bądż dwudziestka na karku,serce już po sześciu zawałach...właściwie,wszystko zdarzyć się może... Próbowałem w tym czasie brać sprawy w "swoją rękę",ale ile można jeżdzić na ręcznym?! W pewnym momencie,to nawet "Kubuś",jakby się na mnie obraził.Nie wiem,może go za bardzo szarpałem.Dopiero opowieściami,co się stanie 14 lutego udało mi się go obłaskawić.Znowu się rozpromienił i nbrał ochoty do życia.Wspolnie uznaliśmy,że należy przed tym czternastym dużo poćwiczyć.Po kilku dniach uzbierało się bnam tyle nasienia,że mogliśmy śmiało zabrać się za tapetowania pokoi.Nie to,jednak było naszym celem.Stawka była wyższą,musieliśmy w dwa tygodnie przygotować perfekcyjną formę.Nadal więc ciężko pracowaliśmy,nieoszczędzając się ani przez moment.Po 12 dniach mieliśmy materiału tyle,że starczyłoby na wytapetowanie kilku domów.Cel został osiągnięty,byliśmy przygotowani na każde wyzwanie. W końcu zawitał 14 luty-dzień zwycięstwa!Poranek przywitał nas lekkim zachmurzeniem z tendencją do poprawy,no i c*** z tym.kogo to w ogóle by obchodziło.Dzisiaj najważniejsze było to,że przyjdzie do mnie moja dziewczyna i będę mógl ją rozfoczyć.Byłem już zwarty i gotowy,nikt i nic nie mogło mi tego odebrać.Tak,to był mój dzień... Zgodnie z umową,przedzwoniłem do niej w puknt17-sta: -po co dzwonisz,nie tak się umawialiśmy!-odrzekła Mocno ściskając słuchawkę,w pełnym podnieceniu,drównującym jedynie moheroej głupocie odparłem: -eeeeheee,aleee chatę mam już wolną i możesz już przyjść...-wyjąkałem Odpowiedziała,że przyjdzie za godzinkę,jak tylko przejrzy czarną skrzynkę.Kazała mi się przygotować,obiecując jednocześnie,że przestanie rymować.I dobrze,bo zaczeł mnie to już denerwować... Poszedłem wziąć sobie zimny prysznic,bo już mocno rozgrzany byłem.Przy okazji stoczyłem męską rozmowę z kubusiem,coby mnie nie zawiódł i nie wywinął mi jakiego numeru.Trochę go postraszyłem i kilka niemiłych słów padło,ale wolałbym o tym nie mówić.Szybko się pogodziliśmy,w końcu zmierzaliśmy do tego samego celu. Nadeszla wiekopomna chwila,zadzwonił dzwonek u drzwi.Dziwne,to trochu było,bo nie mam dzwonka,no ale mało ważne...Otworzyłem wrota mego domu,a przede mną staneła ONA... Wyglądała wyjątkowo interesująco i zmysłowo.Obcisła sukienka ukazywała jej zgrabną sylwetkę.Jej doskonale opalone nogi,idealnie kontrastowały z bladością na mojej twarzy.Spojrzałem w jej oczy,te żarzące się kurwiki prześladują mnie po dzień dzisiejszy.Ciarki mnie przeszły po plecach,więc na wszelki wypdek zmieniłem punkt zaczepienia i skierowałem swój wzrok na usta. - o kuffa!-szepnąłem Cóz to były za usta,wargi wręcz stworzone do pieszczot.Nie miałem wątpliwość,że właśnie stoi przede mną bogini orgazmu.Jej usta rozchyliły się delikatnie tworząc jakąś informację werbalną.Nie wiem jaką,bo właśnie straciłem przytomność... Ocknąłem się leżąc na własnym łóżku: -więc,to tylko sen?!-pomyślałem Jednak,to nie był sen,gdyż zobaczyłem krzątającą się po pokoju Foczunię.Zauważyła,że się pozbierałem: -trochu osłabłeś,więc Cię tu przyciągłam,no i trochu się rozgościłam... -ale,nie jesteśmu już "po"?!-zapytałem zaniepokojony -wręcz przeciwnie,dopiero wszystko przed nami... -uff-odetchnałem z ulgą Rozejrzałem się do okoła,zupełnie,jak w moim mieszkaniu?!Ano tak,to było przecież moje mieszkanie...Pokój rozświetlała jedna lampka stojąca na stoliku.Wydobywała z siebie zielone światło.Obok lampki nocnej,stał jakiś jabol,bądż inne markowe wino.Nie było już pełne,ale to dlatego,że rozlane już częściowo zostało do dwóch szklaneczek.Zmierzyłem wzrokowo,czy ilość rozlanego winka zgadza się z ilością brakującego.Podejrzewałem,że Foczka mogła już coś wypić,gdyż powszechnia znana była jej słabość do mocnych trunków.Wyglądało,jednkak na to,że niczego nie upiła tym razem.Oprócz wymienionych rzeczy na stole jeszcze coś stało,ale nie zdążyłem zauważyć co.Wtedy ona podeszła do mnie i rozpaliła zapałkę: -o kuffa,sado-maso,będzie mi wypalać włosy z nosa!-wystraszyłem się. Niepotrzebnie jednak,bo chciała rozpalić świece,które stały za szklaneczkami z winem.Następnym ruchem wyłączyła światło bijące z lampki,teraz oświetlał nas tylko blask księżyca. -ale masz c***owe świeczki,znowu zgasły...rzekła. Po raz kolejny powtórzyła manewr z zapałką.Tym razem,wszystko skończyło się szczęśliwie: -amerykańskie,hehe-zażartowałem lekko zawstydzony. -to,może teraz mnie rozpalisz?-zażartowałem po raz kolejny,równie nieudanie. Po,tych dwóch nieudanych probach konwersacji,postanowiłem przez najbliższych chwil nic nie robić,a tylko obserwować.No i to był dobry pomysł,bo wyrażnie,to ona chciała być tą stroną dominującą. Usiadła na mnie,opierając swoje pośladki na moich udach.Wszystko to rozgrywało sie w pobliżu zamieszkiwania mojego Kubusia.Nic więc dziwnego,że nie przeszło to niezauważalne przez jego osobę.Natychmiast poczułem jego poruszenie.Chłopak wyrażnie się pobudził próbując przebić się przez moje spodnie i jej figi.Wysiłek okazał się być daremny,choć stale ponawiał próby.Moje dłonie pochwyciły ją za bioderka,ale zostały natychmiast skarcone.Foczka,nie chciała,żebym ją dotykał,co nie bardzo było mi w smak. Zabrała się za ściaganie ze mnie koszulki.Nagle pochyliła się mocno nade mną i wówczas niechcący(no dobra-chcący) zobaczyłem jej jędrne piersi.Nie założyła stanika.Mądra dziewczyna,nie tak jak ja.Wtedy,już wiedziałem,że niepotrzebnie zakładałem koszulkę,ale cóż,chociaż na sciągani stanika zaoszczędzimy czasu... Tymczasem,ona uporała się już z koszulką zabierając się za pieszczotliwe całowanie mojego torsu.Mocno wpiła palce w mój zarost,po czym zaczęła delikatnie muskać me ciało ustami,zjeżdżając nisko ku dołowi,aż po sam pępek.Nagle uchwyciła w zęby moj guzik od spodni i sporzała mi w oczy swym kuszącym wzrokiem.Drgałem już z podniecenia,ale końca emocji nie było widać.Uchwyciła szklaneczkę z winem dlikatnie rozlewając go po moim ciele.Następne,zaczęła je zlizywać z dużą dokładnością.I dobrze,bo nie lubię marnotrastwa... Częśc wina spłynęła w okolice gościa,co był juz i tak wyjatkowo pobudzony.Stał już w gotowości bojowej od dłuższej chwili i bałem się,że w końcu nastąpi przemęczenie materiału.Jak się pózniej okazało,jakoś sobie poradził... W większe zanipokojenie wprawiło mnie jej zachowanie,bowiem uchwyciła drugą szklaneczkę,ponownie rozlewając powolutku jej zawartość na mnie.Bałem sie,że jak tak dalej pójdzie,to nic dla mnie nie zostanie.Ona,jakby dostrzegajac moje obawy skierowała mój wzrok pod stolik.Stała tam jeszcze jedna butelka.Ten widok podziałał na mnie uspakajająco.Wyrażnie poprawił mi się humor,widząc,że o wszystko zadbała.Teraz mofgłem w spokoju poddać się pieszczotom. Wyprostowała się,dając mi tym samym sygnał,żebym sciagnął z niej sukienkę.Podniosłem się delikatnie,po czym zacząłem powolutku unosić ten zbędny kawałek takaniny,w górę.Robiłem,to z wielkim wyczuciem,głownie dlatego,że chciałem ją podotykać.Bądż co bądż,nie wiedziałem ,kieduy mi w końcu na to pozwoli,więc korzystałem z jej chwili nieuwagi. Przeciągnęłem sukienkę przez głowę i wyrzuciłem w najodlegleszy zakątek pokoju,tak aby nie przyszedł jej czasem do głowy pomysł z ponownym założeniem jej.Przed moimi oczami uakazały się dwa grejfruciki.Był,to piękny widok,trudny do opisania.Miała super ukształtowane piersi,okrągłutkie i lekko spiczaste.Nie mogłem się powstrzymać.Uchwyciłem ją za pośladki i podnosząc się do góry skierowałem usta w kierunku prawego bimbałka.Byłem już blisko celu,ale wtedy ona odepchnęła mnie i znowu leżałem -masakra!-pomyślałem. Pozostało mi czekać,co ona tam wykombinuje.Może,bym i z oczu wyczytał,co zamierza,ale była już prawie naga,więc jej oczy mnie mało interesowały.W tym momencie ona,wciąż siedząc na moich udach,potrząsnęła głową,robiąc z wcześniej poukładanych włosów mal;ą rozpierduchę.Dziwne,to dla mnie było,bo w żadnym pornosię jeszcze tego nie widziałem,mimo to wygladała coraz bardziej podniecająco. Nachyliła się nade mną i spojrzała mi prosto w oczy,swym wyzywającym wzrokiem.Nie wiem,kogo chciała zwyzywać,no ale takie sprawiała wrażenie... Powolutku zaczęła zjeżdżać ku dołowi.Czyniła to w mocno zwolnionym tempie,wciąż patrząc mi w oczy i delikatnie dotykając mnie sutkami.Gdy w końcu dotarła do spodni,nie byłem już pewien,czym spowodowana wilgoć w moich gatkach.Na szczęście był to skutek polewania mnie winem.Uchwyciła mój pasek u spodni i zaczęła go odpinać. -kuffa mać,po co zakładaem pasek!-pomyślałem,będąc wściekłym na siebie Ona,tymczasem powolutku się z nim rozprawiała,chyba bawiło ją moje zniecierpkliwienie.W końcu sobie z nim poradziła.Gdy już był rozpiety,delikatnie musnęła języczkiem po jego końcówce.Ciarki mi przeszły po plecach i zacząłem się martwić o moje serce.Trwało to wieczność,ale w końcu zabrała się za guzik od spodni i za rozpinanie zamka.Na całe szczęście,tutaj już się tak nie ociągała,dzieki czemu już po chwili ściągała ze mnie spodnie.Dobrze,że niebyły to ciasne dżinsy,bo by do rana sobie nie poradziła,a tak poszło dość gładko.Zostały jeszcze moje szpanerskie gatki w słoniki.Zbliżyła się do nich idąc wzdłuż moich nóg w pozycji na czworaka.Jej piersi falowały i coby znowu nie zasłabnąć sięgnąłem po otwartą butelkę z winem,biorąc kilka porządnych łyków.Była już nad moimi gatkami,zatrzymując się na chwilę.Spojrzała na mnie,a ja błagalnym wzrokiem poprosiłem o więcej.W końcu mnie posłuchała,bo ściągnęła tę ostatnią rzecz ze mnie.Teraz leżałem zupełnie nagi.Ona usiadła na Kubusiu i namiętnie zaczęła pięścić dłońmi swoje piersi.Takie wydarzenie,nie mogło przejść niezauważone przez Kubusia i nic dziwnego,że natychmiast zareagował.Próbował wejść do środka,ale postawiono przed nim przeszkodę.Niestety Foczka miała na sobie jeszcze majteczki.Oczywiście na ich ściągnięcie,wciąż nie dostawałem zezwolenia.Ależ,ona się nade mną znęcała... Pozostawało mi czekać,coż ona dalej będzie czynić.W sumie nic nowego,jeżeli chodzi o ten wieczór.Nagle,zaczęła się pochylać,zbliżając piersi do mojej twarzy.Ucieszyłem się,że w końcu przechodzimy do konkretów,ale radość okazała się zbyt wczesna.Wprawdzie udało mi się musnąć ustami,jej twardego sutka,ale trwało to krótko,bowiem sięgała ona w tym momencie po drugą butelkę wina.Spojrzałem,jak ją otwiera.Wówczas zrozumiałem,że to nie jest zwykłe wino,ale wino musujące.Przestraszyłem się więc,że zaraz dostanę korkiem w oko i będzie po zawodach.Zamknąłbym oczy,ale byłem zbyt podniecony i najchętniej,nawet bym nie mrugał.Akurat, na ironie losu,to jedno pozwalała mi czynić.Korek wystrzelił i poleciał w pizdu,chyba coś rozbił po drodze,ale c*** z nim.Patrzyłem teraz na nią i nic więcej mnie nie interesowało.Odchyliła głowę i podniosła butelkę w górę.Otworzyła usta i pochyliła butelczynę.Wino zaczęło wypełniać jej usta.Szybko się zaczęło przelewać.Teraz płynęło już strumieniami po policzkach,szyi,a nawet po piersiach.Wkrótce jej białe majteczki zrobiły się czerwone.W końcu nie wytrzymałem,miarka się przebrała.Trzeba było Foczce pokazać,kto tu nosi spodnie,a właściwie,kto je niedawno jeszcze nosił na sobie?!Byłem już tak napalony,że te gierki przestaly mnie bawić i najwyższy już czas był wziąć sprawy w swoje ręcę. -pomożecie obywatelu?-spojrzałem porozumiewawczo w stronę Kubusia. -pomożemy!-zdawać się krzyknął,równie zniecierpliwiony. Uniosłem się do góry,nie bacząc na nic i znajdując się już w pozycji siedzącej powliłem ją na plecy.Nawet nie protestowała,ale może wiedział,że nie ma to większego sensu.Teraz odezwał się we mnie zwierzęcy instynkt,a wszystkie hamulce się odblokowały.Natychmiast zająłem się zlizywaniem wina z jej bimbałków.Robiłem to bardzo dokładnie,tak aby żadna kropla się nie zmarnowała.Gdy już nic na nich nie zostało,ja wciąż je pieściłem ustami,tak na wszelki wypadek?!Ona trzymała mnie za głowę,a ja pieściłem jej stwardniałe sutki.W końcu przyszła kolej na policzenie się z niższymi partiami ciała.Teraz,ja sobie powolutku zbierałem nektar z jej ciała.Moje usta,nie ominęły żadnego zakątka,docierając w końcu do samych ud.Tam już wina,nie było wiele,ale widziałem,że przebywanie w ich okolicach sprawiało jej wiele przyjemności.Wiła się w podnieceniu,a ja odbijałem sobie,to co musiałem wczesniej przechodzić będąc w bezruchu.W końcu uchwyciłem jej majteczki w zęby.Były mocno nasączone winem,ale nie o wino tu chodziło.Teraz,to tylko chciałem je rozszarpać.Nie wiem,jak to zrobiłem,ale nawet mi się to udało zrobić,nie tracac przy temu zęba. Jej dech był coraz głębszy,z ust wychodziły lekkie pojekiwania.Czułem,jak przez jej ciał przechodzą dreszcze,jakby osiągała swój pierwszy szczyt.Jej reakcja dodała mi skrzydeł.Rozprawiłem się całkowicie z majteczkami,a moim oczom ukazała się delikatny irokersik.Położyłem się na niej i zatopiłem swe usta w jej wargach.Nasze języki wiły się między sobą,ściskając się mocniej raz po raz.No i akcja nabrała tempa.Ponieważ,zaraaz zacznie śię mecz,to szczgółów nie zdradzę.Zresztą za młodzi jesteście,żeby takie rzeczy czytać. Na zakończenie powiem tylko,że już po wszystkim,nie byłem taki pewien,czy to był jej pierwszy raz. -no Komenda,ja Cię zatłukę!-pomyślałem sobie
konec Morał jest taki,że jak Ci się nie chce pisać,to wybieraj krótkie opowieści! | ||
| 0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
Dawno,dawno temu pasł się na łące pewien koń.No i pasł się tak całkiem spokojnie nie podejrzewając nawet przez moment,że tuż obok mogą wylądować kosmici i go zgwałcić,tak jak,to robią z Foczkami.Może i dobrze,że się nad tym nie zastanawiał,a może na to liczył?! W każdym bądż razie kosmici nie wylądowali,ale przyszedł wilk.Wilk był bardzo łysy,włosków on nie nosił.Całą zimę łysy chodził,ale wiosny dożył,jakby kto miał jakie wątpliwości... Przyszła,więc ta łajza z lasu i jakaś głodna była.Wtedy to wilk zobaczył wielki zad konia,tłusty,choby od Foczki.Natychmiast mu ślinka spłynęła po nieogolonej brodzie.Niestety sam nie wiedział w tym momencie na co ma większą ochotę.Z jednej strony,nie jadł od miesiąca,bo akurat wypadł mu Ramadan,czy cóś..Z drugiej strony wilkowa też się ostatnio zbiesiła,a tyłeczek konia pięknie się prezentował w tym blasku słońca.Najlepiej byłoby najpierw konia zaliczyć,a póżniej zeżreć ciotę.Był,tylko mały problem,Koń wyglądał na kawał chłopa,a wilku od kiedy przestał brać sterydy mocno zmizernial.Do tego jeszcze te hemoroidy,o ktorych wolałby zapomieć... No,ale od czego ma wilk łeb.Własciwie,to tego nikt nie wiedział...No,ale wymyślil w końcu fortel.Podszedł więc do konia,ni to przypadkiem wygwizdując sobie starą,zapomnianą melodię "kiedy byłem małym chłopcem,hey".Koń spojrzal się dyskretnie na świra,ale nie zareagował.W końcu wilk udając zaniepokojenie zagadał: -oj,biedny koniku,coś blado wyglądasz,stolec był dzisiaj? Koń spojrzał na śmierdziela z nieukrywaną pogardą: -Taa,zaraz na Ciebie zrobię kloca... Wilk,jednak nie obrazil się,wciąż trzymając się swojej taktyki: -naprawdę żle wyglądasz.Wiesz mój dziadek był ginekologiem,może zajrzłbym Ci do jajek? Jakby nie było,to właśnie niedowład jajek jest najczęstszą przyczyną chorób serca,uszu,czy nawet zapalenia jelit. -A,mój dziadek był misjonarzem i nawracał żółwie ninja w Północnej Bułgarii,ale go murzyni zjedli... -a,co to ma do rzeczy?!-spytał wilk -nie wiem,ale skoro rozmawiamy o przodkach... Wilk zauważył,że znalazł głubszego od siebie,co nie było łatwą sprawą.Postanowił drążyć temat: -no,a kiedy ostatnio sobie te jajka myłeś? -no,jakoś zeszlej wiosny...-odparł koń -No widzisz,jak dobrze,że tu jestem.Akurat,przypadkiem mam ze sobą wiaderko z mopem.Zaraz Ci je elegancko przeszorujemy i będziesz,jak nowonarodzony! Wilk podszedł z wiaderkiem pod zad konia i podciagnął ogon,przkonując się po zapachu,że jajca musiały faktycznie długo być nieruszane.W tym momencie koń wystraszył się,że ktoś mu tam będzie szperał i ile miał się w kopytach przypierdolił wilkowi w szczęnę.Ten,jak z procy wyfrunął w powietrze.Zrobił kilka salt,ale sędziowie nie zaliczyli mu tego do łącznej noty.Liczyła się tylko odległość,choć i ta była imponująca.W końcu wilk wyladował,choć lądowania nie ustał,czym kompletnie pogrzebał swoje szanse na medal.Wtedy koń zapytał ironicznie: -sorki,może spróbujemy jeszcze raz? -nie dzięki,teraz to ja już wole sobiewłasne umyć. konec
A,morał jest taki,że jak idziesz na spacerek,to nie zabieraj wiaderek! | ||
| 1 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
Dawno,dawno temu żył sobie jeleń,który miał wspaniałe rozłożyste rogi ,szpanerski plecak z addidasa i w ogóle to był próżny,że hoho,klękajcie narody... Ilekroć gasił kaca w jeziorze,a dość często to robił od kiedy borsuk podwoił produkcję bimbru,zawsze podziwiał swoje odbicie w wodzie.: -ale jestem piękny.Normalnie,choby Przemek.Wszystkie Foczki na mnie lecą! Jak widać sodówka nieżle mu uderzyła w główkę,skoro śmiał porównywać się z Przemkiem.No,ale nie znęcajmy się nad nim.Już i tak był pokrzywdzony przez los,bo miał krzywy nos.Poza tym,nie zdawał sobie sprawy czemu,a właściwie komu zawdzięcza tak piękne poroże.Nikt go nie lubił,bo zawsze wpyychał się na krzywego ryja i przez to nikt mu nie zdradził,że do jego żony,kilka razy dziennie zakrada się zając.Właściwie,to nie tylko zając.Ruch,jak w rzymie był,można smiało powiedzieć. Głupek,jednak o tym nie wiedział i chodził se po wsi dumny z tego co ma na głowie,choć w samej głowie pustka.Najśmieszniejsze,że rogi te stały się przyczynkiem do jego wielkiej zguby.A to było tak:bociana kopnął szpak...Cholera coś pokręciłem...To inaczej było... To było tak:Pewnego dnia,gdy tak spacerował sobie po lesie (co robiła w tym czasie żona,to już wszyscy wiemy)zbierając maślaki na makaron,nagle doszedł go odgłos psiego ujadania. Ponieważ zawsze był strachliwy,to natychmiast wpadł w niewobrażalną panikę.Szybko wyzbierał wszystkie maślaki i zaczął spierdalać.Niestety w uciekaniu był równie dobry,jak w lóżku,więc momentalnie za jego plecami pojawiły się wściekłe jamniki włosiaste.Jeleń resztkami sił ścisnął jeszcze pośladki i ile tylko miał sił w nogach ruszył w pizdu.No i tak biegł i biegł,az w końcu jeb!Gamoń wleciał w jakieś zarośla,poroża mu się zaplątały między gałęziami,no i skończyła się ucieczka.A miał być,jak tygrys,jak Tomy lee Jones w Ściganym,a tu dupa.Wkrótce rozegrała się krwawa scena,o której lepiej nie mówić,bo zbyt wczesna pora jest.Jeleń próbował się jeszcze bronić,straszył jamniki tym,że zna chłopaków z Pruszkowa,ale na nic się to zdało. No i skończył się jego marny żywot.Zdradzała go żona,zdradziło go poroże i rządy Tuska...
konec
Morał bajki jest taki,że jak uciekasz w krzaki,to uważaj na robaki! | ||
| 0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
| 0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
Ksiądz Antoni W. były proboszcz parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w położonych na obrzeżach Olsztyna D. (diecezja warmińsko-mazurska), skazany na 3,5 roku wiezienia za płatny seks z 14-letnimi chłopcami. | ||
| 0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
http://www.bestgore.com/execution/five-people-witchcraft-suspects-slowly-burned-alive-in-kenya/ Makabryczne, potworne zbrodnie dokonywane na dzieciach w których "zamieszkał diabeł" dokonywane w Afryce przez przedstawicieli kościołów chrześcijańskich: ewangelickich, katolickich, chrystusowych w Polsce jak zwykle są tematem tabu. Podczas gdy najważniejsze agencje prasowe donoszą o przerażających, bestialskich mordach na bezbronnych dzieciach, w Polsce panuje zmowa milczenia. Jak zwykle tygodnik Fakty i mity stara się zdemaskować "oblicze miłości do Boga -źle pojętej". Marek Szenborn w artykule "dzieci diabła" , Fakty i mity nr 11, str.15 przytacza doniesienia Agencji France Press, The Assiociated Press i innych. | ||
| 0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
10. Sergiusz III (904-911) Od niego zanaczy się rządy pornokracji (tak, od tego "porno"), kiedy to przez kilka dekad papieże chodzili na pasku rzymskiego rodu Theophylacti. Nasz papież oprócz odbudowania Bazyliki Laterańskiej wsławił się tym, że miał romans z córką swoich protektorów. Owocem romansu miał być przyszły papież - Jan XI. 9. Paweł III (1534-1549) Jest polski akcent! Dzięki Pawłowi III, który był nie tylko opiekunem rzymskich prostytutek. Znany jest też z osobliwego sposobu prowadzenia dyskusji teologicznych. Gdy jedna z nich, z udziałem polskiego biskupa trwała za długo, papież nakazał zatłuc dyskutantów. Aha, poza tym, co chwalebne, uznał niedawno "odkrytych" Indian "prawdziwymi ludźmi". To mu się naprawdę udało.8. Aleksander VI (1492-1503) Papież zasłynął organizowaniem słynnych po dziś dzień orgii. Oczywiście, jak to orgie, musiały być odpowiednio zepsute. Jak wtedy, gdy kilkadziesiąt prostytutek szukało na posadzcie kasztanów (?) a papież i inni biskupi rzucali się na kobiety i... wiadomo. Służący liczyli liczbę orgazmów strażników Stolicy Piotrowej. To się nie mogło dobrze skończyć. Aleksander VI zakończył swój pontyfikat po zjedzeniu zatrutej potrawy. 7. Bendykt IX (1032-1048) Niech was nie zwiedzie długi okres pontyfikatu (papież wstąpil na Tron Piotrowy w wieku 20 lat!). Benedykt IX nie poświęcił go wyłącznie na studiowanie Biblii. Papież oddawał się zakulisowym intrygom, gdzie trup słał się gęsto, a oprócz mężczyzn i kobiet w różnym wieku przewinęły się również inne boże stworzenia. 6. Jan XII (955-964) Gdyby Mieszko I wiedział coś z tego, wolałby przejść na islam. Jan XII przeszedł do historii jako jeden z najbardziej nieświętych papieży. Już pal sześć wyświęcenie na biskupa 10-letniego chłopaka. Ale co powiedzieć o wykastrowaniu i własnoręcznym zamordowaniu kardynała? I to nie było jeszcze takie najgorsze. Ale to już przy omawianiu naprawdę największych grzechów. 5. Aleksander VI, numer drugi (1492-1503) Funkcjonuje w 4. Innocenty IV (1243-1254) Temu papieżowi historia zawdzięcza wydanie bulli, która zezwalała sądom kościelnym na stosowanie tortur wobec ludzi podejrzanych o herezję. Szybko zaczęło się jeje gorliwe stosowanie.3. Juliusz III (1550-1555) On dał naszemu krajowi pierwszego nuncjusza apostolskiego. Ale też znalazł na ulicy 13-letniego żebraka, kórego uczynił kardynałem i kochankiem. Miał się ze swoim związkiem zbytnie nie kryć zachwalając otwarcie "biegłości" tego niepiśmiennego chłopca imieniem Innocenzo(!).Co zabawne, by dodać Innocenzo nieco splendoru a jednocześnie odciąć go od jakiejkolwiek władzy, młody kardynał dostał nowoutworzone stanowisko: Sekretarza Stanu. Stanowisko do dziś istnieje. Zajmuje je szef watykańskiej dyplomacji. 2. Jan XII numer drugi (955-964) Ten szatański kapłan nie tylko mordował gdzie i co popadnie, a przy grze w kości wznosił toast za diabła. Jan XII uwielbiał zadowalać wszystkie płci i stany, w tym własne siostry. Ale to nie wystarczyło. Następca świętego Piotra lubił "to" robić pobliżu miejsca, do którego dziś się nawet pielgrzymuje, czyli przy... grobie świętego Piotra. I jak oni wpuszczają tam dzieci? 1. Stefan VI (896-897) Pod naciskiem walczących o wpływy na papiestwo możnych zwołał synod tupi, który miał odządzić od czci i wiary zmarłego papieża Formozusa. Papież postarał się, żeby Formozus był przy tym obecny. Kazał więc wydobyć z grobu szczątki byłego papieża i ubrać je w papieskie szaty. Czy wspomnieliśmy, że trupowi obcięto palce, którymi błogosławił lud? Poćwiartowanie i wrzucenie do Tybru dokonało szaleństwa. Stefan VI kilka miesięcy póżniej dokonał żywota w wyniku uduszenia. Łaskawie go nie poćwiartowano. | ||
| 0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| |||||
JP2 stał się w Polsce niekwestionowanym autorytetem od wszystkiego i dla niemal wszystkich. Okazuje się nim w dziedzinie poezji, dramatu, pedagogiki, poczucia humoru, moralności, filozofii i wielu innych. Ten "John Travolta Ducha Świętego" zdobył sobie uznanie wszystkich, którzy chcą uczestniczyć w życiu publicznym. Ten, kto ośmieliłby się publicznie poddać w wątpliwość zasługi papieża Polaka musiałby liczyć się z surową reprymendą. Czy jednak rzeczywiście JP2 jest dla Polaków tak wielkim autorytetem, jak pompatyczne są ich wiernopoddańcze deklaracje? Przecież rzadko który katolik w Polsce przeczytał choćby jedno dzieło papieża, a niemal każdy deklaruje znajomość nauczania JP2.
| |||||
| 0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
http://www.youtube.com/watch?v=B_K33PBC-SY&feature=response_watch | ||
| 0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
Jaka jest podstawa prawna istnienia kościelnej instytucji o nazwie Caritas? W roku 1989 rząd Rakowskiego postanowił, że Caritas będzie jedyną organizacją, która w imieniu Kościoła może prowadzić działalność charytatywną. Uznano tak w wyniku prowadzonych z Kościołem negocjacji na temat uregulowania pozycji prawnej Krk w Polsce. W tym czasie istniało jednak stowarzyszenie świeckie o podobnej nazwie - Zrzeszenie Katolików Caritas. Organizacja ta została więc czym prędzej rozwiązana przez władze, a jej likwidator złożył sprawozdanie ze swoich działań... biskupom. Cały majątek ZKC - oddany niegdyś przez państwo proPRL-owskiej instytucji - został przekazany władzom kościelnym. O jaki majątek chodzi? Otóż dokładnie nie wiadomo. Nie ma ani żadnych danych, ani nawet szacunków. My policzyliśmy, że Kościołowi przekazano w ten sposób co najmniej dwieście nieruchomości w całej Polsce wraz z przyległymi do nich terenami, z wyposażeniem, samochodami itp. plus nieznaną kwotę pieniędzy. ZKC miało 49 bardzo majętnych zarządów wojewódzkich i wszystkie one wpadły w ręce kleru. Całkowicie. Od tego bowiem czasu firma ta stała się organizacją prawa kanonicznego, niezależną w zasadzie od prawa państwowego. Zmieniono też struktury Caritasu. Nie ma już zarządów wojewódzkich, są za to zarządy diecezjalne, zakonne i czapa o nazwie Caritas Polska, powołana przez Konferencję Episkopatu Polski. | ||
| 1 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
CZYTAJ!!!Klasztor ufundował zdrajca Polski Władysław Opolczyk. To on również sprowadził "cudowny" obraz z Rusi. Tuż przed przybyciem Szwedów, obraz Matki Boskiej Częstochowskiej został wyjęty z ramy i wyekspediowany z klasztoru, i wiele nie brakowało, a wpadłby w ich ręce. Ikonę wywieziono w nocy z 7 na 8 listopada 1655 r. do Lublińca na Śląsku i ukryto w zamku Andrzeja Cellari'ego, a następnie w Głogówku u tamtejszych paulinów. Tak więc już początek mitu o cudownej obronie klasztoru, zawiera kłamstwo: podczas oblężenia Jasnej Góry, domniemanego sprawcy cudu, niemniej cudownego obrazu, po prostu tam nie było! Kordecki opisał przebieg oblężenia w pamiętniku Nowa Gigantomachia wydanym jakoby w roku oblężenia, czyli w 1655 (sic!). Przytacza tam m.in. treść listu z 21 listopada 1655 r. do gen. Müllera, w którym niczego szczególnego nie znajdujemy. I pozostalibyśmy po wsze czasy w błogiej niewiedzy i zarazem kłamstwie historycznym stworzonym przez Kościół, gdyby nie prawdziwy cud! Oto dyrektor królewskiego archiwum Szwecji, Theodor Westrin, odnalazł oryginał tegoż listu, i opublikował w roku 1904. Jego treść zaszokowała badaczy `potopowego" okresu... Okazało się, że przeor Augustyn Kordecki poddał klasztor królowi Karolowi X Gustawowi! | ||
| 1 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
Dawno,dawno temu,na pewnej łące pasł się koń.Całkiem spokojnie żarł trawę,całkowicie nie spodziewając się przylotu kosmitów.Biedak,kompletnie nie zdawał sobie sprawy z tego,iż od wileu tygodni jest obserwowany przez marsjanskich łowców betonu. No i stalo się,nagle zza krzaków wyłonił się głodny wilk.Natycnmiast zobaczył nachylającego się konia i stracił rachubę.Nie mógł sobie ustalić na co ma większą ochotę.Tyłek konia wyglądał bardzo apetycznie i to nie tylko pod jednym względe,a że wilczyca miała migrenę od tygodnia,to i wilk był podwójnie wyposzczony. Ssanie w żołądku jednak przeważyło.Wiedząc,że z konia jest kawał chlopa,a dodatkowo uczęszcza on na wschodnie sztuki walki bez walki,uznał,że musi wykombinować jakiś fortel. Podszedł więc do konia,ni to przypadkiem wygwizdując sobie sarą ludową melodię "kiedy byłem małym chłopcem,hej".Gdy byl już naprawdę blisko odezwał się udając zaniepokojenie: -o biedny koniku,coś blado wygladasz...Stolec był? -Koń spojrzał pogardliwie na wilka,jak na ostatnią łajzę i rzekł: -taa...Dobrze,że przyszedłeś,bo muchy mi odgoniłeś. Wilk wyczuł,że koń próbuje go spławić,ale też nie zamierzał się poddawać: -naprawdę zle wyglądasz.Wiesz mój dziadek był ginekologiem...może zajrzałbym Ci do jajek?Nie wiem,czy wiesz,ale to niedowład jajek jest najczęstszą przyczyna raka płuc i utraty wzroku u slepej kiszki? -a mój dziadek był misjonarzem w Północnej Bułgarii i go murzyni zjedli.-odparł koń -a,co to ma do rzeczy,bo nie kumam?!-wilk poczułm,że coś nieteges... -Nie wiem,ale skoro rozmawiamy o przodkach... Wilk,widząc,że nie a sensu ciagnąć wątku,przerwał koniowi: -stary,tutaj widzę poważna sprawa jest,kiedy to ostatnio sobie te jajca umyłeś? -no,niedawno,jakoś zeszłej wiosny...-odparł koń -oj stary,jak to dobrze,że tutaj jestem.Tak się sklada,że mam tutaj przty sobie wiaderko z mopem,to ci je zaraz przeszorujemy.Zobaczysz,że odrazu lepiej ci się dychnie,normalnie będziesz,jak nowonarodzony! Wilk podszedł z wiaderkiem pod zad konia i podciągnął ogon.Wcu=iąż jeszcze nie zdradzał swoich prawdziwych zamiarów.Na jego nieszczęście koń,nagle wystraszył się o swoje klejnoty i z całym impetem przypierdolił kopytami wilkowi w szczękę. Wilk wyleciał,jak z prpcy,lądując pięć metrow dalej. -o,sorki nie chciałe.Może spróbujemy jeszcze raz?-zaproponowal koń -nie dzięki,pójdę już.Muszę też sobie obmyć...
koniec
Morał jest taki,że wilki,to mięczaki!
| ||
| 1 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
Dawno,dawno temu pewien lew,który był królem wioski,postanowił wyruszyć na wojnę.Miał zresztą powód ku temu nie mały.Otóż,jako Żyd strasznie poczuł się oburzony zniknięciem napisu z bramy obozu w Auschwitz.W ramach zemsty,postanowił napierdalać każdego,jak popadnie. Wezwał więc swoich ministrantów i oznajmił co następuje: -ja król lew obwieszczam,aby wszystkie zwierzęta,oraz taborety zgłosiły się jutro do mnie.Jak bowiem sugeruje tytuł bajki wyruszamy na wojnę z Szatanem.Obecność jest zatem obowiązkowa.Jesteśmy zobowiązani wspomóc Ojca Dyrektora w walce ze złem! Następnego dnia,wszyscy zjawili się punktualnie między 9 rano a 16 popołudniu.Król wydał rozkazy: -Słoniu,ty jesteś największy,najśilniejszy,dlatego będziesz niósł dekodery telewizji Trwam.Otrzymaną wzamian kasę od Moherów,przekżesz mi! -ty zaś Małpo w czerwonym świetnie się wspinasz po drzewach i jesteś dobra od tyłu.Zanim,więc wieczorem wpadniesz do mnie,na okres bitwy masz wśliznąć się w tłum i lać dziennikarzy liberalnych mediów.Tak naprawdę masz lać wszystkich co nie wywodzą się z rodziny Radia Maryja,bo to złodzieje są i bezbożniki! -Ty Niedżwiedziu,jesteś wprawdzie głupi i masz wszy na pępku,ale za to jesteś silny i zręczny.Zaraz,więc po mszy pojedzies na demonstrację homosksualistów i wraz z pomocą Młodzieży Wszechpolskiej będziecie napierdalać zboczeńców.Jak już się z nimi rozprawicie,pozwalam ci zamówić sobie pięć piw!Najważniejsze jednak,żeby c***e przestały grzeszyć,amen! Nagle ministranci dostrzegli wsród zebranych osła i królika.. -drogi królu,obawiamy się,że osioł z królikiem nie będą dobrymi żołnierzami,chyba,że jako mięso armatnie! Wtedy król spojrzał na osła: -ty,to taki trochu strachliwy jesteś i w ogóle,to dużo ryczysz.Chę tnie bym ci wpierdolił za te orzechy,co mi z ogrodu wykradłeś,ale nie mam teraz czasu,poza tym przydasz nam się.Mam dla ciebie specjalną misję... -miskę,po co mi miska?!-zdziwiol się osioł -miskę ,to ci zaraz mogę obić.Powiedziałem misję!Będziesz ***** jak Tom Cruse,albo,jak Tomy Lee Jones w Ściganym!Otóż twoim zadaniem jest wejście między ludzi i pierdolenie bez sensu,tak jak to robi Macierewicz. -nie wiem,czy potrafię,aż tak bredzić!-wystraszył się osioł -e tam,dasz radę!Oskarżysz każdego kto nie kocha Ojca Dyrektora o to,że jest agentem KGB i takie tam,że nie kocha Polski i Boga! -no,a co z tym wypierdkiem?-spytał jeden z ministrantów,spoglądając na królika Król spojrzał na królika i rzekł: -a,ty króliku,stary ciuliku,hłehłehłe...Ty jesteś szybki,po tej łące,to zapierdalasz,jak mało kto.Będziesz,więc miał za zadanie pojechać na Jasną Gorę.Jutro odbędzie się tam moherowy zlot i przyda nam się szybki żołniesz,który z tacą obleci cały tłum.Pamiętaj,aby nikogo nie ominąć.Lepiej,jak wyciągniesz kasę trzy razy od tej samej osoby,niż choć jedna miała by ci umknąc. -ale najjaśnieszy panie,czy my sobie poradzimy?-wystraszyli się ministranci -nie siać mi tu defetyzmu!Czyż nie rozumiecie,że nasze ukochane dzieła Ojca Dyrektora są zagrożone!Czy nie widzicie jak Ojciec Dyrektor cierpi,gdy mu się wciąż podrzuca kłody pod nogi! -tak,widzimy królu!-krzyknęli wszyscy chórem. -no,to alleluja i do przodu świnie! konec
Morał jest taki,że go sami sobie musicie znależć! | ||
| 1 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
Dawno,dawno temu,w zieloniogórskim lesie,żył sobie lis..Był strasznie wkurwiający.Wszyscy unikali go,jak ognia.Nie dość,że capiło od niego kiszonymi ogórkami,to jeszcze gnój pod byle pretekstem zjadał swych przyjaciół.W zaistniałej sytuacji,lis wypuszczał się w odległe wsie,aby tam móc odnależć swoją miłość,którą mógłby zgwałcić i zjeść.Tym sposobem trafił do jednej z zagród.Spojrzał,przez dziurę w płocie i nic nie zobaczył,bo to nie była dziura w płocie,tylko tyłek krowy.Obszedł więc ją i wówczas dopiero dostrzegł spacerujące sobie,soczyste kurki..One też go zauważyły.Zatrzymały się na moment,a jedna z nich unosząc skrzydło pokazała mu swój środkowy palec.Lis,wkurzył się tym widokiem i natychmiast targnął w ich kierunku.Z wielkim impetem walnął w płot,nabijając sobie bolesnego guza. Kury tymczasem pękały ze śmiechu,jedna nawet wybuliła na plecy i turlająć się po ziemii wciąż rechotała. -jeszcze tu wrócę!-zagroził lis -nie zapomnij przynieść pizzy,hłehłehłe!-krzyknęła jedna z kur na pożegnanie. Lis wrócił do domu dla upośledzonych,bo tam od dzieciństwa mieszkał i wyciągnął kiszonego ogórka ze słoika.Był to taki jego rytuał,który pomagał mu w myśleniu.Po szóstym słoiku zaświtała mu genialna myśl,wymyślił więc,że jak zje siódmy słoik z ogórkami,to na pewno coś wymyśli.Niestey,sytuacja komplikowała się,bo już po piątym słoiku zapomniał nad czym się zastanawia.W końcu zrezygnował z myślenia i jak zwykl robić o tej porze wziął drabinę w ręce i wyszedł sobie pospacerować po okolicy.Przypadkiem dotarł pod zagrodę,w której został upokożony.Kury właśnie sidziały oparte o drzwi stodoły,gdzie korzystały z uroków lata. -ty,popatrz,zaś ten buc tu przylazł-zauważyła pierwsza -może olejek do opalania nam przyniósł,hłehłehłe...-zażartowała druga Lis,tymczasem zmęczony już nieco tym noszeniem drabiny,oparł ów przyrząd na ogrodzeniu i usiadł sobie na dolnym szczebelku. -ty,może byś się tak do roboty wziął,hłehłehłe-krzyknęła jedna z kur -jeszcze się na was zemszczę,jak tylko się tam dostanę!-wygrażał lis -ty,to nam możesz naskakać!odparła mu druga z kur. Lis wstał chcąc zabrać drabinę i jak najszybciej sobie stad pójść i wtedy naszło go olśnienie.Otóż wymyślił sobie,że wejdzie po drabinie na płot,a z niego zeskoczy na podwórze.Zaczął wiec się wspinać.Ledwo przekroczył trzeci stopień,a w tem dostał czymś w łeb.Wystraszył się,że to Niemcy atakują,ale gdy spojrzał w dół zobaczył,iż to burak ćwikłowy-metalik,prawie nówka.Gdy już miał wspinać się wyżej z nieba zaczął spadać grad buraków.Były wśród nich i zielone i białe i czerwone.Normalnie lisowi zakręciło się w głowie od tych kolorów i w efekcie pierdyknął na ziemię.W tym momencie,kogut,generał Mackwak rozkazał przerwanie ostrzału. Lis po raz kolejny zawstydzony zabrał drabinę i poszedł w las.Wtedy na drzewie zobaczył winorośl i obgryzającego jej owoc szpaka. -co robisz?!-ni to spytał,ni to krzyknął lis -a,c*** cię to obchodzi !-odparł grzecznie szpak. To moje winogrona,jeszcze moja babcie posadziła je w czasie okupacji.! -a,c*** mnie to obchodzi-odrzekł sympatyczny szpak -zaraz zadzwonie na policję kradzieju!-zaczął wygrażać lis. -nie strasz,nie strasz,bo się zesrasz!-szpak wyrecytował lisowi,stare słowiańskie przysłowie. Lis wkurzony do granic możliwośći uchwycił komórkę w dłonie i wcisnął numery.Miał,jednak tego dnia pecha,bo prawie wyczerpala mu się bateria.Wkurzył się jeszcze bardziej i rzucił komórąw kierunku szpaka.Ta nieomal go trafiła.Przeszła koło samego ucha,nie robiąc szpakowi większej krzywdy,poza zniszczeniem dł8go wcześniej układanej fryzury: -całkiem cię pojebało!-zirytował się szpak -to zostaw mój winogron!-warknął lis -O jejku,to nie można tak było odrazu?! Szpak odwrócił się tyłkiem do lisa,puścił cichego bąka i odleciał. Lis natomiast oparł drabinę o gałęż,gdzie znajdowała się największa ilość owocu i wyzbierał resztę,której mu szpak nie podpierdolił. -przynajmniej będzie winko,co za wspaniały dzień!-rzekł
konec Morał jest taki,jak masz winogron,uważaj na szpaki! | ||
| 1 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
120 r. - Pierwsze wzmianki o używaniu wody święconej do "wypędzania duchów" nieczystych. | ||
| 0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
| 0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| ||
Tuż przed marszem na Wschód, generał jezuitów, | ||
| 0 Komentarzy | Wyślij komentarz | Strona tematu |
| Strona 1 z 7 |
| Poprzednia | Następna |